Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Berg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Berg. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Patriots Day / Dzień patriotów (2016) - Peter Berg




To było sprawozdanie, relacja z autentycznych wydarzeń – z minuty na minutę, z godziny na godzinę. Wpierw krótkie zapoznanie z postaciami, za chwile sam kluczowy zamach, ludzka tragedia i śledztwo w pełnej krasie, często nieudolności. W początkowej fazie rodzaj fabularyzowanego dokumentu, a dalej już w konwencji czystego kina akcji. Peter Berg to przecież specjalista od wykorzystywania historii opartych na prawdziwych zdarzeniach i przyznaję, że po raz kolejny robi to solidnie z rzemieślniczym podejściem. Niby nie ma się do czego przyczepić, ale też takie kino w jego wykonaniu nie porywa pomimo dramatycznego materiału. Oczywiście jest w tych produkcjach coś, co łapie za serducho, szczególnie gdy sięga się do wykorzystania na końcu prawdziwych twarzy tych, którzy życie stracili. Wtedy człowiek sobie uświadamia, że to coś więcej niż tylko filmowa historia, to rodzaj hołdu złożonego ofiarom bezsensownej przemocy. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Deepwater Horizon (2016) - Peter Berg




Jest napięcie, niepokój i rozmach produkcyjny - ta platforma i jej złożoność robi wrażenie, a ludzie tam pracujący autentycznie zdają się być twardzielami i profesjonalistami. Do czasu kulminacyjnego wydarzenia masa tutaj dialogów, gęstych, pełnych branżowych, zawodowych pojęć i tak typowo po amerykańsku praktykowanego niby sarkazmu, takich efektownych przepychanek słownych. Później już tylko dynamiczna akcja i prawdziwe piekło żywiołu na ekranie. Efekty specjalne robią wrażenie, ogień szaleje realistycznie, a ludzie w takiej sytuacji są marnym pyłem, bezbronnym przedmiotem pomimo względnej przecież władzy i sporych technicznych możliwości. Panika, walka o życie, przetrwanie i w chwilę później ewakuacja podczas emocjonującej akcji ratowniczej. Pamiętam dwa tytuły, które lata temu bliźniacze wrażenie robiły i o zbliżonych wydarzeniach traktowały. Eksplozje i pożary w Ognistym podmuchu Rona Howarda królowały, a żywioł wody spustoszenie siał w Gniewie oceanu Wolfganga Petersena. Tam dramatyczne wydarzenia także rasowo z hollywoodzkim ciśnieniem ukazane wciągnęły mnie jednak mocniej i na dłużej sentyment do nich w pamięci zakorzeniły. W przypadku Deepwater Horizon niestety już po zaledwie kilku dniach wspomnienia w pamięci przyblakły i żadnej potrzeby ponownego przeżycia tej opartej na autentycznych wydarzeniach katastrofy nie odczułem. To pomimo niepodważalnych technicznych walorów produkcji argument, z grona potencjalnych gatunkowych klasyków, najnowszą produkcję Petera Berga wykluczający.

niedziela, 23 marca 2014

Lone Survivor / Ocalony (2013) - Peter Berg




Co ja wiem o żołnierskim fachu! :) Nigdy takowego szkolenia, treningu czy tresury nie przeszedłem, nigdy też ku bohaterce mnie nie ciągnęło - etos walki w takim ujęciu jest mi zupełnie obcy! Zatem po tym zupełnie niemęskim wyznaniu, aczkolwiek paradoksalnie sporej odwadze, że pozowania na twardziela unikam do sedna przechodzę. Nim pewna akcja amerykańskich elitarnych jednostek marynarki wojennej co pod kryptonimem Red Wings zaistniała, a Peter Berg ze względu na jej wyjątkowy charakter, okoliczności i finał zekranizować jej przebieg postanowił. Efekt uzyskany bardzo przyzwoity, przez dwie godziny utrzymujący skupienie przed ekranem, przede wszystkim dynamiką, świetnymi zdjęciami i efektownymi widokami. Celowo wśród głównych walorów pomijam niestety samą historię co w centrum zainteresowania pozostawać powinna, gdyż ona, a precyzyjniej ujmując jej ukazanie bardzo silnie amerykańską propagandą przesiąknięte, inaczej w morzu patosu zatopione. Kiedy już poczucie zażenowania takim kwadratowym ujęciem dobra i zła nieprzyjemnie toporne odczucie utwierdzało, pewien fakt szczęśliwie po części je zweryfikował. Nie wszystko jest takie oczywiste - kto przyjaciel, kto wróg! To takie bezsporne, jednak w obliczu współczesnych jednozdaniowych tez opisujących rzeczywistość dla wielu obce. Nie mnie (patrz początek refleksji :)) oceniać realizm pola boju czy zachowania postaci, lecz nie mogę wyjść z poczucia zażenowania faktem, że USA to taki potencjał i taka niestety nieudolność. Chyba, że to wszystko dla potrzeb Hollywood wykreowane, by widza omamić. 

P.S. Bez względu na efekt rozrywkowy (sic!) składam należny hołd realnym bohaterom, szczególnie tym co o własny wolny od fanatyzmu kraj z bandą radykalnych oszołomów walczą! SZACUNEK!

Drukuj