Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mona Fastvold. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mona Fastvold. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2026

The Testament of Ann Lee / Testament Ann Lee (2025) - Mona Fastvold

 

Skreślę teraz kilka zdań w kwestii filmu nowego Mony Fastvold (zaintryguje bądź zanudzę - na dwoje babka wróżyła), której pamiętam poprzedni, czyli Świat który nadejdzie zrobił na mnie niemałe wrażenie. Kiedy w dodatku sobie uświadomiłem że blisko współpracuje przecież z Brady Corbetem, będąc współodpowiedzialną za scenariusze do jego oryginalnego, tak monumentalnego jak brutalnie surowego kina oraz on nie pozostaje jej niewdzięczny i dokłada swoje do jej projektów, to miałem niemal pewność, że pomimo dość niepokojąco „metafizycznego” tematu Testamentu Ann Lee, będę z pewnością pod wrażeniem jego filmowego opracowania. Rzecz o wspólnocie Szejkersów (protestanckiej grupie religijnej, nazwanej oficjalnie Zjednoczone Towarzystwo Wyznawców Powtórnego Przyjścia Chrystusa, nakazującego celibat), a dokładnie początkach istnienia tzw. drżących kwakrów, przez pryzmat życiorysu „Matki” założycielki. Quasi musicalowa interpretacja niezwykłej historii Ann Lee (znakomicie aktorsko, bardzo fizycznie wypada Amanda Seifield - nie mając może tak indywidualnie obfitych partii wokalnych jak w Mamma Mia! ;)), której żywot to zarazem charyzma i gigantyczne poświęcenie, determinacja obsesyjna bliska obłędu, jak i równie intensywne cierpienie w pierwszej fazie dorosłości, które jak można się domyślić wpłynęło na jej postrzeganie bliskości fizycznej damsko-męskiej. Cierpienie na początek i z czasem przejmujące samounicestwienie z pomocą histerii nieżyczliwych, w anturażu niepokojącej aury i estetycznych, tak przyrodą i gorliwością religijną uduchowionych, jak brutalnych realiów. Dalej nadzieja, nowy świat zbudowany przez żarliwych wyznawców, którzy poszukiwali bezpiecznego schronienia przed niespokojnymi czasami, świadomi wyzwań niestrudzonej pracy i podporządkowania, niepodważalnej lojalności jakie przed nimi. Kłopot jednak w tym, iż praca tak jak i bliskość fizyczna jest naturalna, a tej drugiej “matka’ przez własne koszmarne doświadczenia zabraniała, a obok jeszcze rozszalała się wojna od której próbowali się pozornie tylko skutecznie odizolować. Przyznaję że poczułem dramatyzm wydarzeń, wstrząsającą wymowę, odczułem siłę ekstatycznych obrzędów oraz nie miałem problemu z wplataniem sekwencji „musicalowych”, bowiem one wkomponowane bardzo naturalnie, a nawet narracja bez nich snuta, mogłaby nie być tak sugestywna, czy choreograficzna perswazja byłaby niekompletna. Ponadto dla podkreślenia transowej atmosfery sporo scen w slow motion, w mistycznej, przejmująco kobieco ujętej aurze i dla równowagi wydaje z racjonalną krytyczną poniekąd jednak wymową. Mocne przeżycie, ale iluminacji ja nie doznałem, bo pewnie nie takie było założenie Fastvold i Corbeta.

środa, 24 marca 2021

The World to Come / Świat, który nadejdzie (2020) - Mona Fastvold

 

Ten malarską manierą prowadzony film, to w pierwszej kolejności właśnie zdjęcia, scenografia i lokacje. Ujęcia wypieszczone, które pomagają tkać subtelnie senną i zarazem zmysłowo pobudzaną opowieść o uwolnieniu od żałoby i cierpienia - w samotności dzięki fascynacji i bliskości z drugą osobą. To pełna zadumy historia związku, który nie mógł być zaakceptowany i namiętności o której nikt nie mógł się dowiedzieć. To też swoisty dziennik zachodzących przemian i codziennych rytuałów, z naturalnymi dla czasu i okoliczności dialogami oraz ze wstrzemięźliwym ale pulsującym w środku od emocji aktorstwem zaledwie czwórki arcyciekawych bohaterów. Wspólnota bólu buduje więź, potrzeba wzajemnego ciepła i zrozumienia intensyfikuje ją i utwardza czyniąc tym dla czego warto żyć. Jednak żal tkwi głęboko i wtłacza gorycz w serca, a krótki czas zapomnienia przeistacza się jednak w długie monotonne dni udręki. Mona Fastvold przygotowała ciężki i bolesny dramat, przytłaczający tematem oraz muzyką tajemniczą i przerażającą w momentach gdy na dysonasowych akordach opiera swoje sugestywne oddziaływanie. Jeden z najbardziej smutnych, przygnębiających filmów jakie ostatnio widziałem. On boli, ale na swój sposób pięknie ból zadaje.

Drukuj