Od początku zdziwienie budzi specyficzna konwencja filmu, dość swobodnie łącząca realistyczne archiwalna z fabularnym wątkiem, dodatkowo dość brawurowo z retrospekcjami połączona. Do przetrawienia dostajemy w zasadzie rodzaj filmu wojennego, ale też manifestu polityczno-społecznego z publicystycznym komentarzem, historycznym rysem i do tego jeszcze mimo poważnego charakteru z mainstreamową kinową rozrywką powiązanego. Spike Lee odważnie balansuje na krawędzi próbując złapać równowagę pomiędzy nie klejącymi się naturalnie skrajnościami i niestety koncertową porażkę zalicza. Ja przynajmniej tego niestety w takiej formule nie kupuje, mimo że z podniesionym wątkami ideowymi trudno dyskutować, a całość w miarę bezkolizyjnie, nawet biorąc pod uwagę spore rozmiary udało mi się na klatę przyjąć. Nigdy hura-entuzjastycznym fanem kina spod łapy Spike’a Lee nie byłem, a to co w jego filmografii uważam za naprawdę dobre należy do zdecydowanej mniejszości. Pięciu braci tego skąpego grona nie powiększy, ale nie znaczy to, iż nie będą tacy którzy z ekscytacją będą o nim rozprawiać. Ja daje jasno do zrozumienia że nie zamierzam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spike Lee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spike Lee. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 31 maja 2021
poniedziałek, 7 stycznia 2019
BlacKkKlansman / Czarne bractwo (2018) - Spike Lee
Kino Spike’a Lee
kryje przede mną jeszcze liczne tajemnice, których jak dotąd w pośpiechu i z
entuzjazmem właściwym dla chęci poznawania twórczości wybitnych bądź
wyróżniających reżyserów nie odkrywałem. Niewiele się też zmieni w tej kwestii
po obejrzeniu najnowszej jego produkcji, gdyż Czarne Bractwo nie wywarło na
mnie wrażenia w rodzaju spotkania z bardzo dużego kalibru sztuką filmową. To
jest właściwie świetne kino rozrywkowe, przez wzgląd na wykorzystanie
kapitalnej wibracji soulu, funky i bluesa sprzed prawie pół wieku oraz barwnego
kolorytu tego okresu (patrz, te afro :)). Taki to też rodzaj ironicznie
złośliwej artystyczno-publicystycznej manifestacji wymierzonej przeciwko
twardogłowemu rasizmowi, na podstawie podobno wydarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości.
Pomimo jednak kuriozalnego ich charakteru i grubej kreski użytej przez Spike’a
nie widzę powodu by poddawać ich autentyczność pod wątpliwość, a czarnoskórego
reżysera oskarżać o wyssanie ich z palca dla podbicia potrzebnego efektu
prześmiewczego. Trudno bowiem obserwując stan faktyczny wyobrazić sobie, aby
radykalni zwolennicy irracjonalnej teorii o nadaniu rasie białej przez stwórcę
cech świadczących o jej wyższości, intelektualnie w społeczeństwie brylowali, a
ich ostrożność wynikała bezpośrednio z pokory wobec sprytu
"kolorowych". Stąd ta szalona podwójna inwigilacja stanowiąca
kręgosłup historii, mimo że ekscentryczna nie budzi poczucia wrażenia większej
manipulacji niż przeciętne przejaskrawianie hollywoodzkich historii biograficznych.
Dodatkowo dokumentalna klamra zamykająca projekcję wybrzmiewa ze śmiertelną
powagą, kiedy oto w konfrontacji z oszołomami współcześnie nadal giną ludzie
wartościowi. Niestety wszelkie radykalizmy nawzajem się napędzają, stanowią dla
siebie konieczne paliwo i szybko przygasają kiedy tylko braknie im wroga. To
takie proste w teorii i takie dramatycznie skomplikowane w praktyce.
poniedziałek, 19 maja 2014
Oldboy (2013) - Spike Lee
Nie
widziałem egzotycznego pierwowzoru, zatem wyłącznie o remaku będzie. Dodatkowo
fanem obrazów Spike’a Lee nie jestem, żadna produkcja z obejrzanych dotąd mnie
zachwyciła, zawsze kręciłem nosem i do rutynowej refleksji dochodziłem,
że gość robi poprawne jedynie filmy silące się bezskutecznie na nietuzinkowość.
Temat przeorany na milion sposobów osią, a zagospodarowanie jego właśnie z
próbami niekonwencjonalnego odzwierciedlenia związany. Trochę scenariusz zaskakuje i wizualnie stara
się uwagę zaabsorbować - to jest atrakcyjne wzrokowo, intrygujące poniekąd, ale niestety
poza tym ten schemat zemsty zbyt oczywisty mimo, że frapujący początek
wiele obiecywał. Później błazeńskie kino akcji inicjatywę przejmuje, a psychologiczny
fundament żenujące oblicze przybiera. Nie usnąłem, nie wyłączyłem w połowie ani
półgłówkiem adresatem, widzem się nie poczułem. Jednak w gusta me nie trafiając
oczywistego sądu się doczeka – wychwalać nie będę, zakładam jednak, że
zwolennicy takiej szałowej estetyki kinowej będą zadowoleni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


