Rzec że Michael Cimino w pompie się lubował, to powiedzieć w zasadzie wszystko i nic zarazem. Powiedzieć, że kino made in Cimino, to kino czasowo rozbuchane, emocjonalnością pierwotną agresywne i w dodatku tak bez kompromisów nadźgane surową bezpośredniością zarazem, to opisać w skrócie największe jego dzieło w postaci Łowcy Jeleni, a i trafnie sprecyzować Wrota niebios akurat - które na marginesie trwając (na rany boskie) bagatelka 3 godziny i prawie 3 kwadranse, skutecznie mnie przez lata od seansu odpychając, jednak finalnie w końcu równie skutecznie zachęciły - taki byłem ciekawy i tak tej ciekawości się uległem. Wrota niebios (też akurat) są bowiem potwornie epickie, jak równie mięsiste, dzikie, wręcz okrutnie dzikie i nie mówię tu wyłącznie o tej jednej z pierwszych krwistych scen, a mam na myśli bezkompromisową wizję czasu i miejsca jaką Cimino ukazuje. Sporo tego surowego obrazu na ekranie, przyznaje iż spójnie połączonego z historią rozbudowaną i scenariuszowo nazbyt być może mimo zalet rozwlekłą. Ale tak sobie scenarzysta i reżyser wymyślili, że nie ma zmiłuj się i bez nabicia po korek, ich pomysły straciłby na sile rażenia, a może i widz oglądając okrojoną wersję mógłby mieć pretensję, że mnóstwo wątków zostało pominiętych, a te sceny trwające po meeega meeega dużo minut, w formule bardziej zwięzłej zagubiłyby swój sens. A ja uważam, iż rozmach robi wrażenie, a dosadność ją dodatkowo potęguje, ale może te niemal cztery godziny projekcji to za wiele, a pieniądz myślę gigantyczny w produkcję włożony zeżarty przez aspiracje reżyserskie. Mimo rzecz jasna ambicjonalnych plusów, nie można stwierdzić, by te plusy w pełni przesłaniały narracyjne minusy i że nie jest to klasyczna propozycja kinowa dla najodważniejszych i najwytrwalszych. Tyle w temacie, a do szerszego spojrzenia i kontekstów zgłębienia zapraszam gdzieś, gdzie podobnie jak w twórczości Cimino, w quasi recenzenckiej branży rozbijają wszystko na atomy i wstukują w klawiaturę w tym celu odpowiedniki prawie 220 minut projekcji, w postaci gargantuicznych rozmiarów recenzji!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Cimino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Cimino. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 kwietnia 2024
piątek, 10 października 2014
The Deer Hunter / Łowca jeleni (1978) - Michael Cimino
Czy
jak wszyscy wokół co na kinie się znają twierdzą, że to dzieło i klasyk
bezdyskusyjnie, to ja mimo pewnych wątpliwości też taką na zewnątrz ocenę mam prezentować?
Może rozsądek powinienem zachować i zamiast poddać się tej przesadnie
dominującej tendencji, dać do zrozumienia w formie konstruktywnej krytyki, co mi
w tym "łowcy" nie gra? Pytania retoryczne, bo jak z czymś nie do końca się
zgadzam to pod prąd nie mam obaw płynąć. ;) Tym bardziej, że w tym konkretnym
przypadku moja percepcja obrazu Michaela Cimino wcale nie tak zupełnie odległa
od tej przez koneserów prezentowanej. Zwyczajnie uważam przede wszystkim, że ta
epickość formy w trzygodzinnej projekcji zamknięta nie do końca z bezpośrednią
brutalnością i surowością przekazu się zazębia. Ta bogata wizualnie, sugestywna
i zawierająca w sobie masę istotnych detali scena weselna zbytnio czasowo
rozwlekła, a kontrastowe przejście z polowania do działań wojennych zbyt
gwałtowne. Sam konflikt pokazany nader jednowymiarowo, a ocena jego stron nad
wyraz tendencyjna. Psychologiczny rys postaci nazbyt jaskrawy, a metafora
ślepego losu w rosyjskiej ruletce zawarta, zbyt obfitą ilością krwi zbryzgana. Szkoda, bo materiał był bardzo dobrej jakości, niestety krawiec tnąc go
zamaszystymi ruchami nieco źle spasowaną odzież uszył. W niej klient może nie wygląda
groteskowo, jednak brakuje mu szyku i elegancji. Wiem, rozumiem zamiary,
doceniam zaangażowanie i pracę w uzyskany efekt włożoną, ale wciąż mimo chęci
nie jestem w stanie do takiego kroju się przekonać. To chyba chodzi o gust, a o
nim to się podobno nie dyskutuje. :)
P.S.
Do formy mam zastrzeżenia, żadnych natomiast do kreacji tych wszystkich
współcześnie aktorskich ikon. Klasa najwyższa i kropka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

