Polański poszedł w groteskową satyrę i niestety poległ na całym polu zawężonym do stereotypów powielanych kompletnie bez celu. Satyrę programowo mocno przerysowaną, co sprowadziło jej sens do epatowania tandetą, kiedy żarty suche, a scenariusz dno, bez a propos dna psychologiczno-socjologicznego głębszego. Chyba że uznać, iż wiadomo o co Polańskiemu chodziło, a że nie potrafił tego artystycznie wyrazić na poziomie, to na karb jakiegoś chwilowego wku Rwienia, czy zamroczenia zrzucimy. Ja już nie zadaje sobie po dotrwaniu do końca pytania czy jedynie wizualnie do mnie nie trafił - te wszystkie potraktowane ekstremalnie skalpelem chirurgicznym czy zabiegami w solariach mordy, to jakiś obłęd chyba poniekąd inspirowany teledyskiem Rammstein do Zick Zack - który nawiasem pisząc w ciągu zaledwie czterech i pół minuty emisji kondesuje znacznie więcej dosadnych, a przede wszystkim intelektualnie błyskotliwszych obserwacji (nie mówiąc iż jest też po prostu znacznie bardziej zabawny). Może mógłbym zauważyć (gdyby to nie było mega zwiędłe), że nazwisko przebrzmiałego gwiazdora filmów dla dorosłych kojarzy się z pewną seksualną czynnością wykonywaną przez jego jej, jak i nieco poważniej pisząc podkreślić na plus moje skojarzenie kierownictwa hotelu z postacią pana Wolfa z Pulp Fiction, który pamiętamy załatwia wszystkie trudne sprawy (sprząta itp.) oraz poklepać Polańskiego po ramieniu za oszczędność na charakteryzacji dokonaną dla dobra budżetu zatrudniając Mickey’a Rourke, a najbardziej uściskać za przypomnienie sobie o talencie komediowym mojego w tej dziedzinie półboga w osobie Johna Cleese’a, który nawet jeśli udaje martwego, to z taką mimiką że duszę się ze śmiechu, ale uczynię to "zauważenie" nie z szacunku do Polańskiego w takiej odsłonie, lecz tylko po to aby tekst mógł urosnąć do więcej niż tylko około trzech zdań. Jeśli nie macie poczucia humoru na poziomie szura z żywo żółtą peruką i nie uważacie że można wybaczyć Polańskiemu świadomy kicz i perfidne narażanie waszej inteligencji i dobrego smaku na kiczem napychanie, to omijajcie, a najlepiej udawajcie że Polański tak nie kończy swojej reżyserskiej kariery.
poniedziałek, 8 stycznia 2024
czwartek, 12 maja 2022
Death and the Maiden / Śmierć i dziewczyna (1994) - Roman Polański
Jeden z mniej głośnych, a może zwyczajnie z mniejszym entuzjazmem krytyki przyjętych filmów Romana Polańskiego. Zrealizowany już w późniejszej fazie jego kariery i oparty na sztuce Ariela Dorfmana kameralny, a nawet dość statyczny obraz, którego najważniejszym walorem jak to u naszego eksportowego reżysera, klimat uzyskany za sprawą umiejętnego czerpania z klasycznego kina, jak i doprawionego odpowiednią dawką mroku, autorskiego pomysłu na wciąganie widza w gęstą intrygę. Akcja rozgrywa się na odludziu i dość leniwie przelewają się przez ekran sceny z każdą minutą projekcji coraz silniej oddziałujące na zassanego od startu w fabułę widza. Relacja małżeńska poddana zaufania i lojalności sprawdzianowi, przez pryzmat politycznej sytuacji i doświadczeń traumy z przeszłości, za sprawą przypadkowego spotkania kata z ofiarą i zamiany ról. Polański wykonał tu bardzo dobrą robotę, ożywiając na tyle na ile można było teatralną formułę zamknięta w pomieszczeniach i wydarzeniu w zasadzie z jednej deszczowej nocy. Zbieg okoliczności przynosi szansę na zemstę, trzeba się tylko poddać instynktowi zamiast racjonalnie opanować cywilizowanemu sposobowi dochodzenia sprawiedliwości. Psychologiczno-filozoficzna rozprawa o winie i karze. O cierpieniu, skrusze - niemożliwym absolutnie zadośćuczynieniu.
P.S. To jest bez większej przesady bardzo dobre kino, lecz jednak oglądane w układzie odniesienia Rzezi i Wenus w futrze, wypada mniej ekscytująco. Polański tutaj być może nabierał dopiero doświadczenia w quasi teatralnym kinie, by błysnąć w przyszłości wymienionymi.
wtorek, 1 lutego 2022
Le locataire / Lokator (1976) - Roman Polański
niedziela, 18 kwietnia 2021
Pirates / Piraci (1986) - Roman Polański
Polański ejtisowy, to już wówczas pełną mordą poważny reżyser, a nawet już klasyk, bowiem z ogromnym dorobkiem doświadczenia/obycia, doceniony festiwalowo i ze statusem względnego innowatora. Mógł więc sobie pozwolić na więcej fantazji, czyli zabawę gatunkami i na stylistycznej wyobraźni popuszczenie wodzy. Zrobił wtedy film jednocześnie groteskowy i chyba też gdzieś pod zabawną powłoką ambitny. Kiedy jako smarkacz Piratów w kinie widziałem, to z tej dojrzałej strony zachwycony być nie mogłem, chyba że wrażenie na mnie wyłącznie jego „przekomiczny” (spożywanie szczura) charakter robił, bo o odszukiwaniu bystrych wtrętów i aluzji mowy być wówczas nie mogło. Pamiętałem więc Piratów tylko z tej perspektywy i kiedy po mnóstwie lat odświeżyłem tytuł, to jestem zaskoczony, że sporo w tej zabawie estetyką marynistycznego kina wyraźnych odniesień do sytuacji politycznej bloku środkowo-wschodnioeuropejskiego, a dokładnie (poczytałem, oczy mi się otworzyły) do bolszewickiej rewolucji. To chyba nie przypadek że kapitan nazywa się Red, dalej dwa piszczele z pirackiej flagi kojarzą się sierpem i młotem, a sama flaga w promieniach słońca przybiera odcień karmazynowy. Daleko to idąca interpretacja, ale też nie żaden rzut kulą w płot. Jeśli profesjonalna krytyka podobnie pisze, a sam Polański nie zaprzecza, to jest podstawa bym przepisywał podobne tej interpretacyjne mądrości. :) W moich oczach jednak najważniejsze w tym nie do końca docenionym klasyku tkwi w relacjach głównych bohaterów i kapitalnej kreacji Waltera Matthau, który posiadając w zawodowym dorobku całą galerię ciekawych postaci, mnie na zawsze w pierwszej kolejności będzie się kojarzył z jednonogim kapitan Thomasem Bartholomew Redem. Poza tym nawet jeśli wiele tu przerysowań, to kluczowego produkcyjnego rozmachu też nie brakuje, a muzyka z odpowiednią pompą przez orkiestrę zagrana towarzyszy każdej dynamicznej scenie. Ekscytująca ekranowa draka, mnóstwo zapadających w pamięć ujęć, również archaicznej z dzisiejszego punktu widzenia, a przez to romantycznej technicznej ekwilibrystyki oraz wprost nawiązanie do fantazją napędzanego kina przygodowego, jakim lata wcześniej w przypadku Nieustraszonych łowców wampirów mistrz raczył zaskoczoną krytykę poczęstować. Nawet jeśli nie do końca estetycznie moje zainteresowania, to nie powiem że nie doceniam klasy z jaką Polański się tutaj artystycznie zrealizował.
poniedziałek, 12 kwietnia 2021
The Fearless Vampire Killers / Nieustraszeni pogromcy wampirów (1967) - Roman Polański
Ten film to pastiszowy crème de la crème, dzieło w swojej kategorii gatunkowej wyborne. Tak samo mocno bazujące w swojej formie na horrorach wytwórni Hammer, lub nawet może je inspirujące (nie mam szerokiej wiedzy, za gatunkiem nie szaleje), jak równie dobrze będące fundamentem późniejszego spojrzenia Francisa Forda Coppoli na historie hrabiego Draculi. Ten sznyt wizualny jest po prostu zjawiskowy, urzekający (i wszystkie tych określeń synonimy razem wzięte), a poczucie humoru jakim Polański tutaj się popisuje, to jakiś groteskowy Olimp dosłownie. Odjechany psychodeliczny trip, mistrzostwo świata w idealnym zbalansowaniu klasycznej quasi teatralnej formuły opartej na kartonowych dekoracjach, z pełnią wyobraźni i dobrego smaku estetycznego, wspartego dodatkowo puszczeniem oczka. Jestem zatem pod wrażeniem itp, ale nie czuję takiej sympatii jaka mogłaby wynikać z powyżej wyartykułowanych superlatyw, bowiem są one czysto obiektywne, gdyż nie stawiam formuły jajcarskiej nazbyt wysoko, więc tacy Pogromcy czy późniejsi Piraci Polańskiego nigdy nie będą przeze mnie uznani za najlepsze dokonania naszego Mistrza. Znacznie wyżej stawiam, bardziej cenię więc jego obrazy, które dalekie są od pajacowania i tak samo dzieła Coppoli subiektywnie nie jestem w stanie postawić na równi z Pogromcami. Ten nowszy to majstersztyk artystyczny, kapitalny także pod względem przenikliwej treści, natomiast ten starszy w moich oczach to wyłącznie dobra zabawa i fajne wrażenia sprowadzone przede wszystkim do urokliwie mrocznej scenografii, a poza tym trochę mniej niżbym wymagał - znaczy nie akurat to, w co gatunkowo celuję. Ot co!
P.S. Filmowe adaptacje radzieckich baśni z lat 60-ych – tak, tutaj też węszę inspiracji wizualnych dla pomysłu Polańskiego. :)
wtorek, 17 listopada 2020
Bitter Moon / Gorzkie gody (1992) - Roman Polański
Nie znam fundamentu, mam na myśli oryginału powieści (żaden powód do dumy, ale też i wstydu), na podstawie której powstał scenariusz napisany na potrzeby przemycenia zagrywek charakterystycznych dla kina Polańskiego. Doczytałem tylko (w miejscu gdzie mogłem znaleźć fanów, ekspertów od literatury i filmu w jednym), że Polański wraz ze współpracownikami poszedł znacząco innym torem niż Pascal Buckner i tam gdzie autor powieści w bezpośredni sposób opisywał wszelkie detale, zahaczając wręcz o wulgarną werbalną perwersję, tam Polański pozostawił znacznie więcej przestrzeni dla wyobraźni widza, posiłkując się niemal lirycznym obrazem ekshibicjonizmu. Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak bardzo Buckner zafiksował się na wymiarze opisowym, bowiem biorąc pod uwagę przytoczone powyżej zaskakujące mnie fakty, myślę że same kontrowersje wywołane przez film świadczą o jego daleko idącej odwadze – innymi słowy narażeniu się na skandal. Sam obraz mrocznej intrygi oczami Polańskiego jest przecież delikatnie pisząc prowokacyjny, przez co sporo widzów nie dało sobie szansy, by oprócz (z manifestowanym niesmakiem) poznania tej dyskusyjnej fasady, wgryźć się w całą wewnętrznie rozbudowaną konstrukcję psychologiczną motywacji bohaterów. Nie twierdzę że nie ma w tej historii niczego odpychającego, wręcz jestem przekonany iż znaczne grono widzów o delikatnej konstrukcji miało uzasadnione powody, by nie unieść jej na barkach swej wrażliwości. Lecz jest jednocześnie oczywiste, że kino Polańskiego, to żadna banalna tęsknota za czystym pięknem w wymiarze wizualnym, czy prostotą przekazu, a kawał ciężkiej do przetrawienia gry, a nawet wyuzdanej zabawy uczuciami. Stąd uważam że tak samo usprawiedliwione mogą być określenia perwersyjny, dekadencki, wręcz obsceniczny, jak zmysłowy, bądź namiętny. Wszystko zależy od punktu spostrzegania, a on przecież złożony, bo zbudowany z wielorakich doświadczeń. Zatem ta poniekąd również nieco groteskowo przerysowana (szczególnie niestety przez kluczową rolę Emmanuelle Seigner) historia o zazdrości, fascynacji głównie ciałem, ale i duszą, pomimo swej sadystycznej otoczki eksplorującej najmroczniejsze erotycznie zakamarki podświadomości, równie śmiało może być kategoryzowana jako psychologiczny melodramat. Przykro mi, ale trudno mi uznać że w pełni udany.
poniedziałek, 3 sierpnia 2020
Tess (1979) - Roman Polański
Jeden z mniej wypromowanych, a nawet zakładam najmniej znany, a z pewnością ogólnie popularny film Polańskiego. Obraz produkcyjnie spektakularny, bowiem urzekający dopracowaną scenografią i rozmachem wykonanej pracy przez speców od kostiumów i charakteryzacji. Wizualnie bez wątpienia majstersztyk, bowiem trudno nie docenić uchwyconych doskonale ręką operatora architektonicznych pereł, przepięknych pejzaży i olśniewającym panoram. Tyle, że mając do czynienia z gatunkiem filmu określanym potocznie jako melodramat kostiumowy (tym bardziej kiedy pod jego skrzydłami przemyca się ambitny temat o charakterze społeczno-kulturowym, jak doświadczyłem przez ponad trzy godziny projekcji o zerowym potencjale rozrywkowym), to na większy potencjał komercyjny nie można było liczyć. Krytyka profesjonalna w takiej sytuacji zazwyczaj film docenia, lecz publiczność już tak łaskawa częstokroć nie jest, więc znajomość w szerszym kontekście dzieł bardziej atrakcyjnych staje się naturalnie znikoma. Jestem wśród tej grupy widzów, którzy nieskromnie pisząc nawet więcej niż ponadprzeciętną wiedzę kinową posiadają (jednak do miana konesera sztuki filmowej najwyższych lotów poprzeczek do pokonania przede mną jeszcze kilka :)), to uczciwie zaznaczam, iż dopiero teraz znalazłem czas i skorzystałem z okazji, aby z rozbudowanym konceptem Tess się zapoznać i myślę, że to jedna z tych niewielu produkcji dość nietypowych dla stylu Polańskiego. Przynajmniej ja nie dostrzegam w obrazie z 1979 roku jakiejś dominującej roli charakterystycznych sztuczek naszego mistrza, jakie miałyby być udziałem fabuły i idei kryjącej się za koncepcją stworzenia dzieła o wysokim współczynniku wzruszenia. Bywało (od wielkiego dzwonu oczywiście ;)), że Polański dryfował pośród dość nadętych, a przez to czasami nudnawych pomysłów, ale nie znam przypadku by aż tak na potrzeby ambicjonalne rozmemłał scenariusz. Ponad 180 minut obserwacji wieloletnich tragicznych losów wiejskiej kobiety, która staje się ofiarą bezwzględnych norm społecznych i nieprzychylnych splotów okoliczności, to doświadczenie dla mnie przynajmniej potwornie wyczerpujące. To trudne zwyczajnie, by tą smętną historię przeżywać nader emocjonalnie, bowiem powinna ona być odczytywana przez pryzmat ówczesnej purytańskiej, skrajnie patriarchalnej obyczajowości, której znaczenie współcześnie naturalnie rożne i dla mej mentalności nieosiągalne. Ciężko mi z niewymuszoną napastliwą ckliwością zrozumieć z dzisiejszej perspektywy absurdalne wybory bohaterów. Może jestem nazbyt w ocenie surowy, ale ponad walory czysto artystyczne chciałby aby film mnie dotykał, a niestety mimo wyrozumiałego nastawienia i ochoty by dać mu szansę tego nie uczynił. Stąd ta malownicza XIX wieczna historia, podoba/spodoba się miłośnikom Nocy i dni, czy innych tego rodzaju wzruszająco podniosłych obrazów. Nie mnie, nawet jeśli rozumiem tragiczne tło motywacji jaka stała za decyzją o ekranizacji powieści Thomasa Hardy'ego.
środa, 15 kwietnia 2020
Repulsion / Wstręt (1965) - Roman Polański
czwartek, 2 stycznia 2020
J’accuse / Oficer i szpieg (2019) - Roman Polański
piątek, 6 września 2019
Chinatown (1974) - Roman Polański
wtorek, 27 sierpnia 2019
Rosemary's Baby / Dziecko Rosemary (1968) - Roman Polański
piątek, 28 grudnia 2018
Cul-de-sac / Matnia (1966) - Roman Polański
wtorek, 15 maja 2018
D'après une histoire vraie / Prawdziwa historia (2017) - Roman Polański
czwartek, 15 września 2016
Nóż w wodzie (1961) - Roman Polański
sobota, 5 grudnia 2015
The Pianist / Pianista (2002) - Roman Polański
sobota, 5 kwietnia 2014
The Ninth Gate / Dziewiąte wrota (1999) / The Ghost Writer / Autor widmo (2010) - Roman Polański
poniedziałek, 24 marca 2014
La Vénus à la fourrure / Wenus w futrze (2013) - Roman Polański
P.S. Nie wiem czy to tylko moje przekonanie, ale coś w tym jest, że rolę Vandy małżonka Polańskiego odgrywa, a jej partnerem aktor fizycznie tak bardzo bliźniaczy do niego samego. :) Czyżby taka sugestia odnośnie relacji tej rzeczywistej pary kochanków, a może taka prywatna pikanteria do życia osobistego za pomocą pracy zawodowej wprowadzona. :) To tylko takie luźne moje uwagi. :)

















