Faktycznie ta historia mogłaby być opowiedziana bardziej emocjonalnie (mimo że krótkie „przebitkowe” sceny retrospektywne z otwierających kilkudziesięciu minut są nimi nabite), bowiem zasadniczo została ona zreferowana niczym przeplatana udanie rodzinnymi scenami forma dokumentalnej relacji o charakterze survivalowym, a zapowiadało się na wstępie że narracja będzie budowała nie tylko naturalne napięcie i odhaczała chronologicznie punkt po punkcie szczegóły, ale będą w niej intensywniej ludzie i ich uczucia oraz motywacje, a jest gór majestat, lęk przed nim oraz ludzka arogancja wobec natury, mimo że przecież pasją alpinistyczną/himalaistyczną nie zostają zainfekowani prostacy bezrefleksyjnie bijący głową w mur, czy z tupetem traktujący filozoficzne mądrości pochodzące z pokory spojrzenia na życie. Ufff! Koniec zdania i zmiana frontu - lekko do tej pory się przekomarzałem! Broad Peak to nie inny taki, skądinąd dobry, lecz raczej bardziej instruktażowy, niż psychologiczny sprzed kilku lat Everest, ze światową aktorską śmietanką w obsadzie, a kręcone z ograniczeniem scen wprost z wypraw, względnie kameralne przedsięwzięcie i ono przyznaję chwyta mnie za serducho, a po tym co się nasłuchałem, jestem wręcz w wysokim stopniu pozytywnie zaskoczony. Mnie Broad Peak w tejże krytykowanej formie schwycił i lekko też poturbował emocjonalnie i bez względu na ograniczenie rozlicznych i chyba po prostu oczekiwanych przez widza zaznajomionego z detalami wątków w fabule, poza tym zainteresował głębiej film Leszka Dawida tą niesamowitą historią i zdopingował bym poczytał o zaadaptowanej na potrzebę filmu fabularnego sytuacji w informacjach źródłowych i aż się sobie dziwię, iż ta tragiczna a fascynująca treść napisana przez samo życie, nie odbiła się na tyle silnym echem, bym na dłużej zanotował ją w pamięci. Mocny dylemat jej narracyjną osią, a nie chęć wyjaśnienia jakoby komisja ekspercka, kto zawinił i dlaczego dwóch spośród czterech nie wróciło bezpiecznie do bazy. Ona naturalnym kluczem otwierającym oczy na realizacyjny pomysł ekipy Leszka Dawida, a że nie pokrywał się on z wizją większości, to przykro mi, sami sobie nakręćcie, najlepiej fabularyzowany dokument. To bicie się z myślami i konflikt powinienem - nie powinienem Berbeki, uważam też za decydujący i najmocniejszy psychologicznie aspekt historii i tym samym zasługujący na pierwszoplanowe wyeksponowanie i przyznaję, że wcale nie tak skąpo, choć to prawda iż zwięźle w scenariuszu rozpisany i pewnie nie będzie dyskusji, iż autentycznie przez Irka Czopa zagrany. Na koniec dodam, że ludzie ogarnięci obsesją gór najwyższych zdobywania, to twarde i uparte, niestety też egoistyczne sukinkoty, bo to uzależnienie potworne i ambicje okrutnie wy**bane w kosmos, żeby powracać tam gdzie się nieomal zginęło i gdzie jak się w przypadku Berbeki okazało skończyć miało. Nie wiem, nie rozumiem, więc nie mam nic mądrego w tej sprawie do powiedzenia. Nie mnie po prostu ich postawy i decyzje oceniać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszek Dawid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszek Dawid. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 czerwca 2023
piątek, 25 października 2013
Jesteś Bogiem (2012) - Leszek Dawid
Kiedy piszę te słowa w tle leci Rage Against the Machine i wiem, że gatunkowe lata świetlne dzielą ekipę z Górnego Śląska od tych Amerykanów, ale chciałem by choć po części poczuć ten rytmiczny feeling, a bez wątpienia twórczości podobnej Paktofonice nie łapie, stąd ten wybieg. Dodatkowo z pełną premedytacją zapoznałem się z obrazem Leszka Dawida dopiero po jakimś czasie od głośnej premiery, kiedy już ciśnienie promocyjne spadło, a hajp wśród latorośli mniejszy. Do rzeczy zatem! Kwestia pierwsza, czyli techniczne i artystyczne walory filmu, a tu pomimo ogólnie pozytywnego bez wątpienia wrażenia uczucie niewielkiego niedosytu się budzi. Fakt od strony montażu i zdjęć jest poprawnie - akcja płynie leniwie, monotonnie przesuwają się obrazy, łącząc zwyczajne realistyczne kadry blokowiska końca lat dziewięćdziesiątych z intrygującymi próbami undergroundowej artystycznej wizji twórczej bohemy. Jednak jak na obraz gdzie pasja muzyczna bohaterów priorytetowa, więcej oczekiwałem kreatywnych nieszablonowych odjazdów. Plusem zdecydowanym gra aktorska, naturalna bez drażniącej sztucznej maniery czy na siłę pozowania na luzaków - brawa dla Marcina Kowalczyka, Tomka Schuchardta i będącego obecnie w blasku fleszy za sprawą Chce się żyć Dawida Ogrodnika, jak i fachowej ekipy z drugiego planu. Teraz do sedna jak sobie myślę czyli treści i przesłania jakie z Jesteś Bogiem ma zapewne wypływać. I jak tu nie zgadzać się z przekonaniem, że to życie pisze najbardziej fascynujące, dramatyczne scenariusze? Może w nich mało spektakularnym zwrotów akcji, które specjaliści jak trzeba sprytnie w konspekt wkleją, jakkolwiek dla większości zjadaczy tłustego, bezwartościowego kinowego fast foodu, to bez znaczenia, liczy się show, efekt finalny. Tutaj akurat jak w szlachetnym kinie, wartość z codzienności, szarej zwykłej rzeczywistości, z którą bohaterowie się zmagają wynika. Zamiaru nie mam bawić się w krytyka hip hopowej sceny, bo wibracji jaka z tej sceny płynie odczuć nie potrafię, klimatu jakim się te typy nakręcały nie trybie. Rozumiem i widzę jednak wyraźnie, że była w tym ogromna pasja i zaangażowanie, a takie cechy szanuje bezgranicznie bez względu z jaką formą sztuki są związane. Dodatkowo historia Magika ma wymiar uniwersalny - młodość, dojrzewanie, zagubienie, brak pokory, pewność siebie kamuflująca potrzebę akceptacji i pasja, która może równie skutecznie utrzymać z dala od autodestrukcji jak i do niej przybliżać. Nieistotne czy będzie to Magik lub inna postać ze świata przykładowo muzycznego, historia ta symptomatyczne kwestie poruszająca. Wrażliwy człowiek w dzisiejszym świecie często równa się byt stracony - wystarczy zbieg okoliczności i pozamiatane! Niedojrzały osobnik, nieprzygotowany do dorosłego życia, o wątłej konstrukcji psychicznej pada pod natłokiem zwykłych spraw, takich z którymi miliony innych walczą skutecznie, radząc sobie różnymi technikami i sposobami. Śmierć jak by to banalnie nie zabrzmiało nie jest wyjściem, żyjemy i życie czujemy w pełnej krasie dopiero gdy walkę z przeciwnościami zwycięską stoczymy. Szczęście to uczucie, które najintensywniejsze w kontraście do trudności, wtedy to w powszednich rzeczach widzimy paliwo nas napędzające, dające energie i przynoszące uczucie satysfakcji - to kwestia oczywista, kwestia perspektywy. Nie będę jednako podejmował się próby jakiejkolwiek analizy przyczynowej przedstawionych w obrazie Leszka Dawida działań. Targnięcie się na własne życie jak sobie wyobrażam skomplikowaną etiologią spowodowane być powinno. Sięgające głęboko wstecz, a wiedza ta bezpośrednio tutaj nie ukazana, a czytanie między wierszami obarczone ryzykiem subiektywnego spostrzegania. Nie mam prawa się tu wymądrzać, a pokora wobec takich zjawisk każe mi wpierw zamilczeć niż morały prawić. Czuje jedynie, że niestety zbyt drobne obiektywnie problemy ludzi do ostatecznych rozwiązań pchają. Depresje i inne zaburzenia może dla mnie nie do końca zrozumiałe, a refleksja moja kontrowersyjna, mam niemniej silne przekonanie, że ich rolę w perspektywie kilkudziesięciu ostatnich lat się przecenia, a samą istotę demonizuje. Pomoc zawsze ważna, jednak często zamiast motywacji, człowieka słabego jeszcze mocniej w użalanie się nad sobą na książkowych terapiach wbija. Zamiast popchnąć do działania, uzależnionego od głasków bidoka się kształtuje - Rabbit Hole z Nicole Kidman jakiś czas temu tu na łamach opisany kapitalnym przykładem. Wyczucia i intuicji tu potrzeba, a nie wyłącznie przemądrzałej, często jedynie lanserskiej lektury! Ale to tak na marginesie, bo pewnie bezpośrednio niewiele to ma wspólnego z obejrzaną historią. Problem wszak był, tragedia się zdarzyła. Stop! Bo zaczynam w zbytnie filozofowanie odjeżdżać.
P.S. Jeszcze jedna refleksja spokoju mi nie daje. Obawiam się, że przytłaczająca większość wyrostków nakręconych z powodów oczywistych na tą produkcję zupełnie jej przesłania nie ogarnie lub co gorsza zrozumie je zbyt pochopnie. Z całym szacunkiem dla nich, to nie pozycja dla smarkaczy. I nie mam tu na myśli jedynie granicy wieku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

