Moi bodaj najwięksi "giltipleżer" jak w zegarku wydają nowe płyty i nawet nie wprowadza u nich poślizgów jakiekolwiek przetasowanie w składzie. Architects Of A New Weave nagrany z nowym bębniarzem i bez Henrika Danhage'a, który od 2001 roku był jednym z głównych filarów grupy prowadzonej jednak z żelazną konsekwencją przez Toma Englunda (bezdyskusyjnego lidera), mógł więc zapowiadać jakieś grubsze zmiany muzyczne. Nie mam na myśli przeskoczenia w inny gatunek, ale chociaż kosmetyczne, lecz zauważalne udoskonalenia, udziwnienia, czy doświadczenia, które może sugerowała mi okładka, jak też nie zmienia estetyki dotąd stosowanej, ale bardziej nawiązuje do tego co na początku, a dokładnie w 1999 roku jako ozdoba koperty Solitude, Dominance, Tragedy się objawiło. Mam ja duży sentyment w obydwu wymiarach (koperta, kawałki) do owej, zatem liczyłem na chociażby sound podobny, który przewietrzyłby myślę ten od lat, niezwykle czysty stosowany. W sumie nie mam nic do wszystkiego brzmieniowo dopieszczanego, ale coś więcej niż tylko sterylność bym mile tutaj widział. Jest jednak realnie jak automatyzm i przywiązanie do oczekiwań największych fanów Englundowi podpowiada, czyli bez szczątkowej ewolucji - pięknie, wypolerowanie, epicko i wzruszająco lirycznie. Z gitarami wycinającymi zarówno cięte, grube bo wyraziste riffy i solówkami wypielęgnowanymi, których wykonywanie na pewno kapitalnej biegłości i płynności wymaga. Tylko że jeśli tak jest, to ja podtrzymywać muszę swoje dotychczas wypracowane stanowisko, którego na przestrzeni ostatnich lat dwudziestu pięciu raczej nie zmieniałem, tak bardziej lub mniej w różnych okresach nowościami od Evergrey się podniecając. Pamiętam próby większej szorstkości w brzmieniu, bardziej organicznego i ograniczonego w sensie minimalizmu, rockowego stuffu i zupełne popuszczenie lejc w obrębie podniosłych, hymnicznych kompozycji - czas maksymalizacji cech dark-gotyckich, czy heavy metalowo-progresywnych. Mogę tutaj wymienić kiedy, jak według mnie było, ale nie widzę takiej potrzeby, gdyż pełny opis dyskografii, ktoś kto czyta i się głębiej wkręci ma na wyciagnięcie tutaj ręki, na klika jednego. W sumie każdy album po jakimś drobiazgu rozpoznaję i każdy może się odróżnić odrobinę, natomiast Architects Of A New Weave na ten moment zapamiętam najbardziej, jako ten satysfakcjonujący bardzo, lecz jednako ucinający moja wiarę w jakiś przełom wyrazistszy.
piątek, 12 czerwca 2026
piątek, 14 czerwca 2024
Evergrey - Theories Of Emptiness (2024)
Szczerze? Szczerze to po Theories Of Emptiness spodziewałem się może nie w karierze Evergrey oczywiście, ale w prezentowanej estetyce jakiegoś przesilenia. Jakby bowiem budujące (jak zazwyczaj) napięcie przed premierą single wrzucane do netu czegoś odmiennego nie zapowiadały, to jednak taki numer jak Cold Dreams zaśpiewany w duecie z Jonasem Renkse (wiadomka, Katatonia) wraz z fajnie ascetyczną i domniemam że kolorystycznie nawiązującą do startowych albumów z kariery Szwedów szatą obwoluty, nieco takiż apetycik pobudzały. Okazało się jednak że muzycznie kotwiczymy z Evergrey wciąż w tej samej zatoce, w której raczej wiatru przemian nie ma się co spodziewać, a gwałtowne burze zmieniające oblicze środowiska są kompletnie wykluczone. Pomimo to Theories Of Emptiness brzmi fantastycznie (kołysze i napędza do rytmicznego banieczką zarzucania) i każdy z promowanych mocno kawałków mnie siedzi idealnie, choćbym nie wiem jak bronił się przed ich/jego schematem tak strukturalnym, rytmicznym i melodycznym, bo każdy utwór na najnowszym longu zbudowany jest z doskonale znanych patentów i aż dziw bierze jak bardzo można być zarazem powtarzalnym i ekscytująco wciągającym, kiedy jest się kompozycją Evergrey. Szwedzi doprowadzili do perfekcji działanie schlebiające gustom ich fan bazy, jak też uzyskali wyłącznie własny sound oraz osiągnęli mistrzostwo (w sumie nie od dziś przecież) w songwritingu, w sensie tworzenia wzruszającego klimatu, tak samo w kawałkach skupionych na melancholii i tych intensywnych, gdzie heavy metal spotyka się z hard rockiem i te dwa gatunki z gracja nurkują w gotycko dark metalowo-rockowym oceanie emocji. Nie jest łatwo pisać (od dawna) o każdym kolejnym krążku ekipy Toma Englunda, bo ta sztampa implikuje wyłącznie duplikowanie bliźniaczych stwierdzeń i też kopiowanych w sumie ocen, które bez względu na utyskiwanie nad powracającym szablonem, to zawsze są na najwyższym poziomie i jak dotąd (a na pewno od około dwóch dekad) ich twórczość nic a nic się nie zmienia, a mnie nie przestaje interesować. Rzecz jasna tradycyjnie się w płycie Evergrey zatopię, by musieć zrobić wkrótce konieczny detoks - tak też Theories Of Emptiness jako czternasty ich długograj na mnie oddziałuje. Spoko, wciąż nie widzę większego w tym mimo wszystko problemu. :)












