Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kelly Reichardt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kelly Reichardt. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 grudnia 2023

Showing Up (2022) - Kelly Reichardt

 

Jeśli to projekt studia A24, a w obsadzie Michelle Williams i Hong Chau, to bez wgłębiania się w szczegóły, czy nawet tematykę już byłem zainteresowany. Dodatkowo zaciekawiłem się, kiedy ogólny zarys fabuły poznałem, a już kupiony ostatecznie, gdy kilka zdań oceny zdarzyło mi się poznać. Jak czytam że obraz ten jest "kompletnie bezpretensjonalnym przepływem codziennych frustracji o dotykalnej fakturze i realistycznym kształcie", "nieskomplikowanym filmem o smutku, wyobcowaniu i poczuciu życiowej (twórczej?) porażki, który siedzi w człowieku dłużej niż niejeden arthouse’owy szlagier", czy też "filmowym lustrem chwil, których nie pamiętasz", to zrazu w kąciku ust pojawia mi się lekki zadowolony grymasik i owy współistnieje ze zmarszczonym nieco czółkiem oraz przymrożonymi oczkami, co manifestuje oczekiwanie na przeżycie artystycznej satysfakcji. Z powyższymi pozytywnymi opisami zgadzam się teraz po seansie, przynudzania lekkiego jakbym przez prawie dwie godziny nie odczuwał, zarazem większego zaangażowania u siebie nie notując do momentu, kiedy symboliczny finał bardzo wiele w kwestii stanu emocjonalnego bohaterki wyjaśnia i jeśli opisy nie odstraszyły kogokolwiek kto tutaj do mnie zagląda, a nie gustuje w kinie skromnym fizycznie, a na bogato duchowo inkrustowanym i traktującym o kompletnie nieatrakcyjnej przytłaczającej codzienności, jednak pulsującej światłem eskapistycznej pasji, to ja nie zamierzam przekonywać do zaniechania poszukiwania, bo w sumie co szkodzi spróbować czegoś skrojonego nie pod własne gusta, bo mnie nie przeszkadza, że mogą pojawić się pretensje, szczególnie jeśli może nie wprost ale przecież chyba ostrzegam. Ostrzegam?

niedziela, 17 stycznia 2021

First Cow / Pierwsza krowa (2019) - Kelly Reichardt

 

Koneserzy ambitnego kina sugerują iż First Cow to takie łamiące utarte stereotypy spojrzenie na rzeczywistość Dzikiego Zachodu. Trudno się po seansie nie zgodzić i jak teraz na potrzeby refleksji daleko sięgam pamięcią, to chyba nie kojarzę aby na męskich bohaterów realiów westernowych scenarzysta i reżyser spojrzał kiedykolwiek w tak ciepły sposób. Nie widziałem dotąd tak rozmarzonej opowieści o ciężkim życiu amerykańskich traperów, która pozbawiona byłaby niemal całkowicie akcji, a skupiła się na pokazywaniu prozaicznych czynności i głęboko intelektualnym odniesieniu do natury człowieka pragnącego w surowych realiach zrealizować własne marzenia o lepszym życiu. Zamiast spektakularnych strzelanin i pobudzających wyobraźnię przygód herosów, charakterem nostalgiczna i puentą brutalna rozprawa o micie spełniającego się amerykańskiego snu. Zamiast widowiskowych polowań zbieranie grzybów i jagód w lesie, bądź też wybieranie z sideł wiewiórek. Ale przede wszystkim kojące dojenie jedynej, pierwszej w okolicy krowy i produkcja wypieków za którymi przepadają miejscowi. :) Stąd też rzecz pozornie się wlecze i pewnie mnóstwo widzów przytnie trochę komara, gdyż dominuje mozolna narracja i zwyczajna cisza - długie fazy milczenia, jedynie z dźwiękami banjo w tle. To więc film atrakcyjny wyłącznie dla nielicznych, którzy poczują jego balladową atmosferę i oczarują się korzystającą z naturalnej kolorystyki pracą scenografa i operatora. Tytuł wyłącznie dla zatopionych w niszowym kinie intelektualnych wrażliwców, będących w stanie docenić kunsztowny warsztat, ale i pod prostą historią czystej przyjaźni dostrzec zasygnalizowaną otwierającą sceną metaforycznie gorzką opowieść o anonimowych ofiarach budujących krainę szczęśliwości, Ameryką nazywaną.

Drukuj