Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anders Thomas Jensen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anders Thomas Jensen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2026

Mænd og høns / Mężczyźni i kurczaki (2015) - Anders Thomas Jensen



Szalony naukowiec i jego pokiereszowani synowie, obciążeni porządnie genetycznie, czyli do sportretowania z maksymalnym dystansem i poddania potęgowaniu patoli w manierze quasi tarantinowskiej, totalnie pojechany “gang Olsena” na dziedziczonym śmietnisku wychowywany. Wpierdzielają tony tych tytułowych kurczaków (sceny posiłków są akurat wyśmienicie nieapetyczne) i w sumie większego ani tym bardziej głębszego sensu w tej warsztatowej wprawce reżyserskiej (mogli sobie pozwolić na rozwinięcie skrzydeł kolorowych, też ucharakteryzowani przekomicznie aktorzy), raczej trudno się doszukać. On (gdyby nie dało się z kontekstu wychwycić, chodzi o sens :)) jakiś naturalnie jest, nie odbieram przecież prawa makabrycznej grotesce do kamuflowania pod właściwą odpychającą stylistyką przesłania czy czegoś w tę mańkę. Tylko jakby mnie nie łaskotało abstrakcyjne poczucie humoru, to na większość makabresek jestem przed hura heheszkowaniem uodporniony. Takie duńskie poczucie humoru, nie jest nawet wyzwaniem, bowiem nie chodzi tutaj o dojrzewanie do jego skumania, lecz o z natury chyba jego ekstremy kminieniu. Były momenty że jakieś oko mnie obserwujące podczas seansu wychwyciłoby grymas wyduszonego uśmiechu. Bez względu jednak na to ile by było takich incydentów zarejestrowanych, ani raz bodaj zdrowo nie parsknąłem, a częściej robiłem wielkie oczy - konsternacji smak w rozdziawionej gębie czując. Nie wiem dokładnie co obejrzałem, mimo że jakby mnie zapytano o jakieś szczegóły, to jest duże prawdopodobieństwo iż je zapamiętałem. Konkretnie szczególna jest to produkcja - wyraziście upstrzona czarna komedia, jaka zostanie we łbie, ale powtarzam, za cholerę więcej z niej ponad przekraczanie granic dobrego smaku poprzez darcie łacha z wynaturzeń ja nie doświadczyłem. Najgorsze, iż mając apetyt na Madsa w fazie, Mads tu jak jakby pierwowzór, powtórzenia z ostatniej dotąd jego roli u Jensena.

P.S. Dopiszę (bo przy Skandynawach to obowiązek), iż gdyby Lalu znalazła chwilę by mi więcej streszczenio-refleksji pod ryjek podstawić, to pewnie zakrzyknęła by z zachwytem, że kolejna perełka od zakręconego Jensena! Z obsadą z półki najwyższej, wymiatającą, że aż pióra lecą - dosłownie. To i sporo więcej by mi do słuchu dała, Lalu „skandynawowa”. :)


piątek, 21 listopada 2025

Den sidste viking / Ostatni wiking (2025) - Anders Thomas Jensen

 

Anders Jensen Thomas posiada zafiksowanych na punkcie swoich projektów fanów, a ja dopiero się z jego absurdalnym i niekoniecznie tylko ekscentrycznym sposobem przedstawiania trudnych oblicz ludzkiej natury i reakcji owych na otoczenie docieram, w tym miejscu że spośród tego nielicznego co już widziałem, Ostatniego Wikinga uznając akurat za najsilniejszy powód do poświęcenia reżyserowi wzmożonej mej uwagi. Przede wszystkim to się klei, mimo iż składa się z mozaiki estetycznie teoretycznie nieskładnej - wzorów i kolorów pozornie bałaganiarsko zestawionych, a jednak finalnie efekt tej szalonej metody posiada magnetyzm większy niż doszukiwanie się logicznych dziur w fabule. Rzecz w tym przecież naturalnie, że kino absurdu zastosowanego by docierać do empatii widza należy traktować z przymrużeniem oka na poziomie formy, natomiast w pełni poważnie w kwestii treści przesłania. Ostatniego wikinga trzymają w garści EMOCJE i nie mówię tutaj o akcji, jaka przecież jest szalona i jej zwroty zaskakują nieomal co chwilę, bowiem kluczem jest wspomniana powyżej EMPATIA. To jest gigantyczny walor tej opowieści, że z kina zarówno brutalnego wizualnie, z niemniej szorstkim humorem efekt płynie niezwykle wartościowy, przez co napisanie iż Ostatni wiking bez względu na uczucie bólu jaki potrafi wywołać, to feel good movie - przekorne. Przekorny i trafiający w miękkie koncept, bo te emocje i ta empatia, to pod warstwą obłędu scenariuszowego, być może odpychającego purystów estetów, szczerość i prawda, więc wartości wszystkie w jakie szczególnie wierzę, gdy nie są traktowane jako podstępne narzędzie wywoływania określonych uczuć metodą perfidnej dosłowności. Mnie banały smucą i najczęściej reaguje na nie alergicznie, tak jak szantaże moralne i podobne. Oddaje serce więc zawiłościom i nieoczywistościom - labiryntom uczuć do odkrywania poprzez wzmożenie intelektualne i zdystansowanie poczuciem humoru ironicznym. Mówię tu o sytuacji podobnej, gdy pod twarzą zaciekle sarkającą, czy ogólnie aparycją złożoną z maski, zbroi, ekstremalnie jadu, kryje się kruchość zabezpieczana przed skrzywdzeniem. Z traumami bądź słabościami radzimy sobie sposobami różnymi, często jest to najzwyczajniej oszustwo - większa mniejsza gra, uciekając w błazeństwo, zwijając się w kłębek do bańki czy innością kłując zwyczajnych po ślepiach. Jak nie wyprzesz to się rozpadniesz! Często niestety za udziałem kompletnie pozbawionych czucia ludzkich potworów. 

wtorek, 22 czerwca 2021

Retfærdighedens ryttere / Jeźdźcy sprawiedliwości (2020) - Anders Thomas Jensen

 


Czy wszystko może mieć swój powód wprost wynikający ze splotu świadomych wydarzeń? Czy każde zdarzenie może być też zaskakującym zbiegiem różnych okoliczności we wspólnej dla danej grupy konfiguracji czasowej? Czy tragedie są wynikiem przypadku, a może statystyki? Czy znalezienie się w nieodpowiednim miejscu i czasie może być spowodowane drobiazgiem? Na ekranie skomplikowana rodzinna sytuacja na wprowadzenie - ojciec od lat na wojskowej misji, naturalnie w tej sytuacji słabe z nim relacje i nagła tragedia, śmierć matki w wyniku (i tu zapytanie) wypadku bądź zamachu. Natychmiastowy powrót ojca i dalej to już niezły kocioł śledczych zdarzeń i działań nastawionych na zemstę, z często osobliwymi postaciami w roli głównej i w nie tak śmiertelnie poważnej formule stylistycznej jakby można było przypuszczać. Bo to nie jest przeciętny film o wendecie, to zdecydowanie groteskowe, mimo że w przesłaniu poważne podejście do tematu i choć właśnie przejaskrawione po części postaci mogą sprawiać, iż mega ważki temat przybiera nieco zabawną formułę, to jednak raz że nie pobudza to poczucia zażenowania, a dwa wbrew pozorom nie sprawia ani przez moment przekonania braku naturalności czy autentyzmu. Innymi słowy dobry reżyserski balans, na bardzo cienkiej linie uplecionej ze scenariusza. :) Dlatego też jest to tylko pozornie osobliwe podejście do mocnego dramatu, bowiem w rzeczywistości potrafi ono przede wszystkim wzbudzić intensywne emocje - poruszać i wstrząsać. Zarówno dzięki świetnemu aktorstwu, także prawdzie zawartej w przeżyciach postaci jak i odważnemu i w rezultacie zrównoważonemu podejściu do tematu. Oczywiście mimo fragmentarycznie rozrywkowego charakteru dalekie to kino od modelu hollywoodzkiego i tym bardziej bardzo odległe od zadumanych moralizatorsko europejskich wzorców. Gdybym miał już szukać stylistycznych podobieństw, to ostatnio coś w podobnym gatunku oglądałem w przypadku francusko-niemieckiego Tylko zwierzęta nie błądzą czy też argentynsko-hiszpańskich Pechowych szczęściarzy. Jednak dla odróżnienia, poprzez swoją specyficzną psychologię oddające akurat celnie mentalne cechy skandynawskiego sposobu bycia i myślenia. Bowiem w tej różnorodności zachowań poszczególnych bohaterów jest wspólna cecha. Nią ta "zachodnioeuropejskość" (takie przesadne ucywilizowanie) przeżywania traum i podręcznikowego radzenia sobie z ich konsekwencjami. Podsumowując polecam, bo to bardzo wartościowy, momentami po prostu piękny i tylko poniekąd nieszablonowy, inaczej pozornie niepoważny film o dramatycznej stracie i trudnych relacjach.

P.S. Mads jest teraz mega popularny, jest na absolutnym aktorskim topie, a nawet przez wielu fanów kina bezdyskusyjnie uznany został już za aktora kultowego. Ja w tej kwestii pozostaje zdystansowany, uważając jednocześnie, iż tutaj konkretnie udowadnia że absolutnie aktorem nie jest przypadkowym czy jednowymiarowym.

Drukuj