Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maggot Heart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maggot Heart. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 stycznia 2024

Maggot Heart - Mercy Machine (2020)

 

Nie raz, nie dwa, a nawet nie trzy, a wręcz liczby idą śmiało w dwucyfrówkę mnie się akurat zdarzyło, że do nowej nazwy front płyty przyciągnął i uwaga jaką album sobie zaskarbiał w tym pierwszym odruchu naturalnie pochodziła od atrakcyjnej w subiektywnym odczuciu grafiki z koperty. Mercy Machine jest takiej sytuacji znakomitym przykładem i dopiero gdy po pierwszym odtworzeniu krążka nuta mnie nie odrzuciła, to rozpocząłem drążenie tematu i wpadłem na informacje sugerujące związki Maggot Heart z krótko żyjącym i przepoczwarzonym w Grave Pleasures Beastmilk - co zdecydowanie dodało do wizualnej formy graficznej i nieźle wkręcającej nuty dodatkowego smaczku. O tym w sumie przy okazji wydania ostatniej płyty Maggot Heart pisałem, zatem nie widzę powodu aby za każdym razem kiedy temat grupy Panny Olsson będzie u mnie powracał, to powinienem szerzej te konotacje podkreślając, owe jeszcze dodatkowo w szczegółach opisywać. Do rzeczy tym tropem przechodząc, Mercy Machine zdaje się wprost doskonałym (odrobinę już dzisiaj trendziarskim) powrotem do surowego rock'n'rolla, tylko z tym sznytem mrocznego egzystencjalizmu w klimacie też łobuzerki, bowiem zespół wygląda jakby wprost z garażowych początkowych lat osiemdziesiątych pochodził, a dodatkowego smaczku całej otoczce wizualnej dodają też kapitalne obrazki video promujące bodajże dwa najbardziej chwytliwe numery z płyty - mam na myśli Roses oraz Sex Breath. Rdzeniem muzyki jest charakterystycznie dla epoki brzmiący bas, wokół którego w odpowiednio rzężąc pracuje druga gitara, a całość sugeruje tak samo skojarzenia być może teoretycznie się wykluczające z proto punkiem, jak i post punkowym graniem - szczególnie z tym drugim w sensie mrocznej emocjonalności przybliżającej Maggot Heart do zimnej fali, czy nawet poniekąd gotyckiego rocka, a w pierwszym ze względu na wrażenie jakby materiał był zarejestrowany w warunkach garażowych za jednym podejściem na tzw. setkę. Być może Mercy Machine robi pod względem brzmienia wrażenie odpychające, ale w tym niechlujnym z pozoru podejściu do kwestii produkcji tkwi element tak silnie w kontekście współczesnej sceny Maggot Heart odróżniającej. Poza tym wokal Linnéy idealnie współgra z tą garażową surowością, która dodaje kompozycjom odpowiedniego pazura i świetnie też się bilansuje z melodyjnością jaka oczywiście w formule absolutnie nie miałkiej decyduje, że Mercy Machine to album całkiem przebojowy. Aby się przekonać sprawdźcie przede wszystkim wspomniane powyżej single z naciskiem na Roses. 

P.S. Na potrzeby powyższego tekstu podszedłem po dłuższym czasie na dość świeżo do Mercy Machine i przyznaję iż ten wtórny kontakt jeszcze bardziej przekonał mnie do niej, a samą grupę wraz z już wychwalonym na jesień poprzedniego roku Hunger postawił pośród mocnych kandydatów do mojej stałej czołówki. Może jeszcze się lekko waham, ale jestem przekonany iż kolejny długograj zdecyduje już ostatecznie o Maggot Heart losie. :)

niedziela, 19 listopada 2023

Maggot Heart - Hunger (2023)

 


Maggot Heart nie oscylując wprost w klimatach które od razu mogą wzbudzać moje silne zainteresowanie, mieści się jednak w szerokim polu uwagi i przyznaję, iż już przy okazji Mercy Machine (jak widać w archiwum bloga) nieskutecznie zbierałem się do spisania o niej refleksji, to akurat Hunger przelecieć nie opisany nie mógł. Klnę się że zaniedbanie związane z MM szybko wymażę, a teraz sklecę na bieżąco informację zwrotną w temacie Hunger. Intrygujący zaprawdę jest ten pomysł pobudzenia trendu na post punkowe granie z czasów kiedy grało się surowo tak w kontrze do megalomaniackich progresywnych kolosów, jak i poniekąd rozszerzając formułę klasycznego punka o wpływy z różnych innych pochodnych dyscyplin muzycznych, fokusując się szczególnie na klimatach nowej fali i później gotyku. Szczególnie w mym polu zainteresowania Maggot Heart pozostaje z uwagi na powiązania personalne niebezpośrednie, ale jednak ze stanowiącym w mojej ocenie rodzaj zjawiska krótkożywotnym Beastmilk, którego w prostej linii kontynuacją zdaje się naturalnie Grave Pleasures (z którym wokalistka Maggot Heart powiązana już była bezpośrednio), więc można by uznać iż podobnie jako istotny odprysk w tej sytuacji powinien być traktowany Maggot Heart. Chyba że się mylę i coś co czytałem to nie doczytałem lub pomieszałem i zero tutaj pomiędzy obiema formacjami personalnych zależności - nie mam pewności, nie ważne. Muzycznie jednako czuć pokrewieństwo i jak Grave Pleasures od początku trzyma mnie przy sobie, tak najmocniej Maggot Heart dzięki Hunger mnie ze sobą dopiero obecnie wiąże. To kwestia zasadnicza że Hunger oferuje aranżacyjnie znacznie więcej niż Mercy Machine - jest bardziej rozbudowany o uatrakcyjniające instrumentarium (dęciaki w LBD i Archer np.), ale poza tym czuć iż kompozytorsko wbili się na wyższy poziom i numery już nie zlewają się w jedno, a każdy zaczyna stanowić odrębny mikroświat pomysłu, wątków i motywów wzbogacających go o sznyt przebojowy, Nie da się ukryć że magnetyzm tej nuty to charyzma członkiń, a w największym stopniu łobuzerskiej wokalnej ekspresji  Linnéy Olsson oraz charakterystycznie też w brudnych rejestrach ukręconego brzmienia. Hunger jest pozornie prosty, bowiem nagrany przy użyciu ograniczonego jednak instrumentarium i nie opiera się na warsztatowych popisach, a jego siła to zarazem rodzaj prymitywizmu (garażowy, aczkolwiek jak na manierę gęsty sound), poniekąd też noise'owe zgrzyty oraz z innej beczki popowa piosenkowość, oczywiście zatopiona we wspomnianej szorstkiej manierze. Spotkałem określenie death rock przy okazji orientacji w temacie i wcale nie uśmiałem się na nie wpadając, bo absolutnie mimo iż nie jest to pierwszy z brzegu entombed'owy death'n'roll, to klimat mroczny, choć zamiast ekstremalnie stęchłego turpizmu, czuć osobiste przygnębiające odjazdy. Gdybym dopisał jeszcze, że przy całej swojej dołującej atmosferze numery pobudzają do poruszania bioderkami, stanowiąc atrakcyjny dla autsajdera taneczny ekwiwalent hałasu, to czy zaintrygowałem czy ośmieszyłem ten projekt? ;) 

Drukuj