Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Affleck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Affleck. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2023

Gone Baby Gone / Gdzie jesteś, Amando (2007) - Ben Affleck

 

Za tych aktorów grających bostońskich tubylców (mieszkańców niezbyt reprezentacyjnej dzielnicy,) wśród których odbywa się śledztwo, odpowiedzialnych za castingowe wybory należałoby ozłocić. Tak jak za zatrudnienie (po linii koligacji rodzinnych) Casey’a Afflecka i dwóch wielkoformatowych gwiazd, które nazwę na potrzeby tego tekstu weteranami. Dzielnica robi tu główną robotę i wszystko czym jest i jak jej klimat został przeniesiony na nastrój filmowej roboty. Młodszy Affleck jest jak to on na swój osobny, werbalny także sposób hipnotyzujący, ale ja jestem pod większym wrażeniem kreacji weteranów i to aktorskie złoto, które się tutaj aż wylewa wraz z naturszczykowatą zgodnością miejsca akcji i charakteru postaci. Być może jest to film jednej potwornie wstrząsającej sceny i scen wielu, które utrzymują ciągłe napięcie na najwyższym poziomie. Film celnie dobranego cytatu biblijnego, znakomitego scenariusza, perfekcyjnie rozpisanej historii, wiążący thriller sensacyjno-psychologiczny z wątkami dramatu o silnym kontekście etyczno-moralnym oraz z prawdą o niereformowalnej naturze ludzkiej wraz z kapitalnym wyczuciem gatunkowego potencjału i realizacji, bez chyba najmniejszego powodu do wyliczania jakichkolwiek uwag warsztatowych. Bezdyskusyjnie najmocniejsza produkcja Bena Afflecka, która miała na poważnie rozpocząć jego karierę reżyserską, pełną systematycznego pięcia się coraz wyżej, kręcąc za każdym razem lepsze filmy. Niestety ona wciąż przebiega sinusoidalnie i tak jak starszy Affleck potrafi uderzyć soczyście, tak też rozwodnić temat lub wprost temat położyć schematycznymi rozwiązaniami, to Gone Baby Gone jest w swojej lidze ideałem, a byłby nim też jako dzieło uniwersalne, gdyby nie nazbyt rozwleczony i nabity w przemowach bez umiarkowania wzruszem finał. Ale i tak kawał to znakomitego hollywoodzkiego dramatu.

niedziela, 28 maja 2023

Air (2023) - Ben Affleck

 

Wiem że istnieją tacy wariaci, którzy z logiem latającego Michaela każde obuwie obsesyjnie kupują i nawet ani myślą wstydzić się tego uzależnienia, a wręcz się nim wszem i wobec chwalą, oczekując nie zatroskanego przytulenia, a komunikatów zwrotnych brzmiących, że to imponujące. Bo właśnie TEN but z gigantycznej serii został założony przez przyszłą legendę, która swoją długą i intensywną karierą nadała mu znaczenie, a ludzie kochają amerykańskie historie wspinania się na szczyty i są też (he he) z natury gadżeciarzami. Na otwarcie dobrej zabawy nuta Money for Nothing i już jest (no) zajefajnie, a dalej w tle inne fajowskie numery z kolorowej ejtisowej ery. Ejtisowa nostalgia króluje i to jest jej level najwyższy, bo na wejście jak w pigułce przez ekran przelatuje dosłownie wszystko z czym rocznikowi 77 ten czas się kojarzy. No jasne, pamięć bywa sprytna i wywala to co z perspektywy żelaznej kurtyny słabe było, a pozostawia kolorowe obrazki, oczywiście rajską amerykańszczyzną pachnące. Tak jest i dobrze - co się będę siermiężnością zatruwał, jak jej zbytnio jako smarkacz w pełni świadomie nie doświadczyłem. Ale nie o tym, nie o tym - za to o tym jak złowić osiemnastoletniego Michaela, którego nazwisko jak się już wkrótce zechce okazać, ekspresowo wespnie się na koszykarskie szczyty. Akcja produkcji Bena Afflecka oparta jest na trzymającym doskonałe tempo słowotoku, może przegadana ale tak fantastycznie nabita dialogami, że wręcz podniecająco podbijająca dramaturgię i to w sumie nie jest zaskakujące, tego można było się spodziewać, więc zaspokajając oczekiwania daje spory zastrzyk rozrywkowej przyjemności. To mnie znakomicie bawiło i dawało także porcję rozrywkowo właśnie podanej wiedzy zakulisowej, jakiej do tej pory nie posiadałem, bo w temat głębiej nigdy się nie wbiłem. Sprzedano mi też tutaj przy okazji hollywoodzko spreparowaną filozofię podczas negocjacyjnego teatrzyku i to nie było żenujące, bo gdyby było, to by mi się włączyła czerwona lampka ostrzegawcza. Wyszło z pasją nakręcone, lecz naturalnie szablonowo milusie sportowe filmidło, bo sportowo-biznesowe i o czymś, co w sumie wartością wyższą nazwać nie można, ale za to jakim te sytuacje echem w branży się odbiły i jak zmieniły jej oblicze, to już miliardy dolarów w kieszeni szefa autora trafionego pomysłu i całej drużyny wspólników mega profesjonalnie prowadzonej promocji świadczą.

czwartek, 9 marca 2017

Live By Night / Nocne życie (2016) - Ben Affleck




Ben Affleck aktor przeważnie emocjonalnie niewylewny, bez charyzmy niemrawy, taki totalnie toporny, szczególnie odkąd postanowił być na ekranie przy każdej sposobności wyłącznie kopią postawnego, a nawet posągowego Batmana. Reżyser z Pana aktora zaś do tej pory bardzo przyzwoity, w jednym lub dwóch przypadkach nawet wyśmienity, stąd oczekiwania moje z jednej strony były spore, z drugiej natomiast obarczone zasadnym niepokojem. Do tego tematem którym zechciał się zainteresować kino gangsterskie w oparach klasycznego noire, więc i moja uwaga odnośnie projektu podbita do poziomu niecierpliwego wyczekiwania. Jak ta robota starszego Afflecka w rzeczywistości się prezentuje? Kręcę teraz nosem, robię wymowne miny i napiszę, iż nie jest to produkcja całkowicie do bani, bo na pojedyncze komplementy może i zasługuje. Tyle, że te walory mogą mieć wartość, ale akurat nie dla mnie. Bo klimat i zdjęcia mocno komiksowe, a ta narracja głównego bohatera to wypisz wymaluj sentencje jak z Raymonda Chandlera, tylko nazbyt mocno przesiąknięte nieznośną, choć przecież charakterystyczną pozą. Poszukam jeszcze może na siłę i uwagę zwrócę na widowiskowy pościg, atrakcyjne kobiety i wreszcie jedno mordobicie, gdzie czuć było, że to dupsko skopane i nos łamany efektownie. I żałuję, że to tylko tyle kiedy dominuje brak jakiegokolwiek ekscytującego pulsu, jest mdło, miałko i strasznie plastikowo. Czekałem bez skutku przez dwie godziny na zwrot konkretny, na wytęsknione coś, które opowieść ożywi. A tu bida, ikry brak i jeszcze dolegliwy zapach tworzyw sztucznych w miejscu, gdzie powinna rządzić woń testosteronu zmieszana z aromatem elegancji, tudzież namiętności gorącej i smrodem prochu. W oczekiwaniach nie miało być może arcymistrzowsko, ale w tym przypadku to chyba nawet do przeciętności brakuje. Czy będzie jeszcze dla dobrego kina pożytek z Pana Benjamina? Obawiam się, iż z tym kołkiem w czterech literach wyłącznie w formule niemych figur woskowych może atrakcję stanowić. Myślę, że w tej hollywoodzkiej rodzinie Afflecków jest obecnie tylko jeden prawdziwy facet. Taki co autentycznych uczuć się nie wstydzi i nie chowa się pod maksymalnie nienaturalną, przed lustrem wystudiowaną pozą. Szkoda szczególnie Bena reżysera, bo sprawności aktorskiej to ja absolutnie po nim już na starcie się nie spodziewałem. 

środa, 30 lipca 2014

The Town / Miasto złodziei (2010) - Ben Affleck




Zwabiony Operacją Argo sięgnąłem do wcześniejszej produkcji Afflecka i niestety odrobinę się zawiodłem gdyż obejrzałem tylko poprawny film akcji będący w moim odczuciu jedynie mniej wartościową kopią Gorączki Manna! Takie to zwyczajnie rzemieślnicze mi się wydało, nie wciągnęło, strasznie sztucznością emocjonalnej tandety raziło i w ogólności do mojego serduszka nie dotarło - a przyznam, że tego rodzaju ekranowa zabawa w policjantów i złodziei dosyć łatwo mnie przekonuje :) Jedyny naprawdę jasny punkt to kapitalna rola Jeremy'ego Rennera, który w tej twardej powłoce wypadł naprawdę wyśmienicie. Zdecydowanie okazał się ratunkową przeciwwagą dla drażniącej płaczliwą manierą Rebeccy Hall - ona nie do zniesienia, totalny koszmar i dyskwalifikacja jej kolejnych kreacji przynajmniej na kilka miesięcy. Nie zniósłbym teraz jej kolejnych mimicznych popisów. Brrr! 

środa, 23 lipca 2014

Argo / Operacja Argo (2012) - Ben Affleck




Tak się po amerykańsku ekscytujące kino robi! Trzeba jako fundamentu dobrą historie z archiwów służb specjalnych wyciągnąć, bo na faktach fabuła oparta znacznie większe wrażenie wywołuje. Na jej trzonie, dodając rzecz jasna odrobinę patosu i polityczno-patriotycznej poprawności wraz z amerykańszczyzną w wydaniu szałowym, zbudować hybrydę rozrywki i poważnej retoryki. Wszystko sowicie podlane aktorską biegłością, warsztatowym pietyzmem co zadba o mistrzowską muzykę, scenografie i charakteryzacje rzecz jasna. Efektem tych zabiegów kawał kapitalnego klasycznego kina akcji gdzie trzymająca w napięciu fabuła nie tylko na samym wątku sensacyjno-szpiegowsko-politycznym oparta. To świetnie oddany egzotyczny klimat kraju ajatollahów, Ameryki zarówno tej z mentalnością hollywoodzką jak i polityczną przełomu lat 70-tych i 80-tych pozwalający podczas seansu delektować się także mozolnie budowaną fabułą. Affleck wyraźnie szlakiem Clooney’a podąża z równą skutecznością i klasą! Mnie absolutnie ta produkcja porwała, bez względu na jej oczywiste marketingowe intencje.

P.S. Na marginesie zdanie na temat fanatyzmu religijnego wygłoszę. Ludzie obłędem skażeni, a ich celem uniformizacja, indoktrynacja, manipulacja. Wszystko dla Boga, dla chwały jego (sic!). Czy jeszcze ktoś wątpliwości posiada, gdzie taki fundamentalizm prowadzi - nie istotne islamski czy chrześcijański. Był nazizm, był komunizm, czyżby fundamentalizm przyszłością? Rozlewa się ten szlam intensywnie.

Drukuj