Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blindead 23. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blindead 23. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Blindead 23 - Deuterium (2026)

 


Wyboista droga od dekady za członkami Blindead. Wpierw nie dający rady finalnie, z tymczasowym jak się okazało wokalistą Ascension. Kompletnie zaskakująca, jednako intrygująco dobra, jaka jednak pod innym szyldem powinna się ukazać Niewiosna i kilka lat temu info o powrocie Zwolińskiego do składu i pod kosmetycznie zmienionym szyldem na Blindead 23 zapowiedź otwarcia nowego rozdziału z pomocą epki. Dzisiaj natomiast już od kilku dni się u mnie kręci długo zapowiadany nowy pełny materiał i ja zamiast tu rozszyfrowywać kto się w składzie ostał, a kogo po drodze zabrakło i kto z kim nie mógł się dogadać i dlaczego problemy komunikacyjne czy inne kierunkowe zadecydowały o dziesięcioletnim chaosie, chcę po prostu skupić się na jakości Deuterium. Mam bowiem przekonanie, iż co by się przez te lata słabego nie wydarzyło i jakie w postaci materiałów studyjnych w międzyczasie Blindead/Blindead 23 stworzył płyty, to teraz cieszę się ogromnie, iż przedłużające się oczekiwanie na Deuterium okazało się warte cierpliwości. Czułem jak premierowo odpaliłem, iż za tym w pierwszej chwili dość wymagająco wyglądającym zestawem kompozycji, kryje się fantastyczna głębia do odkrywania systematycznego, poprzez co rusz odtwarzania i tak odkrywania nowego, intrygującego, jak wartości samej sobie pod postacią budowania w świadomości stopniowo numerów, które pozorną wyłącznie przez chwile nieskładnością zapowiadają utwory, jakie już teraz w mojej głowie tworzą znakomicie przemyślane metalowe przeboje, niepozbawione wszakże siły rażenia, przy sile emocjonalnego oddziaływania. Deuterium jest szyte świetnymi aranżerskimi ściegami, widać iż wykrojone świadomie części składowe, zostały biegle połączone ze sobą, a jakość wykorzystanej tkaniny dodaje im charakteru i elegancji. Deuterium jest wytrawne, ale i czuć w nim nie tylko posmak bardzo ambitnej, poważnej nuty, lecz melodyjne pasaże i znakomite wiązane wokalizy tworzą nie tylko energetyczny walor i walor przebojowy. To muzyka która skonstruowana została z tematów i wątków spajających poszczególne numery na poziomie jednej charakterystyki zaklętej w minimalistycznych, pomiędzy kompozycjami wspólnych nawiązaniach, zatem czuję iż jest bezpośrednią kontynuacją pomysłu koncepcyjnego z pierwszych trzech (nie liczę Devouring Weakness) krążków, ale te motywy pokrewne nie są aż tak silnie od razu słyszalne, więc mam wrażenie, iż Deuterium udowadnia, że przez ten czas od wydania Absence zespół, a dokładnie jego główny kompozytor wszedł na kolejny kompozytorski poziom i zdołał doskonale ten awans warsztatowy ukazać. Okiełznał swoje też wysokie ambicje i nie stworzył z ostałymi się współbraćmi kawałków wyłącznie technicznie zachwycających, bo kilka odsłuchów wykonanych przekonuje, iż są to kawałki wkręcające się chwytliwie w łeb - świdrujące i włażące pod skórę. Nie omieszkam już teraz wyrazić swojego głębokiego uczucia do Deuterium i wręcz zakochania we wściekłych niedźwiedzich rykach Patryka i jeszcze mocniej krystalicznych, wspaniale z rykiem korespondujących wokalach Rogera Öjerssona. To cudowny był pomysł aby tego z dorobkiem Szweda zaprosić do współpracy i też dzięki temu ruchowi, już dzisiaj dla mnie "ciężki wodór", czyli "stabilny izotop wodoru", a rzecz w skrócie o walce z problemami mentalnymi, powrocie do zdrowia psychicznego (będę skrupulatnie badał i pewnie się utożsamiał), to gigantyczny metalowy sztos, na równi traktowany jak wspomniane trzy startowe dzieła i dodam tylko jeszcze względem klasyfikacyjnym, iż brzmi on tak, że najlepiej by się zamontował pomiędzy Affliction, a Absence - ale że jest dopiero teraz to dla mnie żaden problem. Mega się cieszę że w takiej dwugłosowej między innymi postaci, a nie innej formie JEST W OGÓLE!

P.S. Jeżeli się bałem o powyżej wychwaloną jakość, to byłem niemądry. Widziałem przecież jakiś czas temu co obecny koncertowy skład Blindead 23, czyli po prostu Blindead na scenie jest w stanie zdziałać. Świadkiem mi krakowski Kwadrat. :) 

niedziela, 6 października 2024

Blindead 23 - Vanishing (2024)

 

Wrażenie pierwsze, to przede wszystkim że mało. Mało materiału, gdyż nie ukrywam oczekiwałem longa, a dostałem mini - tak przez własne niedopatrzenie, bądź niedokładne wczytywanie się w njusy (możliwe możliwe) czekałem ja na format albumowy. Trzy numery pod rozszerzonym szyldem na znak zapowiedzi wkrótce powrotu w klasycznym płytowym wydaniu, jak przystało ekipie traktującej fana mega poważnie, a nie jak to obecnie coraz częściej ma miejsce, gdy muzyk-artysta zaspokaja apetyt słuchacza seriami singlów. Nie nie nie i kropka. Nawet mini albumy ja traktuje niepoważnie, choć bywa że trafiają się takie, które w tej formie idealnie wyczerpują temat - są zapowiedzią zmiany kierunku, przedstawieniem się ewentualnemu fanowi, tudzież jak w tym bodaj przypadku, wysondowaniem czy w ogóle ekipa po ogromnych zawirowaniach personalnych i startująca w sumie na nowo w nieznanych obiektywnie warunkach, może liczyć na zainteresowanie. Blindead jako marka chyba jednak nie musiało się obawiać zignorowania, bez względu na fakt iż rozczarowali za sprawą Ascension, namieszali pierwej stylistyczną niespójnością dosyć mocno, bowiem byli świetni w formule najstarszej, tej rozwiniętej interesująco i tej zdecydowanie z obecnością Nihila kompletnie duchowo odmiennej. Teraz następuje pierwszy sprawdzian pod szyldem z dwójką i trójką dodaną, a ja dumając jeszcze kilka miesięcy temu w którą stronę będą zmierzać, dzisiaj w sumie wiem niewiele więcej. Trzy numery i trzy numery zasadniczo różne, więc usprawiedliwione jest moje pytanie oraz domniemanie - czy przygotowywany długograj będzie raczej eklektyczny, czy może popularność wyraźna jednego z paczki Haunting-Let Them Speak-Void wyznaczy im główny azymut. W sumie taka rozkmina może być nonsensowna, bowiem szepta się iż w dużym stopniu long jest już w fazie dopieszczania, a nie poszukiwania dla niegoż koncepcji. Jeżeli moje zdanie wrzucone do wora z przekonaniami każdego dla kogo nazwa Blindead jest droga będzie miało znaczenie, to ja jestem jak najbardziej za różnorodnością, zatem chyba nie musze dodawać, iż ta trójca w każdym wymiarze mi siedzi i bezspornie zachęca do oczekiwania nadejścia Blindead w nowych szatach w wielkiej chwale. Wróćcie w tym ciekawym składzie z tej otchłani o której nawijacie w wywiadach i zafundujcie mi pozytywny opad k szczeny!

P.S. Gwoli ścisłości - maksymalnie subiektywnie otwarcie widzę/słyszę jakby ze środka czasu ich funkcjonowania, punkt kulminacyjny to niczym numer z jego początku, a finał jedna część ambientowego eksperymentowania z klimatem,  jedna część faza Absence i jedna zaskakującej akurat ekstremy.

Drukuj