Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feliks Falk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feliks Falk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2024

Bohater roku (1986) - Feliks Falk

 

Ludwik Danielak reaktywacja, niby Wodzirej 2 ale pod tytułem który nie wzbudza bezpośrednich skojarzeń, jak to jest obecnie w kinie do znużenia praktykowane, gdy niemalże każda kontynuacja to musi być zawsze z numerkiem. Dalsze losy Danielaka po całkiem długim wypadnięciu z branży - powracającego w poniekąd nowej roli, w nowych uwarunkowaniach, ale szukającego wciąż okazji do zdobycia szołbiznesowej chwały. Wiadomo, Wodzirej zrobił furorę i ogromna była też niemal po dekadzie pokusa, by spić ewentualną dodatkową śmietankę z takiego hitu, ale dzisiaj myślę sobie, że jak to zwykle, nic dwa razy się nie zdarza i kiedy oglądam Bohatera roku, to upewniam się w przekonaniu, iż mimo że to dobre kino jest, to niepotrzebnie Falk uległ tej pokusie. Podkreślając iż absolutnie nie jest to film lipny, to jednak do Wodzireja nie podskakuje, a sam Stuhr w manierze Lutka po raz wtóry to najzwyczajniej nudzi, a może i nawet irytuje, bo za dużo jego, a i nic prócz faktu, że Lutek po przejściach to taki Lutek, który już z biegu „świń nie podkłada” i jakby w pełni już świadom, bogatszy o dojrzałą refleksję, staje się postacią jaka będąc trybikiem w świecie siermiężnego peerelowskiego szoł-biznesu, poddaje zachowania moralnej też auto krytyce. Historia w ogóle broni się sama, broniąc się bez atutu skojarzeniowego i mogłaby się obronić, a może nawet zyskać jeszcze bardziej na wartości, gdyby może bez Lutka, albo z kimś na jego podobieństwo, tylko czyniąc postacią pierwszoplanową kogoś innego z szerokiej galerii bohaterów, tutaj akurat drugo i trzecioplanowych – nie wiem, sam nie wiem. Historia mocno z epoki o instrumentalnym traktowaniu człowieka, ale i uniwersalna opowieść w sensie traktowania człowieka instrumentalnie w okolicznościach pełnych politycznie, czy ideologicznie motywowanego cwaniactwa. Sporo tutaj błyskotliwych obserwacji i wspomnianych interesująco zaznaczonych postaci z tła i w tych walorach widzę najmocniejszą stronę auto-sequela Falka – sorki Lutek, sorki Jurek. :)

piątek, 5 kwietnia 2024

Samowolka (1993) - Feliks Falk

 

Absolutny klasyk dla mojego pokolenia, z którego jeszcze cześć poznała (fartło mnie się że ja nie) czym była zasadnicza służba wojskowa i fala na kompanii. Kocenie to jednak wówczas już chyba nie było tym jakiego doświadczali starzy obecnych starych w latach na przykład siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ci wszyscy młodzieńcy którzy dostawali od ojczyzny szansę na stanie się dzięki dyscyplinująco-upadlającemu charakterowi wojskowego drugiego życia prawdziwymi mężczyznami, tracąc przy okazji lekką rączką równe dwa latka z życiorysu. Docieranie królowało, czyli ukazane przez Falka wprost ostre wyżywanie się starszych roczników nad rocznikiem najmłodszym, a w pamięci jako fabuła, bardziej (podkreślam że kultowa jak cholera) telewizyjna nowela (61 minut) niż pełny fabularny wymiar, a jak sam autor uważa, oczywiście żadne artystyczne arcydzieło, tylko film interwencyjny, nie przekraczający granicy doraźności, dydaktyki i na pewno nie ma się w tym przypadku on czego wstydzić. Kopalnia cytatów, w której poza tym na uwagę zasługuje jeszcze obsada, składająca się z samych przyszłych rozpoznawalnym twarzy w polskim kinie, że wymienię rozpoczynając od roli głównej Roberta Gonery, przez drugoplanowe Więckiewicza, Braciaka, Żebrowskiego, Żukowskiego, Suszyńskiego i do tego u progu kariery Renaty Dancewicz i Aleksandry Woźniak. Trzeba przyznać że dopisały nazwiska Falkowi - sypnął nimi mocno i za kasę od TVP nakręcił kawał mięsnej historii. Szanuję!

niedziela, 21 stycznia 2024

Szansa (1979) - Feliks Falk

 

Uprę się iż Falkowi przeważnie doskonale w filmowym wyzwaniu wychodziło, kiedy opowiadał o jednym lub góra jak w tym przypadku myślę dwóch czy nawet trzech równoległych bohaterach zatopionym w skomplikowanej rzeczywistości wielo-aspektowych kontekstów. Mimo że dorobek jednego z najbardziej wyrazistych uczniów Andrzeja Wajdy znam wciąż dokładnie jedynie przez pryzmat tych najgłośniejszych jego produkcji, to sugerując się tak własnym przeświadczeniem, jak i oceną widowni sprowadzoną do wyniesienia nikłej części z obrazów do rangi kinowego przeboju i dla odmiany pod drugiej stronie wahadła usadowienia tytułów które pomimo podobnej wartości obiektywnej szumu jednak nie zdołały wywołać uważam, że człowiek polskiego filmu z Falka to tak samo lekko niespełniony jak i niedoceniony. Nie potrafię do końca tego odbioru powszechnego zrozumieć! Może nie znam najzwyczajniej wszystkich kontekstów jego kariery, natomiast jako ktoś kto dostrzega w tym kinie coś bardzo ciekawego, uważam że dobrze iż przywiązał się do estetyki traktującej o bliskim zwykłemu człowiekowi bohaterze, bo styl pozbawiony artystycznego sznytu mógł spokojnie obejść się tym samym bez stylowych zabiegów, które być może jedynie by odwracały uwagę od meritum, a tym samym sam Falk mógłby tak ciekawie szeroko swoich przemyśleń w bezpośrednie choć absolutnie nie łopatologiczne scenariusze nie przekształcić. To jest też ogromna siła Szansy (oraz jednocześnie niestety jej wada), że tylko jeśli widz oczywiście znający co najmniej elementarnie rzeczywistość tła (państwo socjalistyczne), bez trudu odczuje nie tylko nić empatyczną z bohaterami, ale i odnajdzie metafory odnoszące się do realiów funkcjonowania w surowych warunkach państwa tzw. bloku demoludów. Jest ich tutaj naturalnie sporo, a tkwiące w centrum uwagi reżysera/scenarzysty zainteresowanie szkołą, jej życiem, a dokładnie rywalizacją pomiędzy rozwojem fizycznym, a duchowo-artystycznym, to też kwestia węższa, wprost do urabianego młodego człowieka w takim miejscu umieszczonego się odnosząca, ale i grubsza, bo rzecz jasna jak to w kinie społecznym epoki, również polityczna. Mnogo tu przemyconych sprytnie odniesień do ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej, co z filmu fabularnego jeszcze bardziej czyni rodzaj publicystycznego komentarza do otaczającej rzeczywistości - właśnie z punktu widzenia miejsca i czasu, jak i psychologicznych dyspozycji bohaterów, którzy na swój odmienny sposób dostosowują się do wymogów tychże. Szansa zatem to ciekawy materiał historyczny plus bardzo dobre aktorstwo zawodowców, a dla mnie osobiście poza tym nieco sentymentalnych wspomnień - póki jeszcze człowiek te szkolne rozgrywki sportowe z własnych doświadczeń pamięta. Były emocje, oj były. Bardzo dobra, okazało się wręcz iż brutalnie mocna, tragiczna w finale rzecz o ambicjach nadmiernych, przerastających i toksycznych oraz ich ofiarach, zmontowana według nieprzekombinowanej filozofii, bez żadnych nowoczesnych trików, więc skupiamy się na ludziach i kamera postaci zdaje się wyłącznie uwagą otaczać. Być może obraz rwany, cięty gwałtownie, lecz nie dostrzegam w tym wady, bo stanowi owa asceza tak dowód na nikły budżet realizacyjny oraz cechę istotną reportażowego stylu Falka, z naciskiem na jakość naturalistycznej maniery, z doskonałymi dialogami w pierwszym rzędzie.

P.S. Na marginesie sobie zażartuję, iż Damien Chazelle zanim zrobił Whiplash musiał Szansę oglądać. ;)

piątek, 14 stycznia 2022

Wodzirej (1977) - Feliks Falk

 

Wodzireja ogląda się dzisiaj jako świadectwo historyczne. Rodzaj dokumentu o czasach minionych - co żadnym odkryciem. Spostrzega ikoniczny obraz Feliksa Falka jako wartościowy dziennik z lat nieco mniej siermiężnego PRL-u, ukazujący jednak nadal smutnych ludzi żyjących w skromnych warunkach i akurat dla pozornej równowagi uciekających w objęcia taniej rozrywki serwowanej na balach organizowanych przez zakłady pracy. To raz, dwa natomiast (i tu jest pierwsza noga tematu), to uderzenie w ówczesną branżę rozrywkową, która zapewne z dzisiejszego punktu widzenia wymuszała oczywiście brudne układy, interesowne znajomości (kultowa „cytrynówka” :)), znaczy kumoterstwo, protekcje, ogólnie tzw "plecy" i nawet drobne szantaże, ale ze względu na ilość i jakość oferowanego „pieniądza” nie ma startu do współczesności. Pewnie w kwestii ogólnej niewiele uległo przemianie, ale natężenie, intensyfikacja patologii obciążającej moralny kręgosłup młodych, często zdolnych, wchodzących w branżę jest nieporównywalna. Stąd postać Lutka Danielaka może być rozpatrywana jako archetypiczny przykład, jednakże w takim ujęciu rozwijającego się stanu chorobowego, jak nie przymierzając podążanie za sensacją telewizji z lat dziewięćdziesiątych do tejże obecnej. Chwytający się każdej okazji, łapiący chałturę za chałturą Lutek, to drań uparty. On do wszystkich drzwi zapuka, nie wszystkie od razu otworzy, od wielu się odbije, ale jak nie drzwiami to oknem skubany na salony wbije. Bo karierę i sukces trzeba pazurami wydrapać, a jak nie wydrapać to chociaż wychodzić. Cisnąć ile wlezie, czasem dla wykucia żelaznej determinacji i szczwanego rozumu pobudzenia, odbić się od ściany i wtedy jak nie od frontu to może od zakrystii. Przysługa za przysługę, handelek informacją, intryga, blef itp. itd. Jest też i naturalnie poziom trzeci (konstrukcji noga numer dwa), którą kreacja Jurka Stuhra, wtedy energetycznego młodziaka, grającego według podpowiedzi (patronującego filmowi) Andrzeja Wajdy, gnając na oślep, grając Lutka biegiem, „bo gdyby ten chłopak nie gnał, toby chodził i czasem mógłby się zatrzymać, a gdyby się zatrzymał, toby pomyślał i może wielu rzeczy by nie zrobił, i mógłby być innym, lepszym człowiekiem”. Absolutnie zdominował tym samym Jerzy Stuhr ekran, grając postać Danielaka na pełnym ADHD z takim przekonaniem, autentyzmem żywiołowością, ze człowiek ma wrażenie że ten (uwaga kalam świętości) jednowymiarowy aktor jest w rzeczywistości takim właśnie Danielakiem. To niezwykła naturalność zachowań przemawia za tym przekonaniem, poza i maniera fenomenalnie zinternalizowana, bo jak się okazało sam Stuhr w swoim życiu miał krótki epizod „wodzirejki” i sam w takim środowisku się obracając, kapitalnym okiem bystrego obserwatora wyłapywał charakterystyczne manewry  stosowane przez kolegów „karierowiczów”. Z tego aktorskiego żywiołu i praktycznych obserwacji niepokojących wynaturzeń ówczesnego systemu, pod kontrolą znakomitego reżysera powstał jeden z najsłynniejszych obrazów kina moralnego niepokoju. Tak piszą eksperci, tak widzę to także ja. :)

piątek, 27 października 2017

Komornik (2005) - Feliks Falk




Otwarcie, scena kulminacyjna i już są emocje, już ciśnienie konkretnie zostaje podniesione. Jej główny bohater to jak się zdaje zimny skurwiel, dla którego kasa to religia, która wszelkie skrupuły kruszy z zadziwiającą łatwością. We własnym mniemaniu sumienny pracownik wypełniający swoje urzędowe obowiązki zgodnie z literą prawa, koszący równo jak leci i porządku w papierach skrupulatnie pilnujący, bo „dupochron” być musi. Kurwa jak ja takich typów nienawidzę. Ale dalej jest jeszcze ciekawiej, a sam bohater (skrajnie negatywny jak wspomniałem) zaczyna przechodzić przemianę, bo sumienie się w bydlaku odzywa. Pytanie tylko czy to cud jakiś, że zrządzenia losu do tych przełomowych decyzji go skłaniają. Może on po prostu za słabą rybką w oceanie rekinów, a drapieżniki te przebiegłe dla zabawy spoglądające jak on się wykrwawia to nie ten format i liga, więc odpuszcza, zgody im nie dając na manipulację szantażem? A może on rzeczywiście będąc wykutym w warunkach ciężkiej egzystencji woli porzucić próbę ambitnej identyfikacji z kastą uprzywilejowaną, bo innej konstrukcji mentalnej jego osobowość i teatrzyk z przebierankami zbyt silnie psychikę w dzieciństwie już doświadczoną upokarza? Są w tym weterana Falka spojrzeniu na polską rzeczywistość takie sceny, że z impetem wdeptują mnie w glebę, krusząc wstrząsem serca warstwę ochronną. Ludzie sportretowani bowiem tacy prawdziwi, bez najmniejszej stylizacji, a autentyzm w formule 1:1. Świetną robotą Feliks Falk raczy, w surowym anturażu bez lukru i taniej popeliny, bo to cholernie bezpośredni i wstrząsający dramat z wartościowym przesłaniem i kapitalnym aktorstwem. Jeden z najlepszych filmów pierwszej dekady XXI wieku w naszym rodzimym, nieco prowincjonalnym kinie.

środa, 2 października 2013

Joanna (2010) - Feliks Falk




Od pierwszych kadrów obraz Feliksa Falka wkręca intensywnie w swój pełen artyzmu klimat, wyborną scenografię, grę barw, ale przede wszystkim we wstrząsająco-wzruszajacą historię. Szczególnie, iż będąc ojcem kilkuletniej córki przejmujący wydźwięk ukazanych zdarzeń zaiste dotkliwy. Wojna, poczucie zagrożenia różnobiegunowe postawy wywołuje - bezinteresowna troska równie częsta jak zawiść czy zwykła podłość. Lęk, ból i tęsknota, potrzeba bliskości, mylące pozory, nieufność, ślepe zaangażowanie, lub pospolity brak skrupułów tutaj w tyglu okupacyjnej zawieruchy egzystują. Żadne wzniosłe zasady przetrwać szans się zdaje nie mają, gdy wybór zero-jedynkowy lub życie własne czy bliskich zagrożone. Jednako pomimo dramatu okoliczności finalnie oddanie i heroizm dla jedynie słusznego celu w świecie okrucieństw, człowieczeństwo w postaci pierwotnej przynosi. Poświęciła wszystko i otrzymała wartość największą - miłość dziecka, czystą, nieskażoną dorosłych ludzi skomplikowaną istotą! Głęboko wzruszającą fabułę Falk ukazał - niebanalną, pozbawioną oczywistości i sztucznej egzaltacji, symbolicznie klamrą sceny ostatniej spiętą. Perfekcyjnie emocjonalnie ciepłą i zimną zarazem, porywająco naturalnie i wiarygodnie odegraną. I tylko żal, że obraz ten bez większego echa przeszedł pomimo nagród jakich laureatem. Promocja nowych nazwisk w kinie polskim  zdaje się na margines doświadczonych i nadal płodnych twórców wysyłać, a poszukiwanie na siłę kontrowersji w opowiadanych historiach, te nawiązujące do podstawowych uniwersalnych wartości nieatrakcyjnymi z punktu widzenia przeciętnego zjadacza chleba czyni.

Drukuj