Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matteo Garrone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matteo Garrone. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2024

Gomorra / Gomorrah (2008) - Matteo Garrone

 

Pierwszy myślę szerzej rozpoznawalny film Matteo Garone, czyli gangsterskie w klimacie neorealizmu kino z Neapolu - o neapolitańskiej sieci mafijnej, z dzielnicy tak charakterystycznej, iż każdy w miarę zorientowany rozpozna te ulice zabudowane blokami z labiryntem kładek, korytarzy, schodów i innych, betonowych ciągów komunikacyjnych. To miasto w mieście, poza kontrolą miejskiej władzy i karabinierów, gdzie kasa z wdzięczności za opiekę i pomocna dłoń, jeśli lojalność i systematyczność składania ofiary zachowana. Narkotyki, lichwa, wymuszenia i przekręty - wszystko w atmosferze rodzinnej quasi firmy, zapewniającej względne jedynie status quo, przeradzającej się co rusz w permanentną wojnę o wpływy. Wojnie totalnego zamieszania, ofiar mniej lub bardziej w nią zaangażowanych, po równi jednak wbrew zaangażowaniu wmieszanych i dotkliwie cierpiących. Gomorra technicznie, to w zasadzie surowa relacja z miejsca, rzecz jasna fabularyzowana i aktorska, choć nie trudno byłoby dać wiarę, że cześć z tych postaci to obsadzone naturszczyki, z tego właściwego środowiska - kto wie w jakie ciemne kontakty miał odwagę się Garrone wciągnąć, aby obraz zrealizować? Wszystko to co na ekranie robi więc wrażenie w punkt utrafionej autentyczności i pokazuje życie w budzącym wyłącznie strach wśród nietutejszych, a też poczucie patologicznego poczucia więzi i surrealistycznego bezpieczeństwa pośród, nie potrafiących w większości inaczej funkcjonować jego mieszkańców. Silne gwałtem i przemocą „rodziny”, krwawe starcia głównych rozgrywających, ale i gówniarze próbujący przejąć rewir, bo są aroganccy i pozbawieni lęku, jak po prostu głupi. Kilku bohaterów równoległych i masa postaci powiązanych, od wspomnianych szefów, poprzez żołnierzy, aspirujących gnojków, poprzez mało znaczących, ale od lat wykonujących pokornie to co do nich zależy ludzi, po zwykłych, bez ambicji przestępczych, pragnących jedynie przetrwać lokatorów komunalnych budynków w dzielnicy Scampia. Promowany jednym z lepszych, a z pewnością ostro wbijającym się w pamięć plakatem, mafijny portret brutalnie prozaiczny i prozaicznie brutalny, napędzany zwolna, ale z pulsem i ikrą scenariuszem na podstawie głośnej swego czasu książki Roberto Saviano. Rozbudowany w liczne wątki, ale trzymane sprawnie przez reżysera w garści, co zwiastowało już wtedy niekonwencjonalny talent realizatorski Garrone.

środa, 20 listopada 2024

Io capitano / Ja, kapitan (2023) - Matteo Garrone

 

Za mitycznym lepszym zachodnim życiem wielka przez czarny ląd wyprawa, by w założeniu zawsze ciekawego stylistycznie Garrone, zobaczyć tym razem po prostu człowieka w afrykańskich emigrantach, podejmujących się próby dotarcia do południowych europejskich wybrzeży. Głęboko humanistyczna w niej, empatyczna narracja, nie pozbawiona sytuacji silnie poruszających, jednakowoż nie tracących oblicza wiarygodności, jeśli nawet uzna się, iż motywacja reżysera szlachetna, aczkolwiek metody wprost wywołujące emocjonalny szantaż. Towarzyszy tejże opowieści ponadto jakiś nieforsowany przesadnie rodzaj surowej metafizyki - coś co w filmach Garrone jest dostrzegalne, zapamiętywalne, bo jako cecha charakterystyczna pielęgnowane, mimo że traktowane jako forma gruntowania pod właściwe pociągnięcia pędzla na przygotowanym podobraziu. W oczy rzuca się dojrzałe wprowadzenie do historii, z szacunkiem dla egzotycznej kultury i ludzi w jej niekoniecznie nieszczęśliwie czy wręcz w mękach żyjących. Tradycja i wierzenia, miejsce i z nim związek podkreślone, a w naturalnej kontrze ciekawość świata, naiwność młodzieńcza, pragnienie intensywne, lęk ograniczony i determinacja instynktowna, czyli przepis na kłopoty gotowy. Z czasem cierpienie, upokorzenie, strach (tortury, najgorsze potworności) i niepewność oraz rosnące wątpliwości, jednakowoż nadzieja nie umierająca, bowiem wokół ludzie tak wykorzystujący, jak i jednostki niepozbawione kompletnie oznak człowieczeństwa. Czysta (uwznioślająca) puenta pierwsza na finał, to twarz dzieciaka zmieniająca się w twarz człowieka po przejściach, doświadczonego mrocznym obliczem rzeczywistości - dowód, iż była to bardzo budująca w nim dumę, niemniej jednak kosztowna przygoda. Brudna (przygnębiająca) puenta towarzysząca, to ta gościnność cywilizowanego świata, z jakiej wszelkie draństwo zrobiło kryminalny przemysł makabrycznego wyzysku, którego ofiarami nieświadomi, nieroztropni. Poza tym Ci co do współczesnej „ziemi obiecanej” docierają, też nierzadko już u celu źle kończą. Polecam tytuły i szerokie spojrzenie na ten chyba najbardziej skomplikowany globalny problem, którym dobre, zaangażowane społecznie europejskie kino z różnych perspektyw interesuje się teraz intensywnie.

poniedziałek, 21 października 2019

Dogman (2018) - Matteo Garrone




O Jezusie, co to za zapomniane przez twojego ojca miejsce! Betonowe blokowisko tuż nad brzegiem morza, zamieszkane przez zmarginalizowaną garstkę funkcjonującą według prostego, brutalnego kodeksu i terroryzowaną ustawicznie przez potężnego nieposkromionego troglodytę z potwornym apetytem na narkotyki i przemoc. W tych smutnych i przerażających beznadzieją okolicznościach umieścił Matteo Garrone dwóch głównych bohaterów, którzy symbolizują głęboko zakorzenione w ludzkiej psychice atawistyczne zachowania. Jeden dominującą barbarzyńską siłę, drugi wobec niej uległość – ale nie ta dychotomia bezpośrednio zdaje się być tutaj kluczem do zrozumienia sensu tej surowej opowieści, przekornie tylko sprowadzonej do przetrwania. W tej pozornie prymitywnej i znaczeniowo głęboko metaforycznej relacji najistotniejszym jest brak oczywistości. Przecież pytanie jest wyraźne - kto tutaj kogo trzyma na smyczy, a dokładnie jakimi działaniami można uzyskać przewagę? W tej przewrotności właśnie dostrzegam geniusz myśli Garrone, że we względnej prostocie formalnej (z użyciem skromnych środków budżetowych), przemycił problematykę o złożonej naturze oraz pod odpychającą fasadą skrył dla widza inteligentnego rozbudowaną psychologicznie historię postaci oraz w jej tragicznych i skomplikowanych aksjologicznie losach zawarł piękno prostych ludzkich odruchów, z troską jako tą właśnie newralgiczną. Ponadto w mistrzowski sposób dobrał obsadę i zainspirował ją do uzyskania wysokiego poziomu autentyzmu - gromkie, absolutnie nieprzesadzone oklaski dla Marcello Fonte i Edoardo Pesce.

czwartek, 24 września 2015

Tale of Tales / Pentameron (2015) - Matteo Garrone




Tak się składa, że nawet kiedy podrostkiem byłem to od fantazyjnych opowieści w baśniowej estetyce zatopionych wolałem te historie które mocniej w racjonalnej rzeczywistości były osadzone. :) Nie dziwi mnie zatem, iż odporność na taką konwencję nadal we mnie aktywna i stając do konfrontacji nawet z jej dorosłym odpowiednikiem nie jestem w stanie poddać się całkowicie sugestywnemu jej oddziaływaniu. Jednako nie popadając przy okazji widowiska wyreżyserowanego przez Matteo Garrone w ton euforyczny, potrafię docenić rozbuchany artyzm, wyszukane środki stylistyczne, surrealistyczny odlot i realistyczne przesłanie jakie w nim zawarte. Obrazową muzykę, plastyczny przepych i wartościową treść, pośród licznych metafor i alegorii skrzętnie przemycaną. Bo jak doczytałem Garrone korzystając z przypowiastek niejakiego Giambattisty Basilego i zachowując ich pierwotny charakter stworzył z kilku z nich mozaikę, która o ważkich kwestiach traktuje. Pragnienia i poświęcenie, to słowa tutaj kluczowe jak się zdaje i wokół nich cała misternie pleciona opowieść osnuta. Każde pragnienie posiada swą cenę, ona tym wyższa im ono bardziej gwałtowne - czy gotów jesteś ponieść te koszta? Zdaje się takie pytanie Garrone zadawać odpowiadając na nie rozbudowanym ciągiem zdarzeń, gdzie krew spływa wartkim potokiem pośród osobliwie kreślonych postaci i groteskowej formy. Nie było słodkiej puenty, ani płytkich konkluzji. Było za to sporo goryczy, bólu i cierpienia.  

Drukuj