piątek, 4 września 2026

The Dog Stars / Gwiazdozbiór psa (2026) - Ridley Scott



Jeśli wszystko co poniżej zostało spisane w formie okrojonej do średniej wielkości tekstu, ale jednak sprowadzonego do opisania podstawowych podstaw i umiarkowanie krytycznie ocennie, to naturalnie nie będzie oznaczało, iż nie warto sobie „strzępić pióra” na najnowszej produkcji Ridley’a Scotta. Bardziej wiążę obraną z premedytacją strategię refleksji z przekonaniem kluczowym, że podsumowując za dużo w tym barszczu grzybków pływało, a ilość finałów przed kolejnymi finałami, przez co seans nie mógł się zakończyć była nieco irytująca, pomimo że momentami była to naprawdę udana ballada post-apo, w jakiej skutecznie umieszczono w tle nutki które nie przeszkadzały się autentycznie wzruszyć. Problem jednak istotny, podniesiony na wstępie, iż ogólnie powstała dziwna, choć w miarę spójna hybryda tak rzeczonej ballady wespół z elementami kojarzonymi z refleksyjnymi westernami, ale i scenami niczym z zombie jatki i terroru „plemiennego” jakich moja pamięć zawsze doszukuje się w ikonicznych Mad Maxach, a na koniec niemal jeszcze, żeby już kompletnie widzowi we łbie zakręcić, czegoś w rodzaju horror scie-fi, z totalnym obłędem. Ja nie wiem czy bardziej zawalił człowiek od adaptacji powieści Petera Hellera (podobno bestseller), czy może sam autor poczytnego tekstu przesadził, ale nie trzeba było może by poruszając opowiedzieć o przyszłym czasie, gdy maska cywilizacji zostanie zerwana, w tak nabity po korek „atrakcjami” sposób. Tym bardziej, iż to co wyssano z książki i poddano interpretacji aktorskiej, gdzie doskonały casting rzuca się najbardziej w oczy (szczególnie Brolin i Pearce - super super), do połowy projekcji świetnie oddawało specyfikę brutalnych zasad w świecie bez norm i twardych warunkach wyłącznie dla silnych, szybko przystosowujących się do wymagań charakterów, a strona wizualnie ilustracyjna (krajobrazy i lokacje) naprawdę dobrze współgrały z anomijnym/anomicznym charakterem. Gdyby nie nadmiar nadgorliwości z „grzybkami” i poniekąd jeszcze w jednym z finałów męcząca gadka moralizująca, to byłoby zaskakująco zajefajnie, a tak to niby tak, a niby nie i cholera wie co.

P.S. Poza tym nie robi się takich numerów wiernemu psu (pobudliwy Malinois) - kiedy film ma tytuł The Dog Stars i ta relacja Higa z Jasperem, to pośród "grzybków" najbardziej szlachetny borowik!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj