Czy tylko mnie się wydaje że Foals nigdy dotąd nie był tak blisko Talking Heads jak na Life is Yours i do tej pory to tylko blisko prekursorów (umówy się :)) indie rocka bywał? Nie czuję się znawcą czy fanem nowojorczyków, lecz na tyle na ile słuch mnie nie zawodzi, to podobne bardzo wibracje tutaj dominują. Poważne ambitne granie z tanecznym pulsem, gdzieś pomiędzy lajtowym funky rockiem, a syntezatorowa nową falą, tyle że gitarowymi zagrywkami o bardziej bezpretensjonalnym charakterze, z dominującym dyskotekowym wręcz akcentowaniem znanym tak doskonale z lat siedemdziesiątych. Tym akurat nowa płyta zdaje się wyróżniać, tak w konfrontacji z podwójnym poprzednim albumem (wydanym w dwóch etapach), jak i tym bardziej w bezpośrednim zestawieniu z What Went Down - wyraźnie eksplorującym wówczas cięższe rejony brzmieniowe. Tak samo wspomniany Everything Not Saved Will Be Lost Part 1 i 2, choć naturalnie różnorodny, to jednak z syndromem progresywnej eksploracji brzmień przestrzennych, gdzie górą narastające napięcie i rozwijane stopniowo tematy, a raczej marginalnie potraktowane komponowanie zwartych piosenek - chociaż oczywiście w ich obfitości znajdowały się i takie. Life is Your jawi się po prostu jako posiadający walor gigantycznej słuchalności krążek pełną gęba popowy, ale nie jest to (uwaga rym!) pop typowy! Za Foals stoi bowiem doświadczenie wieloletniej działalności i poszukiwań aranżacyjnych. Korzystanie z wielorakich inspiracji i dojrzałe rozwijanie własnej marki poprzez promowanie na swój sposób unikalnego stylu, który finalnie pozwala tak różne wcielenia podpisać wspólnym mianownikiem. Stąd mógłbym domniemać że taki ruch w kierunku piosenkowego kolorytu nie wzbudzi mojego zainteresowania, tym bardziej nie spowoduje umieszczenia w recenzjo-refleksji komplementów, a jednak! Jednak kiedy grupa potrafi grać i komponować, jak i świadomie prowadzić swój rozwój poprzez nieoczywiste i względnie zaskakujące terytoria, wtedy trzeba być kompletnym gamoniem, aby nie przyklaskiwać, nawet gdy człowiek wolałby intensywniej i konkretniej na przykład w segmencie gitar. Foals tym samym szczwanie próbuje zdyskontować niewątpliwy sukces artystyczny Everything Not Saved Will Be Lost, zyskując przy okazji fantastyczny materiał na trasy koncertowe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Foals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Foals. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 lipca 2022
wtorek, 19 listopada 2019
Foals - Everything Not Saved Will Be Lost Part 2 (2019)
Pół roku temu swoich trzech groszy w temacie pierwszej odsłony dyptyku Everything Not Saved Will Be Lost nie omieszkałem spisać i teraz z perspektywy drugiej części, już w pełni (z jeszcze większym entuzjazmem) mogę spojrzeć na całość tego podwójnego albumu. Chociaż mój osobisty odbiór materiału wydanego na wiosnę bieżącego roku, przez te kilka miesięcy wyraźnie się nie zmienił i twardo obstaje przy każdym słowie wówczas spisanym, to poprzez znajomość z kompozycjami z dwójki dość mocno zmodyfikowałem ogólny obraz grupy we własnej świadomości. Okazało się bowiem, iż zdecydowanie bardziej progresywny charakter tych nastu nowych numerów, zarówno genialnie dopełnia poprzednią produkcję, jak i jest znakomitym dojrzałym rozwinięciem pomysłów i estetyki z What Went Down. W tym przypadku nie było żadnych wątpliwości czy najdrobniejszego wahania, bo płyta kolokwialnie ujmując weszła bez popitki i zagnieździła się w mojej głowie na tyle mocno, że niezwykle często do niej powracam, a każdy kontakt to niezwykle intensywne przeżycie. Progresja jest tu słowem kluczem i mimo że synth-popowy, a nawet taneczny (bo bioderka podrygują :)) charakter czuć także w obecnym rozdaniu, to dużo więcej w nim rockowego pazura i epickiego zacięcia. Mimo powyższego i ponad te finezyjnie rozbudowane struktury, to nadal cholernie zgrabne kawałki, których podstawowymi atutami poza ekspresją, groovem i przebojowością, są także świetne aranżerskie przygotowanie i bujna wyobraźnia kompozytorska, otwierająca możliwości, a nie stawiająca gatunkowe ściany. Poza tym wielce rad jestem, iż zespół postanowił swoją imponującą pracę wydać w dwóch turach, dzięki czemu ilość materiału z miejsca nie przytłoczyła i pozwoliła na spokojne stopniowe odkrywanie bogactwa dźwiękowej faktury. Tym sposobem ambitny projekt nie stał się przytłaczającym megalomaniackim występkiem przeciwko wyrozumiałości fanów, a unikając męczącego jednorazowo przesytu, na wiele miesięcy rozbudził zainteresowanie nie tylko intrygującą porcją muzycznego dobra.
czwartek, 16 maja 2019
Foals - Everything Not Saved Will Be Lost Part 1 (2019)
Nie bardzo się orientuje, czy od dawna Foals na scenie funkcjonuje jako gwiazda alternatywy, tudzież inaczej pośród rockowego mainstreamu jest spostrzegana jako ta ambitna twarz popularnej sceny? Czy może dopiero za sprawą pierwszej części dyptyku Everything Not Saved Will Be Lost stał się jednym z jej liderów? Widzę jednak wyraźnie, iż ma nie tylko spore grono fanów pośród miłośników eklektycznego rocka, ale co dla popularności i wysokiego statusu najistotniejsze bardzo sprzyja im profesjonalna krytyka, bowiem napotkane recenzje dziennikarzy oscylują wyłącznie wokół ocen najwyższych. Nie wypada zatem aby taką grupę zignorować, a więcej to nawet w takiej sytuacji z obowiązku należy się zapoznać z jej muzyczną propozycją. :) Nie robię tego jednak wyłącznie z obowiązku, a przede wszystkich moje zainteresowanie oparte zostaje o fakt, iż poprzedni album formacji przez chwile kręcił się w moim odtwarzaczu i mimo, iż Foals wraz z nim nie przebili się do mojego osobistego topu, to jednak zostali zapamiętani, a nazwa teraz ponownie wraz z nowym krążkiem wkraczając w przestrzeń medialną nie była mi obca. Pamiętam zawartość What Went Down całkiem nieźle, ale aby być w kilku procentach więcej wiarygodny, to tuż po kilku odsłuchach bieżącego albumu zrobiłem jego odświeżające przesłuchanie i teraz słyszę już dokładnie co pomiędzy obydwiema płytami w sensie muzycznym w Foals się zmieniło. Co najważniejsze i w pierwszej kolejności się narzuca, to prawie kompletne odrzucenie riffów na rzecz rozbudowanej syntezatorowej elektroniki i zaniechanie gwałtowniejszego traktowania wioseł. Obecnie produkt Foals to swoista hybryda niemal tanecznego pulsu w duchu ejtisowego synth-popu i psychodelii kojarzonej ze współczesnymi albumami legendy Radiohead. Jest w nim zarówno sporo energetycznego zacięcia, nienachalnej aczkolwiek mocno klejącej się do ucha chwytliwości, jak i rozbudowanej refleksji oraz melancholijnego klimatu o progresywnych konotacjach. Ponadto warstwa liryczna nie jest jak na standardy quasi romantycznej elektroniki banalna, lecz odnosi się do istotnych problemów cywilizacyjnych w (jak tematyka sama narzuca) dość przygnębiającej formule. To jest zaskakujące, iż kompozycje przebojowe i radosne brzmieniowo niosą ze sobą dołująca wizję świata. Tak jakby to co systematycznie niszczymy nie było już do uratowania, więc póki jeszcze jest czas to weselmy się zamiast kończyć w depresji. Zaiste (jeśli trafnie zrozumiałem przesłanie zawarte w tłumaczeniach tekstów), to pod względem lirycznym krążek ten jest całkiem ciekawie zaserwowaną przekorą, dźwiękowo zaś równie intrygującym sposobem na przekonanie nieprzekonanych lub nawet z góry nastawionych negatywnie, że alternatywa nie musi być sprowadzona do nadętego tworzenia przekombinowanych dziwactw kosztem uroczej piosenkowości. Nawet jeśli nie zatapiam się codziennie w kompozycjach z tego wartościowego krążka i pewnie nadal Foals ze względu na przynależność gatunkową nie wzbudzi we mnie długotrwałej fascynacji, to z przyjemnością będę do niego sporadycznie powracał i czekał na drugą jego odsłonę.
wtorek, 22 września 2015
Foals - What Went Down (2015)
Mój entuzjazm równie szybko zgasł i wyparował jak się narodził i kiełkować z perspektywą wzrostu zaczął. Wraz z dwoma singlami w sieci zamieszczonymi, odpowiednio tytułowym i Mountain At My Gates sporego apetytu na What Went Down nabrałem - z tym charakterystycznym podniecającym dreszczykiem towarzyszącym poznaniu zupełnie nowej dla mnie ekipy co namieszać w najbliższym czasie by mogła w tym w czym akurat ja się osłuchuje. Dwa typowe numery gdzieś tak w rejonach alternatywnego rocka się odnajdujące, jakby fachowo napisać shoegaze'owe, czyli z fajnym pulsem i odrobiną gwałtu na instrumentach, by cięższego brzmienia dodać. Do tego ciekawe obrazki jakie wspólnie z dźwiękami cieszą oko artystycznym zacięciem, czyli pisząc potocznie, zostałem skutecznie nakręcony. :) Tyle że kiedy licząc na więcej brudu i szaleństwa już od trzeciego kawałka wpadam w sidła plumkającego indie rocka całkowicie pozbawionego rzężenia gitar, to moja ekscytacja gwałtownie spada. Wiem, mój błąd, moja wina, moja cholera jasna wielka wina, że robiłem sobie nadzieje bez zasięgnięcia szerszej informacji co Panowie z Oksfordu od kilku już lat i dwóch płyt grają. Poszedłem na żywioł teoretycznie nieprzygotowany, stąd licząc na perełkę podobną Arctic Monkeys z ich ostatniego longa (powtórzę to po raz kolejny i póki co będę powtarzał, że wyśmienitego), trafiłem na album, który zamiast kojarzyć się z ekipą Alexa Turnera stanowi asocjację grania na modłę Coldplay i Alt-J, czyli czegoś co szanuję ale w większych dawkach nie jestem w stanie przetrawić. Takiego melodyjnego klawiszowego plumkania z żwawym tętnem i w sumie intrygującym klimatem ale bez większej ikry. Fakt, że podobnie jak twórcy An Awesome Wave goście z Foals w tych rejonach poruszają się niezwykle sprawnie i w czołówce sceny pewnie na lata pozostawać będą, ciesząc wyznawców takiej stylistyki produktami wysokiej jakości. Ja jednak jeszcze na bardziej zaangażowany romans, ewentualnie trwały związek z taką zwiewną estetyką nie jestem przygotowany. Wolę emocje innego sortu, chyba że może kiedyś przejdę na tą stronę mocy lub chociaż pozwolę na przerzucenie akcentu.
P.S. Jak czułem tak napisałem, później na kilka recenzji znawców tematu wpadłem i oni nie do końca zachwyceni poziomem What Went Down się okazali. Pewnie okaże się w przyszłości, że jak się znali to rację mieli. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)


