Anton Corbijn to jest ktoś! Nawet kiedy jego styl opowiadania sporą grupę widzów może wręcz zanudzić i oni tym samym zawiedzeni, że seans wymęczyć musieli, niezbyt pozytywnie przysłużyć się promocji są gotowi, zawsze może liczyć na wierną publikę, która w atmosferze skupienia jaką zawsze jest w stanie skutecznie na ekran przenieść się lubuje. Wchodzi gość fabularnie w buty biograficzne i buty thrillerowe, z powodzeniem też w dokumencie muzycznym się odnajduje i robi w tych gatunkach doskonałe filmy swoje i po swojemu. To zaś cecha tylko twórców wybitnych, aby korzystając ze stylistycznych szablonów zbudować atmosferę immanentną i od razu rozpoznawalną, kojarzącą się z konkretnym z imienia i nazwiska twórcą. Nie jest to w przypadku Holendra może poziom artystyczny taki jak WIELKIEGO Paula Thomasa Andersona, ale ten sam poziom autonomii reżyserskiej i często bardzo bliski jeśli chodzi o finałowe efekty. Ja przynajmniej dotychczasowe prace twórcy filmowej biografii Iana Curtisa łykam na bieżąco bez popity i tylko do Amerykanina długo się przekonywałem, bo lawina nieprzychylnych recenzji nawet mnie potrafiła skutecznie odstraszyć. To jest tak, iż po seansie nie miałem już wątpliwości, one jedynie skutkiem wertowania netu przed się pojawiały i stąd opóźniona znacznie premierowa projekcja nastąpiła. Dzięki reżyserskiej wnikliwości z niezłego jak myślę tylko scenariusza, powstał znakomity portret psychologiczny, mam jednak sceptyczne nastawienie do głównej kreacji i zastanawiam się czy w tej wyciszonej roli Clooney akurat sprawdził się równie dobrze, jak tam gdzie mógł dać się ponieść dynamice wpisanej w charakter postaci. Myślę iż konieczność zatrudnienia intensywnie eksploatowanej gwiazdy, nie musiała się wiązać z takim oczywistym przez pryzmat urody wyborem, aby finalnie cechy charakterystyczne jej aktorstwa kłóciły się może z potrzebami roli, a tylko fizyczne walory świadczyły na korzyść. Mam więc takie drobne pretensje i wyrażam swoją obiekcję, upierając się że mógł to zagrać ktoś inny, bo Clooney jako introwertyczny zabójca, to jednak szkoda dla obrazu. Być może to tylko mój problem i niewielu poza mną obecność "twarzy" Clooney'a w kontekście roli przeszkadza. Nie chodzi też o brak sympatii, bo tak samo na przykład Seana Connery'ego jako aktora szanuję, ale nie w każdej roli go widziałem. Tak spostrzegam warsztat Clooney'a, iż on jest dobry, ale nie wszędzie musi pasować. Tyle o nim, więcej już tylko o właściwościach samej produkcji. Klimat, znaczy atmosfera, sposób narracji, opowiadania historii i w końcu sama historia, czyli fabuła. Niezły w zasadzie w większości milczący portret psychologiczny i aura jaka powiązana z sennym włoskim miasteczkiem. Fiat Tempra i skutery w uliczkach, pomiędzy uroczymi kamieniczkami. Jakiś sekret w człowieku, jego względnie otoczona tajemnicą profesja i presja z którą ona powiązana. Zlecenie, znaczy robota do wykonania i chyba też mimo wszystko rozterki, a przede wszystkim tęsknota za innym życiem i spełnieniem naturalnej potrzeby latami tłumionej. Nie jest to szczyt scenariuszowych możliwości i melodramatyczny kontekst w nim zawarty nieco banalnością trąca, ale ogólnie ma swój czar, a między wierszami największy to ta Włoszka której doskonałości fizycznej nie ma się co dziwić, że taki nawet przeprzystojny podobno Clooney ulega. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anton Corbijn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anton Corbijn. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 kwietnia 2022
środa, 4 września 2019
Control (2007) - Anton Corbijn
Z dużą dozą empatii i wydatnym ładunkiem artyzmu, w czarno-białej konwencji ze świetnym użytkowym warsztatem aktorskim
oraz korzystając z wnikliwego psychologicznego spojrzenia wraz z bogactwem poruszającej emocjonalności sportretował Anton Corbijn postać lidera Joy
Division. Bujającego w obłokach wiecznego chłopca, wyobcowanego samotnika z
wrażliwą duszą, ale równolegle w tym samym ciele i osobowości obdarzonego zaskarbiającą sympatię fanów charyzmą sceniczną. Zafiksowanego
buntownika stworzonego dla idei nie dla spraw przyziemnych związanych z prozą
życia. Może uciekającego od sztancy, ale jednak egocentryka, lub używając
określenia usprawiedliwiającego zachowania przez pryzmat wieku, zwyczajnie niedojrzałego
do roli męża i ojca. Niedostosowanego do okoliczności, nieprzygotowanego do
podołania kluczowym powinnościom związanym z konsekwencjami dokonanych wyborów -
w praktyce bez szans na z sukcesem pogodzenie obowiązków gwiazdy muzycznej
kontrkultury i głowy rodziny. Człowieka słabego mentalnie, w dodatku
nieodpornego na pokusy, więc siłą reperkusji zawieszonego w uczuciach
pomiędzy dwiema kobietami. Z poczuciem winy i bez silnej woli jako postać
żałosna z góry skazana na miotanie się w wyniszczającej walce pomiędzy głosem
sumienia, a porywem serca. Ponadto nie bez istotnego znaczenia na tragiczne
koleje losu cierpiącego jeszcze na epilepsje i stany lękowe, będące (jakby tutaj
zapewne ekspert od dolegliwości duszy robiąc mądrą minę dodał) pochodną
permanentnego przygnębienia w prostej drodze do samobójstwa. Debiut reżyserski zasłużonego dla branży teledyskowej Corbijna, to w głównym wątku wyrosły na przekonaniu iż "przeszłość jest częścią przyszłości, a teraźniejszość jest poza kontrolą" intymny portret postaci tragicznej, ale też ponadto
zważywszy na kontekst całkiem wnikliwa, choć snuta pomiędzy wierszami analiza
ówczesnej kontrkultury, paradoksalnie aspirującej do roli trendu dominującego czy
stanowiącej naturalnie probierz nastrojów ówczesnej brytyjskiej młodzieży. W
atmosferze buntu nie wyłącznie przeciw konserwatywnemu światu rodziców, ale
przede wszystkim w atmosferze przewrotu, w kontrze do z jednej strony wygładzonej
estetycznie, pozbawionej kompletnie pazura scenie progresywnej i z drugiej
zjadającego błyskawicznie swój ogon punk rocka. Rewolta punkowa i idącą z nią w
parze nowa fala, bardziej refleksyjna, mocno poetycka, introwertyczna i mniej
krzykliwa ale jednocześnie równie autodestrukcyjna i zdecydowanie znacznie bardziej mroczna, jako atrakcyjna
alternatywa. Ukształtowana na gruzach punka, ale i z inspiracji twórczością Dawida Bowiego,
dzisiejszej legendy popkultury, a wtedy ugruntowującej status ikony, zdobywającej coraz szerzej posłuch osobnej gwiazdy
szeroko rozumianej alternatywy, rozkochanej w łamaniu wszelkich nie tylko
muzycznych konwenansów. Z brytyjskich robotniczych dzielnic, z szarych
blokowisk o ograniczonych perspektywach wyrosła ta manifestacja młodzieńczej
naiwności i poetyckiej wrażliwości, dla zwiększenia siły przekazu głęboko
zainfekowanej surowością formy dźwiękowej i w warstwie lirycznej filozoficznym egzystencjalizmem. Zrodzona wraz z Ianem Curtisem, rozwinięta już bez niego - zeszła niemal całkiem na margines w zaledwie dekadę później.
P.S. Obiecałem sobie
kiedyś że o Control napisze dopiero kiedy zapoznam się z książkową biografią Joy Division. Ale nie mam zamiaru już na to czekać do emerytury, biorąc pod
uwagę stosunek tego co mam do przeczytania do czasu wolnego jaki posiadam do zagospodarowania.
piątek, 24 sierpnia 2018
Life (2015) - Anton Corbijn (2015) - Anton Corbijn
Leniwe(a), to dobre słowa określające tempo i
specyfikę opowiadania tej autentycznej historii, w której w głównych rolach
aktor plus fotograf i ich nie tylko zawodowe pozy. Na tapecie początek
krótkiej, ale intensywnej kariery Jamesa Deana oczami Antona Corbijna (Control,
A Most Wanted Man). W jego spostrzeganiu fragment biografii ikony staje się
liryczną przypowiastką o poszukiwaniu rzeczywistej duszy w człowieku stającym u
progu sukcesu. Autentycznej natury postaci, która nawiasem mówiąc absolutnie
nie jest przygotowana mentalnie do uniesienia całego ciężaru ze sławą
związanego. Dennis i James spędzili ze sobą niewiele czasu, w tym te kluczowe
kilka dni na rodzinnej farmie Deana w Indianie. Zdążyli się poznać i to od
skrywanej strony, przez między innymi wzgląd na kulturowe i mentalne
uwarunkowania miejsca i osobowości najbliższych członków rodziny Deana. Zawarli
w pewnym sensie niepisaną umowę, która im obydwu w karierze pomogła i z
perspektywy czasu stanowiła istotny impuls w jej rozkręceniu. W kultowych fotografiach
Stocka na których uwiecznił nie tylko wizualnie przyciągającą uwagę postać
aspirującą do roli idola ówczesnej młodzieży, ale w głównej mierze zdołał
zawrzeć w nich prawdę o zagubionym dzieciaku, w którym traumy z dzieciństwa
wyryły potworne bruzdy w sensie nadwrażliwości. Tutaj akurat widzę wadę filmu
Corbijna, który w odbiorze całościowym jest doskonałym przykładem kina, w jakim
głęboko między wierszami istota zostaje zawarta, a kapitalnie dobrana warstwa
muzyczna genialnie ją ubarwia sugerując przymykanie oczu na te
"drobne" niedoskonałości. Mianowicie uważam, że tak jak Dennis Stock
dotarł do sedna osobowości Deana, tak mam wrażenie, że Anton Corbijn dał się
nieco zwieść pozorom i niedostatecznie też zainspirował tego, od którego tak
wiele tutaj zależało, do wspięcia się na wyżyny aktorskie. Niemniej jednak Life
obejrzałem z ogromną przyjemnością, z równie dużym zainteresowaniem i bez
większego oporu dałem się wciągnąć w zbudowany klimat, odczuwając po seansie
rodzaj błogiego stanu wyciszenia - za co należą się brawa przede wszystkim
doskonałemu kreatorowi sennej atmosfery (jakim Anton Corbijn), która w jego
autorskiej formule paradoksalnie na pewno mnie nie usypia.
P.S. Powyżej wyraźnie problem
zasugerowałem, lecz celowo uniknąłem jednoznaczności w postrzeganiu wartości
warsztatowej kreacji Dane DeHaana, gdyż wcielając się w postać Deana dał
widzowi tyle samo powodów do zadowolenia jak i do poczucia rozczarowania. Mierzi
w niej pewne przerysowanie, ale i jednocześnie przyciąga trudno definiowalny
urok. Niby jest w tej nonszalancji i manieryzmie oficjalny wizerunek Deana, ale
czy jest w nim prawda o nim samym? Naprawdę trudno mi jednoznacznie zbudować
opinię w tej kwestii, stąd te rozważania powędrowały na margines, być może do
czasu aż nabiorę większej pewności, by jednoznacznie się wypowiedzieć.
piątek, 21 listopada 2014
A Most Wanted Man / Bardzo poszukiwany człowiek (2014) - Anton Corbijn
Tematyka już od lat aktualna, miast schodzić na plan
dalszy ona niebezpodstawnie coraz bardziej trwoży opinię publiczną. Intensywność rozwoju radykalnych
islamskich postaw coraz większym zagrożeniem już nie wyłącznie poza Europą, ale
i w obrębie tych krajów, gdzie polityka względnie otwartych drzwi dla emigracji
z bliskiego wschodu dziś zaczyna odbijać się czkawką. Nie ma co błaznować,
udawać, że jakakolwiek pełna asymilacja w ramach państw laickich jest możliwa,
kiedy mentalność muzułmanów niedojrzała, a postawy w większości roszczeniowe.
Frustracja narasta, a wdzięczność za nowe życie w miarę bezpiecznych
okolicznościach przegrywa z subiektywnym poczuciem odrzucenia czy odizolowania.
Pojawiają się wtedy ci, co pranie mózgu zrobić skutecznie potrafią i dla własnych
partykularnych interesów krew innych bez wahania przeleją. Walka trwa w
najlepsze, w teatrze tych zmagań wielu bezimiennych bohaterów, a motywacje i
pozorna przynależność do określonych barw nie zawsze taka oczywista. To już na
tyle skomplikowane, że proste rozwiązania, szablonowe interpretacje wyjątkowo
nietrafne. Kto wróg, kto przyjaciel niewielu jest w stanie odróżnić. Gdzieś tam
poza zasięgiem są ci, co złem wcielonym mogą by nazywani, ci co zarówno tych
sfrustrowanych jak i bezinteresownie szlachetnych wykorzystują. Z nimi główny
bohater obrazu pośrednio rywalizuje, taki otyły przeciętniak, znaczy się typ
mózgowca w nieatrakcyjnym ciele. Żaden spektakularny, pięknolicy, wyrzeźbiony
na obraz Apolla, agent 007, tylko prawdziwy tajniak z krwi i kości, co swoje
życie w pełni pracy zawodowej poświęca, a motywacją nie luksusowe fury i
atrakcyjne babki, tylko pasja i rodzaj powołania. Bo ta robota jak obraz Corbija
pozbawiona szałowych fajerwerków, które miejsca w rzeczywistości ustępują
żmudnej, konsekwentnie prowadzonej pracy operacyjnej - z istotą głęboko
zakamuflowaną pod grubą warstwą domysłów. Dzięki między innymi autorowi
powieści na podstawie której A Most Wanted Man został kapitalnie przez Antona
Corbija zrealizowany otrzymałem wyborne inteligentne kino z fascynującą
tajemnicą, nieprzeszarżowaną psychologią i kluczowym wątkiem poddającym w
wątpliwość pozorne osądy. Uczynić ten świat choć odrobinę bezpieczniejszym
miejscem to sztuka nie lada trudna, szczególnie, że liczba graczy na planszy
coraz większa, a ich i interesy osobiste/grupowe zawsze nadrzędne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



