Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Vanderbilt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Vanderbilt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2026

Nuremberg / Norymberga (2025) - James Vanderbilt

 


Znając jedyna reżyserską wprawkę Jamesa Vanderbilta (Truth z 2015) i wiedząc, że wypadła naprawdę więcej niż porządnie, powinienem spodziewać się z góry kina względnie wysokiej klasy w sensie scenariusza i zarazem jego zaadaptowania oraz wysokich wymagań jakie zostały narzucone obsadzie. Jednocześnie gdy dotarły do mnie wieści, iż Russell Crowe wciela się tutaj w postać "czarującego" Hermanna Göringa oraz obawiając się, że temat nazistowski potraktowany perspektywą amerykańską, wróży kino bardziej megalomańsko-narcystycznie hollywoodzkie niż wiarygodne, to miałem spore obawy. W sumie Norymberga w interpretacji Vanderbilta okazała się zasadniczo właśnie typowo hollywoodzka, lecz korzystając ze wszystkich cech wysokobudżetowego kina, dlatego i zasilona w potencjał finansowy mógł pion producencko-decyzyjny postawić na najlepszych fachowców, nierzadko może rzemieślników, ale przykładających się do swojej pracy z rzetelnym zacięciem. Zatem jest konkretnie dobrze, poczynając od kwestii technicznych po samą robotę reżyserską, przez aktorsko kapitalnie rozegraną partię, gdzie AKTORZY wybitnie w inscenizacyjnym rygorze się sprawdzili, a właściwie to centralny Crowe (Malek w głębokim jego cieniu), w moim odczuciu wspinający się gracją mimo nadwagi na takie wyżyny, że wręcz miałem ochotę jego przepraszać, tłumacząc się jak bardzo muszę być głupi, że w niego nie wierzyłem. Tu się przez gigantyczne „gie” gra i gra przez gigantyczne „ef” fenomenalnie, ale niewiele w tej grze jednak prawdy życiowej. To teatr, znakomity ale szlachetnie imitacyjny spektakl, w którym jest dużo fragmentów wielkiego bo rzetelnego niezwykle teatru w kinie - najbardziej rozmowa w celi czy rozgrzewające i przygnębiające sceny finałowe. Jest też pewien szczegół, rodzaj klamry odnoszącej się do prawdy historycznej, ale i współcześnie globalnej, więc i naszej rzeczywistości, że po trupach do celu - jeśli posiada się najgorsze ambicjonalnie cechy osobowościowe. Morał jest to rzecz jasna banalny w swej psychologicznie spójnej istocie, ale dzisiaj mnóstwo łbów na tą oczywistość impregnowanych i mnóstwo łbów z chorej zawiści czy ambicji pozbawionych refleksji, więc trzeba na wszelkie sposoby, korzystając z każdej sposobności przypominać jak się kończy dopuszczanie do władzy plujących jadem zwykłych nikczemników, tudzież nieudolnych bez wsparcia hołoty mentalnych zer, którym stanowiska, pozycja i związane z nimi możliwości totalnie i błyskawicznie priorytety przestawiają. Podawajcie w przyklęku ludzie dalej na tacy takim indywiduom narzędzia rewolucyjne, to popatrzycie sobie jeszcze zanim zdechniecie jak wasz świat k**** płonie. Niech was lepiej zawczasu ch*** strzeli, jeśli się macie nie opamiętać zanim. 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Truth / Niewygodna prawda (2015) - James Vanderbilt




Spotlight zdobywając Oscara i nagłaśniając skandale pedofilskie w kościele katolickim, dokonał jeszcze jednej pożądanej rzeczy. Mianowicie przywrócił do łask klasyczne kino, gdzie osią wydarzeń dziennikarskie śledztwo. Po tej właśnie linii idzie debiut reżyserski scenarzysty Basic i Zodiacka, a ja mam przekonanie po seansie, iż pod względem jakości Spotlight i Truth mógłbym śmiało umieścić w tej samej lidze. Doskonale bowiem Niewygodna prawda trzyma tempo, dynamika skutecznie napięcie podkręca, a intryga czy jak kto woli tajemnica jest czytelnie widzowi w aptekarsko wymierzonych dawkach aplikowana. Tyle chyba w kwestii czysto technicznej, bo jak domniemam, nikt nie spodziewał się po Cate Blanchett słabej kreacji, a Robert Redford pomimo zasuszonego już oblicza wraz z dojrzałym Dennisem Quaidem raczej również z góry poziom wysoki gwarantowali. Ogólnie brak słabej roli zarówno wśród weteranów jak i młodszej ekipy, wzlotów ponad poziom także nie dostrzegłem, zatem tyle w temacie. Do sedna przeć zamierzam, a w centrum moich refleksji po projekcji obraz kulis manipulacyjnych przekrętów. Czasy wydajnego odkrywania prawdy już dawno za nami. Obecnie to określenie, po pierwsze drastycznie zdeprecjonowane, po drugie w gąszczu wszelkiej maści kombinacji, zarzucania tropicieli hipokryzji masą oskarżeń, zaszczuwania w atmosferze polowania na czarownice, niemal niemożliwe jest bez poniesienia ponad miarę ofiary dokonanie cudu ukazania istoty rzeczy w obiektywnej formie. I nie jest to wina wyłącznie specjalistów od brudnej socjotechniki, należy się wręcz uderzyć w pierś i przyznać, że oni wyłącznie bogactwo naszych fobii wykorzystują, a to że egoistycznie okopujemy się we własnych często bezrozumnie budowanych przekonaniach opartych na stereotypach czy wręcz strachu to do jasnej cholery nasza osobista wina - każdego z osobna i wszystkich razem. Świat zawsze był skomplikowany w swej naturze, jednak poziom jaki teraz osiągnął to już zagmatwanie na krytycznym poziomie. Zarzucani jesteśmy gąszczem informacji z różnorakich źródeł, które na potęgę wpływają na nasze nastroje, przekonania i decyzje. Jeśli natomiast ktoś twierdzi, iż jest na tą nachalność odporny to gratuluję zadziwiającej znajomości ludzkich słabości. Na koniec dodam jeszcze, iż koniec śledztwa, poszukiwań materiału kres i finałowa emisja, puszczenie owocu w obieg to dopiero początek wysiłku i problemów. Afera jest grubymi nićmi szyta, cholera jednak wie kto igłę trzyma, kto tu komu ma coś finezyjnym ściegiem udowodnić. :) Prowokacją mocno śmierdzi, spiskiem który może minę w szczwany sposób rozbroi i upiecze kilka pieczeni przy jednym ogniu? Ha! Zaciekawiłem? 

Drukuj