O ile część pierwsza „Noży” była nieprzesadnie lukrowanym, elementarnie smakowitym i z nadzieniem esencjonalnie soczystym, kryminalnym pączusiem, z fajną i zawadiacko przemyślaną intrygą oraz znakomicie odegranym przedstawieniem, o tyle to druga w porywach przyzwoita, ogólnie tania popisówka i ta trzecia, obecna, to już (gdyby nie mieć litości i wiary) pikujący (po początkowym mocnym, obiecującym starcie) lot sokoła wędrownego. Nie oznacza to, że źle się dzieje z Benoitem Blanckiem (D. Craig jak wino!), gdyż on akurat trzyma formę i klasę, inteligentnie kontynuując misję swojej postaci. Towarzysząca mu zacna plejada aktorska (zwłaszcza wypełniający każdą lukę O'Connor, wściekle zabawny Brolin i bystrze nawiedzona Close oraz fajnie że powracający Renner) świetnie daje radę w komicznie przerysowanych rolach, tylko ta intryga... jakaś taka rozdmuchana nad wyraz, nie angażująca ani kryminalnie, ani komediowo. Dzieje się dużo, gęsto, ale tym razem ten napakowany, naszpikowany szołmeńsko wątpliwą logiką scenariusz, momentami przynudza i najzwyczajniej nie wkręca i nie bawi po same pachy. Gdyby nie charyzma aktorska z obsady buchała, smaczki też castingowe oferując oraz porzuciłoby się ochotę na i WIARĘ w doszukiwanie w przesłaniu czegoś interesująco intelektualnego w kwestii chciwej, tudzież też lojalnej idei, w zagubieniu czy frustracji tkwiącej natury ludzkiej oraz domniemam potrzeby WIARY (jakiejkolwiek, byleby prowadziła za rączkę, dawała przede wszystkim poczucie wspólnoty, nadzieję i cel), to pozostałbym wyłącznie z poprawnie rzemieślniczą produkcją, kapitalnie być może teatralnie zagraną i fajnie wyglądającą wizualnie, ale jedynie w teorii aspirującą do postaci szlachetnej u podstaw, a współcześnie atrakcyjnej, przez zastosowanie środków podrasowujących, intrygującą kryminalną rozgrywką.
piątek, 26 grudnia 2025
sobota, 7 stycznia 2023
Glass Onion: A Knives Out Mystery / Glass Onion: Film z serii "Na noże" (2022) - Rian Johnson
„Film z serii Na noże”, czyli wchodząc w skórę twórców - z dużą dozą pewności siebie jako producenci zakładamy, że posiadamy i nie zawahamy się użyć kury znoszącej złote jajka. Dość aroganckie - nieprawdaż? Dlatego byłem zdystansowany i z dystansem pierwotnym seans zakończony mnie pozostawił. Gdyż tak po pierwsze - to jest widowiskowe, aktorsko niezgorsze i połyskująco kolorowe, bowiem Rian Johnson w Glass Onion zabiera mnie w towarzystwie gwiazdorskiej obsady na grecką wyspę, gdzie detektyw Benoit Blanc ma rozwiązać zagadkę zainscenizowanego morderstwa. Bo dwa, to jest narracyjnie doskonale zmontowane i wprowadzone twisty są w stanie przez chwilę wywołać efekt wow, gdyż Johnsonowi z pewnością zależało aby nakręcić coś w klasycznej estetyce detektywistycznej prawdziwie innego, coś co sprawi, że widz zareaguje - oh, super, nigdy do tej pory nie oglądałem czegoś takiego - na marginesie oglądając coś takiego setki razy. Bowiem po trzecie finalnie jest do bólu standardowo, z mnóstwem oczywiście prób przełamania schematu - jednak tak długofalowo nieskutecznie, że wrażenie po nich ulatuje równie błyskawicznie jak się pojawia, pozostawiając li tylko jego tandetnie miałkie wspomnienie. To też (po czwarte i ostatecznie w rezerwie utwierdzające) naturalnie jest wartkie, od strony intrygi zgrabne, również fajnie przez rozpoznawalnego nawet w strefie podbiegunowej aktora opowiedziane oraz jakżeby inaczej merkantylnie motywowanym zmysłem speców od umasowiania dotknięte, ale w kategorii bawimy się w Agathę Christie, mimo że było o niebo lepsze niż ostatnie ekranizacje KLASYCZKI kręcone przez Kennetha Branagha, tak nieznośnie pro mainstreamowe, że wciąż po upływie doby myślę sobie, że bez startu do raz kapitalnie przewrotnej zagadki z Bodies Bodies Bodies i dwa, do ciekawszego i znacznie bardziej urokliwego i finezyjnego See How They Run Toma George'a. Także Glass Onion (w mojej maksymalnie subiektywnej i złośliwej opinii), to popisówka, może nie całkiem tania, ale jednak pod szerokie gusta publiczności spreparowana. Sklecona może zdecydowanie nie na kolanie, ale jednak ze składników wyguglowanych i tak dobranych, aby każdy widz mógł dojrzeć w niej coś co go ostatnimi czasy kręci i motywuje do jej zgłębienia (w towarzystwie zapewniającej szacuneczek) tematyki. Poza tym bez ducha, znośny jeśli nie rości się większych pretensji do smaku, ale produkt czekoladopodobny - z jakiejś tam w internetach wygrzebanej masy tłustej, który (nie wiem) ma jakieś ambicje, czy w końcu nie ma?


