Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Jackson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peter Jackson. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 września 2021

Heavenly Creatures / Niebiańskie istoty (1994) - Peter Jackson

 

Całościowy dorobek zawodowy Petera Jacksona spostrzegam właściwie jako rzemieślniczą robotę i w kategoriach wybitnej twórczości filmowej nie umieszczam. Traktuję jako dobrą profesjonalną robotę, lecz pozbawioną czegoś wyjątkowego i nastawioną raczej na mainstreamowy poklask, niż zdobywanie branżowych laurów czy przychylności wydumanej krytyki. To kino przecież rozrywkowe, lecz jak kilka tytułów wskazuje, niepozbawione kompletnie czegoś więcej niż wyłącznie dobrej zabawy. Jackson po trosze to taki młodszy Spielberg czy bardziej Zemeckis z mniejszym ilościowym, ale niekoniecznie bardziej skąpym jakościowo dorobkiem, w którym zbyt długi romans ze Śródziemiem zaspokoił pewnie jego geekowskie ambicje i przy okazji finansowo ustawił, ale o zgrozo wpierw zaszufladkował a teraz chyba pchnął w objęcia wyłącznie dokumentu. Jednak jeśli się dokładnie skupić na drodze do tej dzisiejszej pozycji dwa tytuły akurat mnie zdecydowanie do gustu przypadły, mimo że to wciąż było kino bez przesadnego (znaczy przeintelektualizowanego) w głębokiej psychologii się taplania. To Nostalgia anioła (o czym pisałem u zarania blogowego paplania) i Niebiańskie istoty, o czym napiszę teraz, kiedy odkryłem ich atrakcyjno-intrygujace walory. Obydwa tytuły nie przypadkiem zestawiam, bowiem teraz sobie uświadomiłem że Nostalgia okazała się po latach rodzajem drugiej odsłony emanacji wyobraźni Jacksona. Ten sposób narracji, percepcja na poły fantazyjnie bajkowa na poły mrocznie dreszczowa, wizualna prezentacja dopieszczona oraz rozpasane korzystanie z tradycji właśnie kina spielbergowo-zemeckisowego. Także obie historie potrafią zarówno zauroczyć, wzruszyć jak i duchowo przygnębić i wprowadzić widza w stan wartościowej zadumy. Niebiańskie istoty (jak trafnie zauważono) zacierały granice między komedią, a dramatem i ukazywały swobodny sposób spojrzenia nowozelandzkiego reżysera na filmową materię. Wówczas może zbyt odważny i chyba szokujący, bo jak to można oparta na autentycznych wydarzeniach straszliwą zbrodnię ukazać w tak fantastycznej poświacie kolorowego melodramatu - w dodatku nastoletniego i na domiar lesbijskiego. Histerycznego romansu niedojrzałych osobowości beztrosko bujających w obłokach i jednocześnie doświadczonych przyziemnymi egoistycznymi instynktami dorosłych oraz własnym burzliwym dorastaniem w oparach literackich fantazji i obsesyjnych żądz. Okazało się że można i to z kapitalnym efektem. 

P.S. Nie można zauważyć tego na co w czołówce zwrócił uwagę Jackson, iż to pierwsze role zarówno Winslet jak i Lynskey. Role brawurowe młodziutkich wówczas aktorek, które tutaj debiutując grają już na takim poziomie, do jakiego nas później już przyzwyczaiły. Odpowiednio Winslett jako królowa wielkiego ekranu i Melanie Lynskey jako fantastycznie niezrównoważona Rose z takiego jednego kultowego sitcomu. :) 

poniedziałek, 10 lutego 2014

The Lovely Bones / Nostalgia anioła (2009) - Peter Jackson




Dookoła drugą odsłoną trylogii o Śródziemiu  zainteresowanie zauważalne, a ja dużo bardziej zaabsorbowany tym co Peter Jackson pomiędzy ambitnym od strony wizualnej, obsesją reżysera śmierdzącym Władcą Pierścienia, a Hobbitem zaproponował. Oczywiście mając szacunek do spektakularnych ekranizacji tych dwóch trylogii, to jednak Nostalgia anioła wtłoczona pomiędzy te superprodukcje na mnie silniejsze wrażenie wywarła. Nie porównam oczywiście tych zgoła odmiennych biegunowo realizacji, bo zwyczajnie w różnych gatunkach filmowych funkcjonując nie dają się wymiernie skonfrontować. Przejdę tylko bezpośrednio do tych walorów Nostalgii anioła, które mnie ujęły, nie unikając jednakże kwestii, co w jakimś sensie nie do końca przekonują - chociaż pewnie z punktu widzenia charakteru filmu one usprawiedliwione. To niemal "familijne" kino ze zbrodnią w tle, co stanowiło dla Jacksona dosyć karkołomne wyzwanie, z którego w mojej opinii wyszedł z tarczą. Stosując plastyczną, wyrazistą scenografię oraz atrakcyjne efekty specjalne osiągnął rezultat kontrastowego wizualnego zestawienia subtelnej, naiwnej wrażliwości dziecka ze światem obłędu szaleńca. Może w zbytnio trywialny sposób, jednak w swoim barwnym, atrakcyjnym dla oka stylu pozwolił bym zatopił się w tej opowieści, otworzył się na prostą wrażliwość oraz co niemniej fundamentalne niż plastyczny wymiar, dał poruszyć się  jej aspektowi duchowemu. Te przeżycia rodziny, choć tak oczywiste, autentycznie wzruszają, a rozwijający się wątek kryminalny w żadnym stopniu nie nudzi. To wysokiej klasy przede wszystkim kino rozrywkowe z wartościowym, prostym przesłaniem oraz rzemieślniczym aktorstwem w niczym podczas seansu nieprzeszkadzającym. Lubię zwyczajnie co jakiś czas, spędzić dwie godziny w towarzystwie tego obrazu, chociaż trudno mi tak naprawdę sprecyzować, co takiego wyjątkowego mnie do niego przyciąga. :)

Drukuj