Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Nichols. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Nichols. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 listopada 2024

The Bikeriders / Motocykliści (2023) - Jeff Nichols

 

Zaczyna się niczym wskrzeszony do życia klimat Chłopców z ferajny, bo to taki charakterystyczny sznyt narracyjny i dialogów specyfika, więc nie powiem bym nie był na początku podekscytowany i ogólnie do końca spoko to było, jakby jednak podskoczyć przywołanego tytułu nie miało prawa i możliwości. Nie ta historia, finezja i rozmach, ale jednak tak klasycznie po amerykańsku porządnie -hollywoodzki show niejako filmowy, gdzie przede wszystkim widowisko kosztem zapewne dokumentalnej staranności. Świetnie spreparowana pod szerokie gusta z morałem napisana przez życie bajeczka, w stylu niemniej jednak gustownego kina rozrywkowego. Podstawa to książka niejakiego Danny'ego Lyona - paradoksalnie raczej dokumentalny jak doczytuje zapis monograficzny dotyczący jednego z „klubów” motocyklowych z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. O facetach i ich zabaweczkach przedłużających im ego, zasadniczo więc idzie o opowiadanie atrakcyjne testosteronowej historii, która to okazuje się w zasadzie przestrogą, bowiem chłopczyki to tak motoryzacji pasjonaci, zagubieni romantycy, amatorzy łatwej bitki, jak i kompletne zjeby czy groźni frustraci. Trzyma ich w grupie stadna siła, wszystkie te lojalnościowe braterskie wartości oraz dobra mało odpowiedzialna zabawa, a dzielą ambicje i różne wizje rozwojowe, wraz z ekstremalnie patusiarskimi. Im większy bezwzględny wariat, tym silniejszy strach, znaczenie istotniejsze, więc „klub” mutuje w gang i dobra zabawa zmienia się w ofiar opłakiwanie. Recenzje zawodowej krytyki w tym przypadku chłodne, a ja może w swej ocenie jestem za mało krytyczny, bowiem bardzo lubię ten groove w amerykańskim stylu, to poczucie humoru w raczej mimo luzu poważnym dramacie, a najbardziej to polecam, gdyż moja jedna z najnowszych ulubienic Jodie Comer (przypominam Marguerite de Carrouges w Ostatnim pojedynku) ponownie na ekranie i uwierzcie, znów jest mega zjawiskowa!

wtorek, 21 marca 2017

Loving (2016) - Jeff Nichols




Oparta na autentycznych wydarzeniach historia państwa Loving, mieszanej amerykańskiej pary, która w latach 60-tych popełniając w stanie Wirginia mezalians, naraziła się na szereg prześladowań oraz w finale dzięki zaangażowaniu ambitnych prawników doprowadziła do zmian w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Jednak do zwycięstwa w batalii przeciwko niesprawiedliwości prowadziła bardzo kręta ścieżka, pełna poświęceń i wątpliwości, obaw o sens walki i lęku przed jej reperkusjami. Podjęta ryzykowna gra nie gwarantowała przecież triumfu, a z pewnością miała istotny wpływ na napięcia pomiędzy małżonkami i bezpieczeństwo rodziny w społeczeństwie przesiąkniętym rasowymi podziałami. Zaletą niewątpliwie obrazu jest jego kameralna forma, skupienie się przede wszystkim na opowieści o ludziach, których zwykłe życie komplikuje niezrozumiałe prawo  i cały medialny szum rozpętany wraz z sądową batalią. Niewiele tutaj polityki, a same ideologiczne podłoże sprawy jest tłem w którym odnajdujemy relacje rodzinne, przeżycia wewnętrzne bohaterów i prawdziwą miłość. To stonowany film, można by napisać taki cichy, chwilami może nazbyt subtelny, ale jest w nim paradoksalnie sporo napięcia i krzyk, tam gdzie strach ustawiczny i życie ciągłe w niemej pokorze prowadzi do wyrwania się z bezradności i przeciwstawienie dyskryminacji. W czasach silnej segregacji rasowej, w jednym z najgorętszych miejsc Ameryki, gdzie radykalizmy dotkliwie wrosły w ludzką mentalność.

P.S. Czy tylko mnie powierzchowność i sposób aktorskiej interpretacji Rutt Neggy kojarzył się z naszą Gabriela Muskałą. :)

Drukuj