Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spike Lee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spike Lee. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 maja 2021

Da 5 Bloods / Pięciu braci (2020) - Spike Lee

 

Od początku zdziwienie budzi specyficzna konwencja filmu, dość swobodnie łącząca realistyczne archiwalna z fabularnym wątkiem, dodatkowo dość brawurowo z retrospekcjami połączona. Do przetrawienia dostajemy w zasadzie rodzaj filmu wojennego, ale też manifestu polityczno-społecznego z publicystycznym komentarzem, historycznym rysem i do tego jeszcze mimo poważnego charakteru z mainstreamową kinową rozrywką powiązanego. Spike Lee odważnie balansuje na krawędzi próbując złapać równowagę pomiędzy nie klejącymi się naturalnie skrajnościami i niestety koncertową porażkę zalicza. Ja przynajmniej tego niestety w takiej formule nie kupuje, mimo że z podniesionym wątkami ideowymi trudno  dyskutować, a całość w miarę bezkolizyjnie, nawet biorąc pod uwagę spore rozmiary udało mi się na klatę przyjąć. Nigdy hura-entuzjastycznym fanem kina spod łapy Spike’a Lee nie byłem, a to co w jego filmografii uważam za naprawdę dobre należy do zdecydowanej mniejszości. Pięciu braci tego skąpego grona nie powiększy, ale nie znaczy to, iż nie będą tacy którzy z ekscytacją będą o nim rozprawiać. Ja daje jasno do zrozumienia że nie zamierzam.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

BlacKkKlansman / Czarne bractwo (2018) - Spike Lee




Kino Spike’a Lee kryje przede mną jeszcze liczne tajemnice, których jak dotąd w pośpiechu i z entuzjazmem właściwym dla chęci poznawania twórczości wybitnych bądź wyróżniających reżyserów nie odkrywałem. Niewiele się też zmieni w tej kwestii po obejrzeniu najnowszej jego produkcji, gdyż Czarne Bractwo nie wywarło na mnie wrażenia w rodzaju spotkania z bardzo dużego kalibru sztuką filmową. To jest właściwie świetne kino rozrywkowe, przez wzgląd na wykorzystanie kapitalnej wibracji soulu, funky i bluesa sprzed prawie pół wieku oraz barwnego kolorytu tego okresu (patrz, te afro :)). Taki to też rodzaj ironicznie złośliwej artystyczno-publicystycznej manifestacji wymierzonej przeciwko twardogłowemu rasizmowi, na podstawie podobno wydarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości. Pomimo jednak kuriozalnego ich charakteru i grubej kreski użytej przez Spike’a nie widzę powodu by poddawać ich autentyczność pod wątpliwość, a czarnoskórego reżysera oskarżać o wyssanie ich z palca dla podbicia potrzebnego efektu prześmiewczego. Trudno bowiem obserwując stan faktyczny wyobrazić sobie, aby radykalni zwolennicy irracjonalnej teorii o nadaniu rasie białej przez stwórcę cech świadczących o jej wyższości, intelektualnie w społeczeństwie brylowali, a ich ostrożność wynikała bezpośrednio z pokory wobec sprytu "kolorowych". Stąd ta szalona podwójna inwigilacja stanowiąca kręgosłup historii, mimo że ekscentryczna nie budzi poczucia wrażenia większej manipulacji niż przeciętne przejaskrawianie hollywoodzkich historii biograficznych. Dodatkowo dokumentalna klamra zamykająca projekcję wybrzmiewa ze śmiertelną powagą, kiedy oto w konfrontacji z oszołomami współcześnie nadal giną ludzie wartościowi. Niestety wszelkie radykalizmy nawzajem się napędzają, stanowią dla siebie konieczne paliwo i szybko przygasają kiedy tylko braknie im wroga. To takie proste w teorii i takie dramatycznie skomplikowane w praktyce.

poniedziałek, 19 maja 2014

Oldboy (2013) - Spike Lee




Nie widziałem egzotycznego pierwowzoru, zatem wyłącznie o remaku będzie. Dodatkowo fanem obrazów Spike’a Lee nie jestem, żadna produkcja z obejrzanych dotąd mnie zachwyciła, zawsze kręciłem nosem i do rutynowej refleksji dochodziłem, że gość robi poprawne jedynie filmy silące się bezskutecznie na nietuzinkowość. Temat przeorany na milion sposobów osią, a zagospodarowanie jego właśnie z próbami niekonwencjonalnego odzwierciedlenia związany. Trochę scenariusz zaskakuje i wizualnie stara się uwagę zaabsorbować - to jest atrakcyjne wzrokowo, intrygujące poniekąd, ale niestety poza tym ten schemat zemsty zbyt oczywisty mimo, że frapujący początek wiele obiecywał. Później błazeńskie kino akcji inicjatywę przejmuje, a psychologiczny fundament żenujące oblicze przybiera. Nie usnąłem, nie wyłączyłem w połowie ani półgłówkiem adresatem, widzem się nie poczułem. Jednak w gusta me nie trafiając oczywistego sądu się doczeka – wychwalać nie będę, zakładam jednak, że zwolennicy takiej szałowej estetyki kinowej będą zadowoleni.

Drukuj