Wszystkie ludzkie działania są rodzajem
reakcji, a wszystkie nasze reakcje automatycznie są poddawane wartościowaniu przez
pryzmat posiadanej wiedzy, doświadczenia i przekonań światopoglądowych. Życiem
zaś rządzą zbiegi okoliczności w których przypadkowo wpadamy na siebie, a te systematyczne akcydentalne interakcje oddziałują na nas czasem w zaskakująco istotny sposób.
Akt terrorystyczny stanowiący oś filmu Paula Weitza bezsprzecznie jest reakcją naganną, u
której podstaw coraz rzadziej nawet teoretycznie odnajduję bezradność wobec niesprawiedliwości
w walce z przeciwnikiem dysponującym zdecydowanie skuteczniejszym arsenałem możliwości.
W tym jednak przypadku sposób ukazania dramatycznych okoliczności związanych z
atakiem na chwile pozwala dostrzec w sytuacji inny punkt widzenia, pozbawiony
spojrzenia zainfekowanego w uzasadnionym stopniu krwawym bilansem, którego
najwyższą cenę zazwyczaj ponoszą niewinni przypadkowi aktorzy dramatu. Nikogo
nie usprawiedliwiam, więcej ja nie będąc obecnie zaangażowanym emocjonalnie potępiam desperackie akty, bowiem niosą one ze sobą przemoc i bezwzględnie uważam że za czyny należy brać odpowiedzialność przyjmując na siebie ich moralne konsekwencje. Ale czarno-biały ogląd świata nigdy nie
jest tym najwłaściwszym, bowiem skutkiem ubocznym radykalnych osądów zawsze
jest zaognianie konfliktów. Nawet jeśli Bel Canto, którego scenariusz oparty
został na podstawie powieści Ann Patchett posiada wartościowy ludzki wymiar i został
nakręcony według klasycznego przepisu, to nie udało się tchnąć w niego pierwiastka
większej wiarygodności, a scenariusz wydaje się płaski, momentami potwornie
naciągany, przede wszystkim nudny i wreszcie we wnioskach dość naiwny. Mnie
przynajmniej nie wciągnął filmowy wymiar tej historii, bo emocje w takiej
formule mnie nie przekonały. Nie wykluczam jednak że jego teoretycznie emocjonalny charakter i podstawa merytoryczna oparta na teorii syndromu sztokholmskiego może wielu widzów bardziej niż mnie zaabsorbować.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Weitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Weitz. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 18 czerwca 2019
czwartek, 16 czerwca 2016
Grandma / Babka (2015) - Paul Weitz
Małe, kameralne kino o cholernie ważnych sprawach, zamknięte w zaledwie osiemdziesięciu minutach i w tych skromnych rozmiarach zawierające liczne głębokie prawdy o ludzkich relacjach w rodzinnym mikrokosmosie. Rodzina w centrum, a kluczową jej postacią babka. Tyle że ona sama zdecydowanie odstająca od przyjętego modelu - babcia chętniej spaliłaby skręta niż upiekła szarlotkę, raźniej wskoczyłaby do łóżka z atrakcyjną fizycznie i intelektualnie niewiastą niżby śpiewała psalmy w świątyni. Bo to pyskata sarkastyczna ekscentryczka z dominującym charakterem i szerokim doświadczonym spojrzeniem. Stanowcza feministka, świadoma lesbijka o artystycznej wrażliwości skrytej głęboko pod grubą skórą hartowaną goryczą. Wraz z "nieostrożną" wnuczką i poniekąd także we współpracy z apodyktyczną córką poszukuje rozwiązania "problemu", który znienacka się pojawia zmuszając do przedsięwzięcia intensywnych działań i odpowiedzialnych kontrowersyjnych decyzji. Z pozoru proste, choć niepozbawione rzecz jasna obiekcji rozwiązanie z czasem stają się coraz bardziej wątpliwe, a podjęte finalnie decyzje w żadnym wypadku nie są ukazywane jako te jedyne i najwłaściwsze. Tu w rzeczy samej tkwi istota tej dojrzałej i wartościowej produkcji, że nie narzuca przekonań, nie próbuje podstępnie przemycać ideologii i umoralniać z pozycji "wiem lepiej". Bez nadęcia i łzawej otoczki z rozważną nostalgią ale i odpowiednią porcją celnego poczucia humoru. Niszowe, niezależne kino dla niespętanych konwenansami umysłów, znaczy tych jeszcze odpornych na ideologiczną indoktrynację.
sobota, 9 sierpnia 2014
Being Flynn / Być jak Flynn (2012) - Paul Weitz
Krótki wstęp, zaczyn stanowiący. :) Ojciec na dnie, syn na równi pochyłej i pytania rzecz jasne jak to się skończy i co do tego doprowadziło! Na jednym biegunie szaleństwo, obłęd postępujący, człowiek upodlony, przegrany. Po drugiej stronie nadwrażliwa osobowość, kształtująca wciąż swą konstrukcję. Teraz rozwinięcie, gdzie w kilku zdaniach opinię w elementarnych kwestiach wyrażę. :) Zaskoczenie moje niewątpliwie spore gdy spod ręki typa od American Pie taki kawał wybornego kina wychodzi. Poczucie satysfakcji tym większe, że obawy o wizerunek aktorski Roberta De Niro i Paula Dano przed seansem miałem duże. Szczęśliwie legendarny De Niro i posiadający zadatki na nią Dano oczekiwania z nawiązką spełnili, a Julianne Moore jako dopełnienie tego głównego tandemu wypadła równie fantastycznie. To pokaz wybitnego aktorskiego rzemiosła, reżyserskiej biegłości wraz z pełnym wachlarzem wysokiej klasy umiejętności całej ekipy producenckiej (muzyka, scenografia, montaż) ale i jednocześnie fascynująca opowieść w sensie merytorycznym. Dojrzałe spojrzenie na psychologiczne i społeczne uwarunkowania rozwoju osobowości, wpływu życiowych doświadczeń, autosugestii czy oczywiście sensu stricto samej biologi. Przesłanie pęka od licznych wartościowych spostrzeżeń, napędza indywidualne przemyślenia, budzi refleksje. Jestem po naprawdę dużym wrażeniem emocjonalnej głębi w obrazie i treści zawartej z całą masą własnych konstatacji. One może dla dojrzałych osobowości oczywiste, niestety pesymizm, a może rozsądek czy racjonalny odbiór rzeczywistości przekonuje mnie o kurczeniu się takich ludzkich zasobów. Na koniec puenta mych rozważań, klamra spinająca. Tylko i wyłącznie obcując z ludzkimi porażkami, czy osobiście się z nimi mierząc prawdziwe człowieczeństwo w sobie zbudować jesteśmy w stanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


