Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paolo Genovese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paolo Genovese. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 sierpnia 2025

Follemente / Follemente. W tym szaleństwie jest metoda (2025) - Paolo Genovese

 

Co się odwlecze to na długo nie uciecze i bardzo dobrze, czyli współczesne italiano kino romantico w delegacji niesłużbowej przyjęte do serduszka w okolicznościach towarzyskich z prowincji damsko-męskiego tandemu lądującego na ziemi warszawskiej. Zwięźlej i wprost, to Follemente w stylowej Kinotece ze współredaktorką blogaska (tak mam wsparcie) z poślizgiem kilku tygodniowym obejrzałem, gdy seanse lokalne domowe mi uciekły - kiedy akurat na wybrzeżu z baJkiem grasowałem. Wstępniaka jeszcze lekko przeciągając dodam, iż po mocno powyżej normy popularności kina włoskiego w opinii publicznej funkcjonującym Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, dalsze w kolejności powstawania filmowe losy Paula Genovese mnie akurat nie porwały i gdy mocne noty obok dzisiaj rozkminianej produkcji się pojawiły, to podszedłem do nich z lekkim dystansem, ale też z ciekawością, bo jednak wiara i nadzieja na coś znów znakomitego we mnie zniknąć w temacie Genovese nie zdążyła. Mam zatem teraz raz dobrą dla siebie wiadomość że warto było trwać lojalnie, bowiem swojego entuzjazmu wobec Follemente się nie powstydzę i dwa będę tutaj mocno tytuł popularyzował, a swoje przekonanie oprę przede wszystkim na bardzo wysokiej ocenie samego pomysłu i błyskotliwie napisanego scenariusza - do śmiechu, wzruszu i do inteligentnej analizy zarazem. Paolo Genovese wrócił z równie jak jego największy dotychczasowy hit błyskotliwą komedią, w której oryginalnie i równocześnie z niepodkoloryzowanym autentyzmem oraz intelektualnie nawija o relacjach międzyludzkich i o tym, co w każdym z nas jako indywidualnym przedstawicielu płci z drugą zasadniczo od fundamentu po szczegół kłopotliwie mało kompatybilną siedzi. Dwójkę głównych bohaterów spotykamy na pierwszej randce, a ona staje się areną, na której lęk i niepewność mieszają się z oczekiwaniami, potrzebo-pragnieniami i motylim zauroczeniem. Włoski reżyser i autor scenariusza głos bardzo ilustracyjnie wyraziście parce daje i swoje racje w myślach się kłębiące pozwala wyrazić, niczym w popularnym niby dla dzieci/młodzieży, a nie tylko, dwu już częściowym hicie o rodzajach emocji oraz powiązanych z nimi typach osobowości. Dyskutują one zatem, spierają się i wspólnie z osiąganych celów cieszą, a ja za takie lekkie ale niebanalne kino wraz ze współredaktorką płci przeciwnej Panu Genovese dziękuję, bowiem bawiłem się tak na płaszczyźnie poczucia humoru i głębokiej analizy doskonale, czując że nie jestem w tą opowieść wkręcony solo. Milusio łechcące uczucie - seans z rodzaju „zostanę z Tobą MarJuszku w tej fajnej emocjami pamięci”.

czwartek, 26 października 2023

Il primo giorno della mia vita / Pierwszy dzień mojego życia (2023) - Paolo Genovese

 

Temat na pewno zobowiązujący do głębszej refleksji. Temat potraktowany bardzo poważnie, znaczy jak należy i temat obrobiony spojrzeniem z rodzaju tych umownie fantastyczno-metafizycznych. Śmierć, a w tym przypadku śmierć w wyniku samobója, to sytuacja wstrząsająca, za której kulisami stoi wiele zmiennych współodpowiedzialnych i współoddziałujących na nią. Są tutaj „żywe” osoby i ich osobne historie, ale z perspektywy spojrzenia na własne odejście - po podjęciu tragicznej w skutki i (tak jakby) nieodwołalnej decyzji o targnięciu się na własne życie. Prawda że taki scenariusz może przyciągnąć uwagę i dokonać tego tym bardziej skutecznie, kiedy za projektem i jego realizacją stoi człowiek z popularnym reżyserskim nazwiskiem - dokładnie człowiek odpowiedzialny za sukces Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Tyle że jedno oczekiwania całkiem wysokie (pomimo iż Genovese w sumie ostatnio systematycznie lekko zawodzi), a drugie realia (bez zaskoczeń, bo Genovese z pewnością ostatnio nie zachwyca). Pomysł dobry, a wyszło dość licho, a na pewno mocno męcząco, bowiem ten film jest jak jakaś nabrzmiała od egzaltowanych dialogów snuja, bez nawet szczątkowej dynamiki czy jednego punktu kulminacyjnego porywającego. Oczywiście głupie to nie jest i do tępych umysłów nie jest skierowane, ale jakby nie było dojrzałe, to tak samo jest równolegle bez ikry i tożsamości. Mimo wszystko zalecam skorzystać z tej refleksyjnej oferty, bo nawet jeśli się nie mylę w kwestii właściwości filmowych, to dydaktyczna zawartość warta jest poświecenia dwóch godzin, a jeśli jeszcze forma wizualno-warsztatowa do kogoś trafi, to w bonusie dostanie wzrusz z satysfakcją i to będzie po prostu ważne.

P.S. Jeśli natomiast kogoś jednak wymęczy, jako dawka nakierowanej na szantaż emocjonalny lawiny nieznośnie banalnych spostrzeżeń, to znaczyć będzie że nie jestem sam w krytycznej ocenie odosobniony, a to będzie oznaczało jednocześnie, iż Genovese stracił już na dobre czujność, stracił również dobry smak ostatecznie, bo myślę że nie ma osoby której Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie się nie podobało. Przynajmniej ja takiej nie spotkałem lub nikt w moim otoczeniu nie zebrał się na odwagę aby to w mojej obecności głośno oświadczyć. :)

piątek, 25 listopada 2022

Supereroi / Superbohaterowie (2021) - Paolo Genovese

 

Dziś superbohaterami są ludzie w długich związkach” - taki jest temat przewodni nowego filmu twórcy mega popularnego swego czasu Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Po nie do końca udanym i zwyczajnie nieprzekonującym The Place zrobił kolejny na podobieństwo swego największego hitu przebój potencjalny, generalnie opowiadający o relacjach w związkach i ich ewolucji, bądź dewolucji, pod wpływem czynnika czasu, robiąc to tym razem wystarczająco ciekawie by nie uciec do obowiązków. Bohaterowie z krwi i kości stają się tu poniekąd bohaterami komiksu, pisanego i rysowanego przez kobietę trwającą od dziesięciu lat w stałym, choć niekoniecznie mało burzliwym związku. Koncepcja, a dokładnie jej interesujący walor tkwi w tym, że oto kolejne ukazane wydarzenia tworzą obraz relacji pary, powracając do jej prehistorii modelującej wspólną dekadę, ale też wykraczających poza nią, do lat następnych. Szkoda tylko że przez większość projekcji mało w niej silnych wrażeń, a przez to cierpi ona na niedobór potrzebnych dla zbudowania natężenia i napięcia intensywnych przeżyć. Ponadto w scenariuszu panuje leki chaos i nie łatwo jest powiązać kolejne sceny. Oczywiście nie stanowi to trudnego do zniesienia problemu i chwila większego skupienia wiąże tą nielinearnie opowiadaną, pełną retrospekcji romantyczną gawędę w logiczną całość. Film przez dłuższy czas monotonnie się rozwija i stopniowo nabiera rumieńców, zaczynając oddziaływać wówczas, gdy dramaty dotykają „superbohaterów”. Taka to w ogóle przekrojowo wspominkowa, trochę ambitna, a trochę banalna opowieść, która w dość pospolity sposób została sfilmowana, a żeby mogła zasłużyć na gromkie oklaski, formie narracyjnej życzyłbym większej lekkości, by przykładowo łatwiej właśnie te skoki w czasie sklejać, bo pomimo realizacji bliskiej nudnemu standardowi, to opowiada poruszającą prawdę, którą każdy jednak związek ma swoją, przez mnóstwo (wiadomo) detali napisaną.

P.S. Seans naturalnie został łzawo sfinalizowany, więc mogę być spokojny że kobiety z pewnością kupią tą historię. ;)

czwartek, 27 września 2018

The Place (2017) - Paolo Genovese




Po Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, kolejny film Paolo Genovese był przeze mnie wyczekiwany wyjątkowo uważnie. Pokładałem więc w The Place duże nadzieje, równe swojemu pozytywnemu zaskoczeniu jakie spotkało mnie po seansie wcześniej wymienionego. Niestety tak jak poprzedni obraz porywał od startu do kapitalnego finału, tak tegoroczne spotkanie z nową produkcją Genovese, może nie od początku ale finalnie rozczarowuje. Niby nie ma w scenariuszu kompletnie irytujących mielizn i niby pomysł na fabułę jest intrygujący, a aktorskie rzemiosło niezłe, ale... co stwierdzam z naturalnie ogromnym smutkiem deficyt autentycznych emocji zabija koncepcję. Rozumiem, że nie jest zapewne łatwo zrobić fascynujący film, którego akcja rozgrywa się w jednym miejscu. To egzamin dla reżysera, jednak jeśli się w tym odnajdzie to zawsze są to obrazy o wysokim stężeniu emocji, bo zawierają w sobie psychologiczną głębię eksplodującą w kameralnych interakcjach. Genovese wziął na warsztat świetny temat o charakterze filozoficznym, z dylematami i odpowiedzialnością moralną za podejmowane wybory. Zrobił niemal teatralny spektakl, taki moralizatorski traktat o zaspokajaniu własnych potrzeb i pragnień, poddawaniu się szantażowi i poświęceniu innych oraz swojego spokoju duszy dla wyższego osobistego celu. Zadał właściwe pytania, lecz niestety też przez szablonowość i ślepe przywiązanie do formuły, która przyniosła mu w przypadku Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie  uznanie,  pozbawił wymowę ambitnego przecież konceptu koniecznego ducha. Zaprzepaścił potencjał i spłycił wydźwięk sprowadzając kontemplacyjny charakter założeń do seryjnego wykorzystywania autocytatów, a jego filozoficzną treść pozbawiając czegoś ponad li tylko żonglerkę aforyzmami wprost z poradników dla gospodyń domowych. Korzystając z psychologicznej gry z widzem i postaciami, wykorzystując manipulacyjne sztuczki spróbował uzyskać efekt metaforyczno-alegorycznego teatrzyku, opartego ku mojemu zdziwieniu w zasadzie na samych skrótowcach i niedopowiedzeniach. Tyle tylko że przez tą taktykę zamiast erudycyjnego cudeńka wyszedł mu wymęczony napuszony knot, w dodatku przycięty ostatecznie tak, że za cholere rozpalić we mnie ognia nie zdołał.

P.S. A ja głupi zakładałem przed, że jedyne do czego będę mógł się przyczepić to przywiązanie reżysera do tych samych aktorskich twarzy.

piątek, 27 stycznia 2017

Perfetti sconosciuti / Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) - Paolo Genovese




Świetne włoskie kino po linii francuskiego komediodramatu Le Prénom i także poniekąd Rzezi Polańskiego. Lecz prócz wykorzystania tematu relacji międzyludzkich w gęstej i kameralnej teatralnej formule, ma w sobie kilka mniejszych i ten główny twist, który to mówi (nie, nie zdradzam szczegółów :)) o ludziach tak wiele. Gra pozorów, tajemnice drobne i większe ale zawsze - te których wyjawienie pomaga w zrozumieniu i poprawie stosunków, ale także te których poznanie doprowadzi do konfliktów i dramatów. Zabawy z prawdą są niebezpieczne, trudno przewidzieć gdzie zaprowadzą ryzykantów, nie mówiąc już o mierzeniu się później z ich skomplikowanymi konsekwencjami. Wszystko przez nas, bo jesteśmy słabi, brakuje nam dystansu i po prostu mamy gigantyczne problemy z komunikacją. Może i lepiej kłamać w miłym towarzystwie?! 

Drukuj