Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fatih Akin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fatih Akin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2026

Amrum (2025) - Fatih Akin

 

Szanuję Akina reżysera, czuje potrzebę zgłębiania jego filmowej przeszłości, przeszukując i drenując jeśli trafię miejsca, gdzie jego starocie są dostępne. Trudna to praca, często bez oczekiwanych wyników, ale i to co Akin robi na bieżąco nie jest zbyt łatwe do wyczesania z głębin internetowych. Czaję się na Rheingolda z 2022 i do tej pory też uparcie doszukiwałem się Amrum i jest wreszcie! Co przy okazji daje mi resztki nadziei na obrazu sprzed trzech lat jeszcze wychwycenie. Do rzeczy jednak! Nowe Akina „znalezione” to ostatnie dni wojny, tuż przed kapitulacją, na fryzyjskiej wyspie Amrum. Na podstawie podobno wspomnień z okresu skomplikowanego dzieciństwa aktora Harka Bohma - scenariusz jego i Akina współautorstwa. Nastroje i przekonania - upodlony klęską nazistowski fanatyzm, radykalnych wyznawców hitleryzmu poniżona duma, skonfrontowana z przekonaniami poddanych próbie wytrwałości, zmęczonych poświęceniem zwykłych wyspiarzy. Jeden niby naród, a dwie odrębne postawy także w obrębie podobnych grup społecznych, nawet blisko zżytych rodzin. Różne ludzkie historie osób i rodzin w tle trudnego, poddanego indoktrynacji przyspieszonego bohatera dorastania. Praca i edukacja zagubionego, nie do końca rozumiejącego złożone sensy wrażliwego smarkacza. Codzienna walka o zdobycie czegoś do zjedzenia i bezpośredni kontakt ze śmiercią (sceny ogłuszania i oprawiania królika, podstępnego polowania na foki) czy narażania na śmiertelne niebezpieczeństwo, poświęcenia dla bliskich. Bardzo symboliczne, bo biały chleb, masło i miód jako marzenie, a zarazem wyraz miłości do otępionej ideologicznie matki. Proza życia w miejscu i czasie przełomowym, gdzie prawda o brutalnej, krwawej wojnie światowej wulgarnie przefiltrowana przez propagandę i oddalenie fizyczne od frontu i ziem okupowanych. Zaczyna się niemal od motywu, który gotuje od razu krew w żyłach, by w trakcie kilka razy uderzyć w rozedrgane tony, lecz czy udało się Akinowi zaangażować mnie w rożny, ale silny emocjonalnie, jak w przypadku W ułamku sekundy i Złotej rękawiczki sposób, to niestety nie. Nakarmił na pewno zmysł estetyczny, bowiem zdjęcia kapitalne i prowadzenie narracji skupione, posiadają walory kontemplacyjne, lecz aby serce pokroił, zgłaszam małe pretensje. Nie chodzi o to, że uderzył historią okupantów i wymagał empatii, więc się obudowałem naturalnym dystansem. Zwyczajnie chyba nie chodziło o wzbudzenie współczucia, a jedynie o oddanie sytuacjom elementarnej sprawiedliwości i uświadomienie z naciskiem na ofiary dziecięce, że „pizduś z wąsikiem” nie wyrządził potwornej krzywdy wyłącznie nacjom na które napuścił sfrustrowanych i łatwych do manipulacji twardogłowych egoistów bez wstydu, dając im poczucie fałszywej dumy i narzędzia do wprowadzenia terroru wśród bezbronnych. Dla mnie to była przede wszystkim zwiększająca świadomość lekcja - niby bliskiej, a dalekiej historii (przecież nikt mnie na historii nie uczył o niuansach), o jakiej trudno bym w realiach przynależenia do narodu po Żydach głównej ofiary, miał większe niż elementarne pojęcie.

piątek, 19 maja 2023

Tschick / Goodbye Berlin (2016) - Fatih Akin

 

Lada Niva i Conversy położone nonszalancko na desce, wąsy z taśmy izolacyjnej i luźne rozkminy w odkrywczych dla czternastoletnich smarkaczy tematach. Podrostki na gigancie w bezkompromisowych rajdzie przez "helmutcką" ziemię, zmiatając przykładowo przed rozwścieczonym rolnikiem w potężnym traktorze. To tylko niepoważna zachęta, część jedynie startowa z tej może nieco głupkowatej, ale świadomie przestylizowanej akcji. Bowiem trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka na scenariuszową i aktorską szarżę (na aktorstwo dość umowne) oraz (umówmy się) na wizualną ekspozycję, dzięki której od razu tą przygodę się zapamiętuje. Przygodę poniekąd makabryczną i przygodę jaka pod warstwą złożoną z infantylizmów, posiada dojrzały przekaz o dojrzewaniu w świecie zasad narzucanych przez dorosłych hipokrytów i wymagań jakie młodości młodość stawia, bo o czym innym Akin na podstawie podobno książki niejakiego Wolfganga Herrndorfa tutaj opowiada. Opowiada o samoocenie, a dokładnie o izolacji w poczuciu niskiej własnej wartości i konfrontacji tejże z wyzwaniami stawianymi przez grupy rówieśnicze. Musisz dać się zauważyć, inaczej skup się lepiej na tym by urządzić się na marginesie. Poza tym teraz dzięki Tschick wiem, że żydowscy Cyganie istnieją, a ponadto donoszę, iż tak przez 3/4 seansu dziwiłem się, bo się nie spodziewałem, że tenże Atkin, zanim nakręcił mega poważne W ułamku sekundy i Złotą rękawiczkę, zabawił się tak wyraziście komediową stylistyką. Dzięki TVP Kulturo za dostęp do seansu, dzięki też Kolego który uważasz, iż to jeden z twoich ulubionych filmów, za jego polecenie.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Der Goldene Handschuh / Złota rękawiczka (2019) - Fatih Akin

 

To dobry moment, by odbyć ten oto seans spóźniony, bo temat filmu dobrze koresponduje z bieżącym hajpem na patole we wszystkich mediach bez wyjątku. Fatih Akin (m.in. W ułamku sekundy) pod wpływem zapewne podobnego poczucia zażenowania i niesmaku oraz dodatkowo wprost mody na gloryfikowanie przez mainstreamowe kino postaci morderców, nakręcił film o mega przyj****, który z miejsca nie czynami których się dopuścił, a które zasługują bez dyskusji na oburzenie i potępienie, tylko już na starcie z powodu wyglądu zewnętrznego oraz sposobu codziennej egzystencji na najmniejszą sympatię widza nie ma co liczyć. Trafny to zabieg obrazowy, raz zbydlęcenie prezentując i uświadamiając tym samym z kim w takich przypadkach mamy do czynienia i żadne inne okoliczności nie mają znaczenia, kiedy zwyrodnialec krzywdzi. Dwa, Akin posunął się do potwornie surowego przedstawienia sytuacji w formule brutalnego realizmu, używając okrucieństwa w podobny sposób jak zrobił to ostatnio Lars von Trier w przypadku Domu, który zbudował Jack. Tak jak Duńczyk sportretował zimnego, bezwzględnego z premedytacją krzywdzącego psychopatę, pretendującego w sztuce uśmiercania do miana chorego artysty, tak Akin odtworzył postać spanikowanego zwyrola, poddającego się wściekłemu wzburzeniu i instynktowi, uciekającego chaotycznie od grożących mu konsekwencji. Historia to autentyczna, wstrząsająca i przerażająca, w której nie ma odrobiny miejsca na współczucie i wyrozumiałość, bo naturalnie ludzkie odruchy bronią widza przed przejawami najmniejszej empatii i nie dopuszczają jej do niego. Klimat, scenografia, charakteryzacja (te ryje, o Chryste) i doskonałe (myślę że albo naturszczyków, albo aktorów z potworną odwagą) kreacje, to coś w kierunku "smarzowszczyzny" z Domu złego czy Pod mocnym aniołem, lecz chyba nawet lepiej w sensie bez przerysowań i lepiej też w rozumieniu bardziej filmowo niż reportersko. Ludzie wraki, na pozór żywe gówna, w których pijackich korpusach bija jednak serca, a w ich zdegenerowanych umysłach nadal świadomość dosięgnięcia dna. Środowisko meneli - syf, smród, życiowy rynsztok, tak prawdziwy, że aż czuć podczas projekcji odór fizycznego rozkładu i rozpadu w oparach alkoholu. Żadnych kompromisów, jakichkolwiek hamulców w ukazaniu konsekwencji nałogu i zbydlęcenia, będącego skutkiem psychicznych zaburzeń. Za to gromkie oklaski dla ekipy odpowiedzialnej i moje gratulacje, mimo że dobrze ten film na samopoczucie moje nie wpłyną, bo jakim niby prawem takie piekło mogło mi uprzyjemnić wieczór.

P.S. Jeśli kiedykolwiek poczujesz ułamek sympatii do postaci mordercy, obejrzyj Złotą rękawiczkę. Ona cię na zawsze wyleczy. Jeśli bagatelizujesz też ekstremalne rezultaty choroby alkoholowej, obejrzyj nie tylko Pod mocnym Aniołem.  

wtorek, 6 marca 2018

Aus dem Nichts / W ułamku sekundy (2017) - Fatih Akin




Każdy artystyczny komentarz do politycznej rzeczywistości może wybrzmieć tendencyjnie. Można przecież wypaczyć znaczenia pojęć i zmanipulować sens, bo jest się w temat zaangażowanym emocjonalnie i w ten sposób perspektywa zostaje mniej lub bardziej świadomie zniekształcona, a w konsekwencji wypowiedź merytorycznie sfałszowana. Ale można też pokazać sedno sprawy, ukazać sytuację wiarygodnie, nie popadając w pułapki subiektywnego spojrzenia. Można uczynić to przekonująco z autentycznym zrozumieniem istoty rzeczy, poruszyć i wstrząsnąć. Tak właśnie Fatih Akin opisuje zmorę współczesnych bogatych europejskich społeczeństw, którą stała się spirala bezsensownej przemocy na tle rasowym, ideologicznym czy religijnym. W wielokulturowym tyglu wielkich metropolii, pomiędzy sąsiadami, ale i pośród rodzin przez skrajne poglądy wewnętrznie podzielonych. Robi to z wykorzystaniem ogromnej bystrości i jaskrawymi barwami wyraziście kreśli socjologiczno-psychologiczny portret problemu przede wszystkim w skali mikro, nie przesłaniając jednocześnie właściwego społecznego tła. W jego narracji dominuje zdrowy rozsądek, a przesłanie piętnuje każdą nienawiść na tle rasowym czy światopoglądowym. Ten dosadny komentarz opleciony jest mądrze na fundamencie tragicznej historii kobiety tracącej w zamachu bombowym syna i męża. Historii zaprzeczającej stereotypowemu myśleniu i pochopnemu określaniu w tym piekle roli postaci przez pryzmat koloru skóry, narodowości czy przez wzgląd na ich wiarę. W trzech wyraźnie oznaczonych aktach, przedstawiających w ogólności drogę do sprawiedliwości oczekiwanej przez ofiary. Poprzez szok, rozpacz, załamanie, wreszcie walkę z bezduszną machiną sądową, która w swej poniekąd zrozumiałej bezemocjonalności staje się zakładnikiem procedur i paragrafów, po czystą wendettę w obliczu bezsilności. Czyni to wykorzystując sugestywne symboliczne paralele (finał), paraliżujące ujęcia (podcięte żyły), ale też nieco zgrane chwyty, bliskie popadania w czarno-białą optykę (obrońca podczas rozprawy). Nie przekracza jednak tej granicy, za którą brak autentyzmu, czy żenująca stronnicza łopatologia, bo wszystkie te działania prowadzone są z dużą wrażliwością i nieprzesadzonym jednak podpieraniem się technikami psycho-manipulacyjnymi. Dzięki temu W ułamku sekundy nie tylko przemawia do sumień i szarpie widzem konkretnie, ale uzmysławia tak bezpośrednio, wprost, że nienawiść mieszka w nas bez względu na nasze pochodzenie.

P.S. Nie mogę nie dostrzec, że to właściwie film jednego aktora, znaczy aktorki. Diane Kruger wspina się tutaj na wyżyny i absolutnie nie rozumiem, dlaczego z tego eksponowanego miejsca nie została zauważona przez amerykańską krytykę. A może rozumiem, tylko nie chce mi się w tym miejscu teraz wykładu robić w temacie amerykańskiej wybiórczej wrażliwości.

Drukuj