Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Winocour. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Winocour. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 czerwca 2020

Proxima (2019) - Alice Winocour




Niepospolity jest to dramat, bo historii o wyprawach w przestrzeń kosmiczną było wiele, ale pośród nich rzadko pojawiały się takie, które skupiały się przede wszystkim na aspekcie psychicznym i kosztach związanych z napięciem obecnym przed misją, jakie astronauci ponoszą. Pozostawienie rodziny, rozstanie, które niekoniecznie może być wyłącznie kilkudniowe lub góra kilkumiesięczne. Tym bardziej staje się to kluczowe, gdy bohaterem jest kobieta/matka i izolacja związana z poradzeniem sobie nie tylko ze stresem związanym z niebezpieczeństwem czy ryzykiem, ale właśnie z zagłuszeniem tęsknoty i odruchów opiekuńczych, będących fundamentalną częścią macierzyństwa. Za wybór kwestii kluczowych (hołd kobietom w kosmosie), daje ocenę maksymalną, do aktorskiego rzemiosła także nie mogę się doczepić, bowiem robota wykonana nie tylko przez Eve Green, to klasa bardzo wysoka, ale mimo że w ogólnym rozrachunku to kino autentyczne emocjonalnie, to odrobinę zbyt płaskie, a nawet jałowe, jeśli brać pod uwagę niemal kompletne zarzucenie napięcia i całkowitą jednostajność narracyjnej struktury. Może nie jest to obraz mdły, bo pomimo unikania jakiejkolwiek erupcji emocji, jest w nim uczuciowy tygiel, kamuflowany pod wymaganymi od astronautki powściągliwością i opanowaniem. Stąd ten maksymalnie kameralny, ponadto mocno złożony, lecz oszczędzający środki wyrazu (też te finansowe :)) seans, może się podobać i pozostawić w człowieku głęboki ślad, ale rozumiem też, że przez specyfikę formy nie każdego musi przekonać.

piątek, 30 września 2016

Disorder / Cień (2015) - Alice Winocour




Bardzo sprawnie Matthias Schoenaerts wykorzystuje swoje pięć minut, zwiastuję że i więcej będzie mu dane. Nie leci na wszystkie możliwe angaże, a wybiera starannie scenariusze, by zaistnieć pośród ambitnej aktorskiej elity. No szacuneczek się należy. Ten zaproponowany przez ekipę producencką Maryland też się broni, chociaż tematyka wielokrotnie przerabiana, to dzięki niezłemu wyczuciu materii jaką Alice Winocour się popisuje, duszny klimat i świeżość tchnięta w kliszę robi robotę. Odnalazłem w nim podczas seansu spore napięcie, intrygującą zagadkę i surową minimalistyczną produkcję z aktorstwem na wysokim poziomie. Jedynie brak intensywnej dynamiki może wielbicieli energetycznego kina akcji (takiego oczywiście tryskającego z pompą fajerwerkami) zawieść. Jeśli natomiast w kinie kręci widza, to co pomiędzy wierszami zakamuflowane, to nie ma mowy by czas z emocjami Vincenta Loreau uznał za stracony. Kino może nie wybitne, ale z pewnością z klasą skrojone. 

Drukuj