Wieś sielska, posiadłość anielska, wyspiarskie maniery i klimat w estetykę konwenansów doskonale jak zwykle przez Jamesa Ivory'ego wplątany/zaplątany. Wyższe sfery, ale też te trochę albo sporo niższe. Życie w edwardiańskiej Anglii z przynależnymi przywilejami i oderwanymi od ciężkiego życia plebsu nadmuchanymi do poziomu ustawicznych ataków migreny problemami tych pierwszych. Mdławe obyczajowe niuansiki, jakieś miłości, miłostki, jakieś intrygi, intryżki, ale mimo to ogląda się świetnie, bo aktorstwo mistrzowskie, scenariusz jednak bez względu na angielską flegmę błyskotliwy i przyznaję że trochę takiego powolnego życia ówczesnym szczęśliwcom podczas seansu się zazdrości. Życia w ten niepowtarzalny dla może nie egzotycznego, ale jednak innego miejsca i czasu urokliwego. Także co mnie osobiście zaskakuje (bije się w pierś), przez pryzmat przekonań krytykujących tego rodzaju podziały klasowe, w których warstwy społeczne, a w tych warstwach jawne niesprawiedliwości teoretycznie nie do zaakceptowania - a jednak urokliwa wiejska posiadłość i służba to nic nieodpowiedniego. Przepraszam, pomyłka to chyba nie o tym? ;) Czy mnie się cokolwiek niepotrzebnie pomieszało? Czy te brytyjskie filmy o archaicznej brytyjskości są do siebie takie podobne? A może to przez samego Ivory'ego? Zatem w sumie wstęp to wystarczająco uniwersalny, by w okolicznościach Powrotu do Howard's End także nim się posiłkować, dodając co poniżej następuje. A zresztą, zamiast rozpisywać się o tajemniczym przyciąganiu się przeciwieństw, w znaczeniu konsekwencji przyjaźni dwóch dam z różnych towarzystw i zaskakującego jeszcze mocniej małżeństwa jednej z nich z byłym mężem drugiej po śmierci tejże, dodam jedynie że śmierć ta nastąpiła naturalnie i nie ma co poszukiwać tutaj motywu ewentualnej zbrodni, gdyż wdowiec ów zanim wystosował prośbę o rękę, to długo nie pałał nawet zwykłą sympatią do kobiety, która akurat z miejsca skradła serce jego zmarłej małżonki i odziedziczyła w postaci rzeczonego Howards End, skromną część jego zbudowanej wysiłkiem wyzyskiwanych fortuny. Ot niby to takie skomplikowane, a tak po prawdzie to w świecie arystokracji z pokaźnymi majątkami zwyczajne.
sobota, 26 marca 2022
czwartek, 10 czerwca 2021
The Remains of the Day / Okruchy dnia (1993) - James Ivory
Przypomniałem sobie właśnie Okruchy dnia i stwierdzam, że ten film to jest jednak wielka klasa - klasa w sensie wartości i klasyka naturalnie w sensie gatunkowej formy. Niby obraz archaiczny i przez swój klasyczny charakter odległy od współczesnych standardów popularności, dlatego taki cudnie urokliwy. W nim czasy dawno minione, zachowania dziś już chyba niespotykane, maniery jakich obecnie nie tylko klasom niższym ale i elitom brak. Można by napisać z punktu widzenia społecznej rewolucji mentalnej, że ten podział na klasową przynależność szczęśliwie już za nami, ale mnie trudno się tą współczesną sytuacją cieszyć, kiedy elity z rodowodami zastąpione zostały prostactwem z wyłącznie zasobem gotówki i walorem możliwości jaką ona-mamona daje. Stąd ta lewacka zasadniczo duma z przemian w tym obrębie, zbudowana na fundamencie zgonu pańskiego wyzysku, w jeszcze większym chyba natężeniu dała szansę, ale i na miejsce jednej grupy dominującej wstawiła inną – sęk w tym że niekoniecznie bardziej szlachetną. Ale nie będę w tym miejscu zanudzał mało odkrywczym rozprawianiem o polityczno-społecznych konotacjach i konsekwencjach (tym bardziej że to co obecnie nie tylko w systemach kapitalistycznych obserwujemy, to przecież jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem), a skupię się na sympatii do tego czym James Ivory mnie zauroczył. Na podstawie powieści Kazuo Ishigury stworzył dzieło w swojej stylistyce kompletne i choć niewiele w nim (co naturalne) dynamiki jak i też tryskających emocji, to mnóstwo piękna nie tylko pomiędzy wierszami oraz w tłumionych uczuciach pomiędzy bohaterami. Ponadto dwutorowo eksponowana merytoryczna zawartość w treści odnosi się precyzyjnie zarówno do relacji międzyludzkich w świecie konwenansów, jak i w tle osadza wydarzenia historyczne i ich wpływ na takież, ulegające znaczącym przemianom życie. I to jest w tym obrazie najbardziej fascynujące. Rzecz jasna oprócz fenomenalnie nostalgicznych ról ekranowej pary.


