Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Schlesinger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Schlesinger. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2020

Midnight Cowboy / Nocny kowboj (1969) - John Schlesinger




Wówczas, a było to na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych głośny obraz Johna Schlesingera zaliczony został naturalnie do kategorii tych mocno kontrowersyjnych, gdyż tematyka w nim odważna i autentyzm prezentacji rzeczywistości brutalny, bez zawoalowywania czy innego przypudrowywania tu i tam dla uzyskania kategorii szerszą publikę gwarantującej. Rzecz o teksańskim młodzieńcu, który któregoś dnia wyrywa się z prowincji zmierzając na wschód ku nowym wyzwaniom, z nadzieją na zmianę pozbawionego dotychczas perspektyw losu. Motywem przewodnim jego żałosna nowojorska kariera żigolaka - unikając eufemizmów i nawiązując do  bezpośredniego charakteru filmu, po prostu męskiej prostytutki. Śledzimy łańcuch przygnębiających interakcji i splot okoliczności punktujących bez ogródek naiwność przybysza, w zderzeniu z bezwzględną rzeczywistością - spotkanie prowincjonalnej, a nawet wprost wsiowej mentalności z nowojorskim blichtrem, na drugim biegunie środowiskiem kloszardów i w ogólności wielkomiejskim moralnym zepsuciem czasów rozwiązłości. Wielkie miasto wielkich szans, w teorii tylko, bo skądinąd w praktyce wylęgarnia wszelkiej maści odszczepieńców, wykolejeńców czy paranoików. Jak przyjeżdżasz tam nikim i masz do zaoferowania od siebie tyle co innych tysiące goniących za szansą, w poszukiwaniu szczęścia, to niezbyt wysoko możesz mierzyć, a zazwyczaj zostajesz bez litości błyskawicznie pozbawiony jakichkolwiek złudzeń. Mocno psychodeliczny to obraz, szczególnie w tych fragmentach gdzie Schlesinger karmi widza szaleńczo montowanymi fragmentami wspomnień z dzieciństwa pierwszoplanowego cowboya - retrospekcjami będącymi w istocie powracającymi tajemniczymi koszmarami. Z zapadającymi szczególnie w pamięć rolami Jona Voighta i Dustina Hoffmana oraz wykorzystaniem w tle melodyjnie pogodnej i lirycznie melancholijnej piosenki Harry'ego Wilsona oraz charakterystycznego muzycznego motywu przewodniego, przywróconego w nowej aranżacji pamięci przez Faith No More w 1992 roku na albumie Angel Dust. Na pozór Midnight Cowboy to bezduszne spojrzenie na kontrowersyjne zjawisko, w rzeczywistości w przekonaniu reżysera obraz był nie tylko w założeniu opowieścią o nadziei i przyjaźni w gęstych oparach szczerego realizmu i zapewne nawet dla jego twórcy przed pięćdziesięciu laty został zaskakująco szczodrze nominowany i nagrodzony podczas gali oscarowej, stając się obiektywnie, bez względu na zdobyte laury jednym z największych dzieł reżysera kultowego Maratończyka.

środa, 4 grudnia 2019

Marathon Man / Maratończyk (1976) - John Schlesinger




Rzadko ostatnio sięgam głębiej w przeszłość w filmowych poszukiwaniach - robię to z poczucia obowiązku wyłącznie, archiwizując doskonale znane klasyki, lub zrazu kierowany spontanem jedynie sporadycznie odkopując to, co do tej pory było mi nieznane, a z racji szlachetnego pochodzenia obowiązkowo powinno być przyswojone. Akurat w przypadku Maratończyka sytuacja jest trudna do jednoznacznego przyporządkowania, bowiem tytuł oczywiście nieobcy i gdzieś lata temu obejrzany, ale wówczas nie byłem z pewnością odpowiednio przygotowany, by jego zalety właściwie i w pełni docenić. To też korzystając z uprzejmości telewizji publicznej i czasowej własnej dyspozycyjności (o zgrozo, nudziłem się), kilka dni temu z odpowiedniej dojrzałej perspektywy seans Maratończyka w końcu zaliczyłem. Już sama introdukcja jest z rodzaju tych w pamięć mocno zapadających i sugestywnie w tematykę wprowadzająca, zatem zupełnie inaczej patrząc na wstęp do Maratończyka, tym razem doceniam sposób wglądu (wówczas w roku 1976) w tematykę bezpośrednio powiązaną z nazizmem. Stosunkowo jeszcze na świeżo temat holocaustu był spostrzegany, bowiem akcja rozgrywająca się w zaledwie trzydzieści lat po zakończeniu II wojny Światowej, pozwalała w centrum postawić bohaterów, którzy z autopsji poznali czym były i jaki ślad pozostawiły prześladowania narodu żydowskiego. John Schlesinger zrobił surowe i dosadne kino, z gatunku dramatu sensacyjnego o wyrazistym politycznym fundamencie, w którym echa względnie niedalekiej przeszłości decydują o jego istocie. Ponadto intrygujący i dobrze rozpisany dramatycznie scenariusz trzyma widza w permanentnym napięciu, a mroczny klimat korzystający z siły oddziaływania suspensu oraz wielotorowa mozolna narracja, która dla dobra wybornego efektu nie ściga się z wątkami sensacyjnymi, tworzą ten charakterystyczny duszny wymiar, współkreowany też dzięki muzyce Michaela Smalla. To kino dla cierpliwych i kino dla wymagających - bez taniego efekciarstwa skupione na rozwijaniu wątków opartych na skomplikowanej tajemnicy i bolesnych zaszłościach. Kino ambitne, ale kino też bezpretensjonalne, prawdziwa filmowa sztuka idealnie godząca ważny temat, realizm ekspozycji i ekspresywność emocji ze świetnym aktorskim warsztatem - bo trudno po projekcji nie być pod wrażeniem kreacji wiecznie młodego Dustina Hoffmana, zawsze wyrazistego Roy'a Scheidera i wreszcie, legendarnego Laurence'a Oliviera.

Drukuj