Slapstickowe, futurystyczne, z początku kariery oryginalne nawet jeśli poniekąd zapożyczane kino Allena. Jedna z pierwszych i od razu skutecznych allenowych prób w branży zabłyśnięcia i patyczak tutaj taki uroczo smarkaty, czyli Woody jeszcze bardziej energiczny, jeszcze bardziej w swoim dowcipie dosadnie błyskotliwy i nie biorący jeńców w kwestii poglądów polityczno-społecznych, które ze swadą (czytaj płynnością i potoczystością) krytykował, bo się z nimi maksymalnie świadomie nie zgadzał, ale robił bekę nie tylko z konserwy żeby może było dla równowagi, a może bardziej, że z prawej czy lewej skrajności kupa śmiechu. Allen aktorsko wyborny, popisowy wręcz choreograficznie i nawet jeśli oglądany obecnie, to charakterystycznymi pozami z dzisiejszej perspektywy niezaskakujący, to mimo to bezdyskusyjnie genialnie sugestywnie porywający. Temat hibernacji, około "co by było, gdyby się w przyszłości obudziło?" temat oklepany, ale w tym przypadku bardzo jakiś i bardzo zapadający w pamięć, rzekłbym wybijający się spośród konkurencji. Allenowska bardzo mało dosłowna popularno-naukowa, w sensie mega umowna, maksymalnie zdystansowana i przekozaczna tym samym (orgazmotron) komedia/satyra, zrealizowana po taniości lecz z pomysłem dekoracyjnym, więc plastycznie za bardzo nie miało się tutaj co zestarzeć, skoro już wtedy wyglądało z założenia groteskowo. Ponadto dla odmiany świetny poważny też materiał do analizy historycznej, bowiem sporo powyżej podkreślonych i w fundamencie scenariusza przemyconych odniesień do amerykańskiej ówczesności i pod warstwą satyrycznej swobody błyskotliwej analizy, jak i wreszcie co podpowiada opis z plakatu fajny, bo przekomarzający się z widzem romansik. Bowiem najbardziej to Diane Keaton przecudna, osobowościowo i fizycznie zniewalająca. Przecudo przeuroczo się złoszczące - taką uwielbiam i teraz sobie uświadomiłem, że przed mi najdroższą Carey Mulligan z Inside Llewyn Davis tylko Diane na pierwszym stopniu pudła do zakochania mógłbym postawić. :)
czwartek, 5 września 2024
niedziela, 25 lutego 2024
Coup de Chance / Niewierni w Paryżu (2023) - Woody Allen
Banalny zbieg okoliczności, jako sprężyna tematu dla kolejnej uroczej, lecz kręconej na zasadzie odbijania od sztancy historyjki allenowskiej, bez akurat już przewrotnej mocy sprzed lat. Kiedyś to dla Allena nie było problemu, by z fundamentu niczego wyjątkowego uczynić finezyjną porcję refleksji z doskonałym poczuciem humoru. Tu dodał pikanterii, tu błyskotliwości, a tu przypudrował i w efekcie powstawały filmowe nowele jakie oglądało się z ciekawością, choć wiadomo było, że Allen dla hecy prostotę pokomplikuje, ale i z niej wyciśnie soki i doda aromatu całości porywającą jazzująco-swingującą nutą oraz jako przerywnik lub równie istotne jak scenariusz cudowne okoliczności przyrody, a przede wszystkim architektury pod oczko podsunie. One tutaj wszystkie są, lecz ich siła oddziaływania raczej znikoma, mimo że casting sprawia, iż na przykład estetycznie można się poczuć zaspokojonym. Zazwyczaj oferowane szerokie pole do interpretacji wątków i motywów, to też cecha Niewiernych w Paryżu - z pytaniem, do czego można się posunąć, aby uniknąć straty kobiety-trofeum? Czy można zapewnić sobie uczucie kobiety, pozbywając się potajemnie zagrażającej mu alternatywy? Także o ironii, przypadku, czy łucie szczęścia Allen po swojemu „medytuje”! Jego biedny bohater pisarzyna myślał, że ironia przyniosła mu farta, a tu mąż zdradzony, mąż z możliwościami, jednak rozegrał sprawę koncertowo. :)
środa, 16 listopada 2022
Rifkin's Festival / Hiszpański romans (2020) - Woody Allen
Nie gra Woody ale tak tworzy postać Morta Rifkina, jakby on sam grał i aktywuje ten myk nie pierwszy raz. Wykorzystuje też w scenariuszu "nadęte pieprzenie" kinowych twórców, ambitnych artystowskich hochsztaplerów, współczesnych cudownych dzieciaków, a dokładnie ich wybujałe nawiązania do wielkich twórców kina europejskiego - do największych nowej fali Godarda, Truffauta i Buñuela, z obowiązkowym oczywiście lansem na Bergmanie i Fellinim. Jednak to tylko tło, scena, ale ten drugi plan pomocny do zbudowania dobrego intelektualnego kontekstu i artystycznej dekoracji, a plan pierwszy i clou programu, to ponownie miłość i relacje w związkach. Psychologiczna analiza z wykorzystaniem dyżurnego u Allena słowa neuroza i innych takich podobnych, na kozetce robiących furorę. Allen kręci to samo, tak samo i kończy tymi samymi od lat puentami, a mimo wszystko nawet w wieku wówczas 84 lat czuć w tym pasję, niewyczerpaną póki co.
czwartek, 13 października 2022
Shadows and Fog / Cień we mgle (1991) - Woody Allen
Woody skaczący po inspiracjach i próbujący robić to, co go w kinie zafascynowało po swojemu, czyli z intelektualną przekorą i warsztatowym przymrużeniem oka. Shadows and Fog, to czarno-biała perełka w dorobku Allena, tytuł który akurat zaskakująco mało jest rozpoznawalny, niczym jednak myślę nie ustępuje najlepszym w jego dorobku. Oczarowuje w nim sprawna realizacja wizualna nawiązująca klimatem do niemieckiego ekspresjonizmu (patrz. Nosferatu, symfonia grozy i Gabinet Doktora Caligari) i także treścią do kafkowskiego Procesu, ale jak to u Allena bywa także uwodzicielskim wręcz aktorstwem person z pierwszego szeregu, które udział w jego filmach spostrzegają nierzadko jako nagrodę. Wątek Procesu to gruba analityczna sprawa, lecz ja myślę że Woody puszcza tu swoje sarkastyczno-ironiczne oczko także do bardziej popkulturowej spuścizny i czy to Kuba rozpruwacz i luźna improwizacja wokół wątku morderstw prostytutek, czy do klimatu Frankensteina i próby medycznego zrozumienia fenomenu życia i umysłu skażonego szaleństwem, to wychodzi mu to niezgorsza. Jest też cyrk i charakterystyczny dla tradycji tejże rozrywki uśmiech makabrycznej groteski. Nie ma jednak w tym lęku, bowiem jest przede wszystkim immanentny dla każdej produkcji Allena intelektualizm artystyczny i czerpanie motywów z gatunkowych klisz ubranych właśnie w charakterystyczny dla Pana Patyczaka dialogowy zgiełk i pastiszowy komizm. Ponadto scenariusz z tak zabawną jak przecząca stereotypom banalną, lecz dla smaczku paradoksalnie błyskotliwą, bo też o obyczajowym kontekście puentą. Innymi słowy Woody składa hołd tradycji kinowej zupełnie tą tradycję podporządkowując wymyślonej przez siebie formule inteligentnej niepowagi. A narzędziem w jego ręku same wielkie nazwiska aktorstwa i szoł biznesu.
wtorek, 11 października 2022
Stardust Memories / Wspomnienia z gwiezdnego pyłu (1980) - Woody Allen
Nowojorskie jazz(ikowe) klimaty z wciąż jeszcze początków, jak się miało okazać gigantycznej, bo wieloletniej i wieloprodukcyjnej kariery Allana Stewarta Konigsberga. Takie dzisiaj fascynujące przez swoją wówczas dość oryginalnie odważną formę, jak i przez pryzmat całej filmografii reżysera, szczególnie tej nie zawsze poważnej i niemal zawsze powielającej uparcie schemat. Można oczywiście rzec, iż to szczwanie groteskowe kino, uwypuklające doskonale przywary gwiazdorskiej popularności i szaleństwa rozpętywanego wokół celebryctwa, ale też kino fantastycznie sfotografowane, bo te twarze, te ich zbliżenia oprócz magii intelektualnego słowotoku, to równie istotna urzekająca strona Wspomnień. Scenariusz jednak sprawia wrażenie nieco chaotycznego, jakby przerastającego motywacje i aspiracje twórcy, a dialogi intelektualnie naspeedowane i potraktowane zamaszyście nieposkromioną artystyczną manierą, stawiają tą próbę zmierzenia się z tematem sensu życia w kategoriach nazbyt jednak grubymi nićmi szytej pretensjonalności. Mimo wszystko Wspomnienia posiadają aktorski atut oraz wizualny wdzięk, który pozwala mu wiele wybaczyć i ja wybaczam, a wręcz być może doszukuje się w nim więcej niż mi realnie zaoferował.
P.S. Bardziej świadomi piszą że to hołd dla Felliniego i ja się z tym świadomie zgodzę tylko wówczas, gdy odważę się końcu Felliniego odkrywać. Póki co zgodzę się, bo nie wypada się kłócić z kimś o tą fundamentalną wiedzę mądrzejszym, a tym bardziej z Allenem, który sam stwierdził, że cały film jest dyskusją z 8 1/2.
środa, 28 września 2022
September / Wrzesień (1987) - Woody Allen
Diane Keaton i Dianne Wiest, to prócz oczywiście Mii Farrow największe muzy Woody'ego, tu dwie ostatnie w głównych rolach. Wrzesień jak wrzesień jest liryczny i przegadany, bowiem nawijają w poszerzonym o przyjaciół rodzinnym ogólnie towarzystwie o przemijaniu i budują w międzyczasie teoretycznie jedną, a w praktyce drugą przyszłość na miarę swoich możliwości, czyniąc to w obowiązkowo intelektualnie emocjonalnym tonie. Wrzesień jest o związkach i dla wieku odpowiednich relacjach. Rozgrywa się w jednym domu, w ograniczonym do ostatnich dni lata czasie, zatem warunki ekspozycji tworzą klimat sztuki scenicznej wystawionej jednak w anturażu filmowym. Sącza drinki, kostkarka do lodu nie nadąża, smakują herbatkę i wzmacniają się kawusią. Wpadają w nostalgiczne klimaty, poddają się niby niewinnym, w starym stylu romantycznym miłosnym uniesieniom. Deliberują filozoficznie, ale i otwierają rozdziały swojego życia prowokowani do rozgrzebywania i roztrząsania własnych historii życiowych. Wreszcie bardzo indywidualnie i egocentrycznie przepracowują traumy i wszystko w okoliczności sprzedaży rodzinnej posiadłości, przy akompaniamencie pianina i saksofonu, z udziałem fachowego aktorstwa. Niby niewiele, a pod kierownictwem reżyserskim Woody'ego tak wiele i tak bardzo charakterystycznie.
poniedziałek, 29 sierpnia 2022
Cassandra's Dream / Sen Kasandry (2007) - Woody Allen
Nie całkiem allenowska historia - precyzyjniej nie w pełni formuła jaką Allen przez lata preferował. Bardzo w tym przypadku brytyjska oczywiście, bowiem obsada potrafi zdziałać nawet więcej, niż charakterystyczne dla ziemi anglosaskiej lokacje. Zagrane jest to z biglem i w pełni naturalnie, bo młodych wówczas Ewana McGregora i Colina Farrella, niewątpliwie aktorsko utalentowanymi sukinkotami można nazywać. Oglądałem i odczuwałem iż jest w tym maniera Mike'a Leigh (Sekrety i kłamstwa) i pewnie jeszcze kilku brytyjskich mistrzów gatunku, bowiem rys dramatyczny ponad standardowo komediowy charakter został wyeksponowany. Oczywiście trudno by wiedząc kto za tym stoi, w autorstwo Allena nie uwierzyć, gdyż (uwaga zmieniam front) pomysł na motyw kulminacyjny i zarazem właściwy zakręt dla tej historii, to pomysł który bezdyskusyjnie mógł urodzić się w umyśle rozpoznawalnego od czołówki reżysera. Rodzina lojalność, młodość, szansa by złapać okazję na lepsze życie i warunek, który kompletnie zmienia sytuację i zdecydowanie może przemodelować dalsze życiowe losy. Bicie się z myślami, trochę stawiania pod ścianą i konfrontacja zdrowego rozsądku, moralności i z drugiej strony otwartych drzwi do bardziej obiecującej niż typowo powielającej rodzinne schematy egzystencji. Kilka ciekawych zmiennych i deliberacja, w mimo wszystko rozrywkowej jednak formule o wartościach. Kapitalna rozkmina poczucia winy, wrażliwości vs. osobowości pozbawionej skrupułów, bowiem nastawionej na ślepą realizacje celu. Jeden slaby drugi twardy a finał o zgrozo, banalnie he he zaskakujący. Rok 2005 (Match Point) i 2007 właśnie, w twórczym życiu Woody’ego uznaję za rewelacyjny. :)
wtorek, 23 sierpnia 2022
Match Point / Wszystko gra (2005) - Woody Allen
Londyński romans z kryminalnym finałem i historia opleciona błyskotliwie wokół tematu farta. W czepku urodzony młodzieniec, któremu sprzyjające zbiegi okoliczności otwierają te najważniejsze drzwi. Za nimi bogactwo, wysoki status towarzyski i intelektualne przyjemności. Bo w trakcie korzystania tej opowieści zachłystujemy się młodością, okresem wyborów podczas decydującego o niemal wszystkim startu w dorosłość. Liczy się pasja, romantyzm, namiętność - gdzieś na marginesie tymczasem ląduje dojrzałość. Przegrywa racjonalizm, bo z nim to kiedy zmysły szaleją z góry (he he) przegrana sprawa. Choć można próbować zjeść ciastko i mieć ciastko, lecz jak widać na załączonym filmowym obrazku nie ma co nadużywać przychylności farta!
P.S. Jak tu nie kochać Woody’ego i nie wzdychać do Scarlett? Zresztą do Emily nie mniej. :)
czwartek, 14 kwietnia 2022
Another Woman / Inna kobieta (1988) - Woody Allen
Przenikliwy Woody Allen, ale w tym przypadku maksymalnie poważny, bez charakterystycznego poczucia humoru. Tematycznie nie odbijający od kwestii psychologicznych relacji dalej niż zwykle, lecz poddający je tym razem bardziej dramatycznej wiwisekcji. Terapeutyczny dramatyzm przejmuje dominację, ale jest w nim też jakaś liryczna poświata, która ratuje go przed pełnym emfazy hiperintelektualizmem. Broni się dzięki temu przed zakalcowym charakterem, choć nie ma mowy aby osoba uczulona na przegadane sceny i uwznioślone treści uznała, że podczas seansu doskonale się bawiła. To akurat (jeśli mogę tak napisać) taki Allen almodovarowy - oczywiście pozbawiony tej kolorowej, fikuśnej scenografii wprost z obrazów hiszpańskiego mistrza. Ale tak widzę naturę Innej kobiety, jako bardzo wnikliwą, chwilami zbyt ofensywnie filozoficzną, jednakże też równie mocno rozgrzebującą problemy, których pozostawienie w spokoju wyrządziłoby mniej szkody. Wrażliwi intelektualiści jednak nie potrafią inaczej. :)
środa, 29 września 2021
Deconstructing Harry / Przejrzeć Harry'ego (1997) - Woody Allen
Koncertowe aktorstwo (o jakie zaskoczenie) i nawijka kapitalna (o jakie jeszcze większe), nie tylko w otwierającym dialogu Judy Davis z Allenem. Fenomenalnie (przysięgam nie kituje) jest to napisane i tak samo zagrane. Petarda normalnie – czapka z głowy, ukłon szacunku do kolan. Na wysokich obrotach, z kopem obśmianie wszystkiego co zasługuje na drwinę. Inteligentnie i błyskotliwie o małżeństwie, ogólnie związkach damsko-męskich i komplikujących wszystko na potęgę boczniakach. O tradycji, konserwatyzmie i religijnych pierdołach. Nawet o psychoterapii w kozetkowej formule z właściwą autoironiczną brawurą. Abstrakcyjnie i bez hamulców, lecz wciąż z genialnym wyczuciem materii i dogłębną znajomością zjawisk. Jak piszą Ci co zęby zjedli na Bergmanie, Allen pod wpływem arcymistrza, korzystający z natchnienia płynącego podczas pewnie niejednokrotnego seansu Tam gdzie rosną poziomki. Dekonstrukcja level master. Ja to chyba kocham. Ja skanduję głośno oklaski. :)
poniedziałek, 27 września 2021
Manhattan Murder Mystery / Tajemnica morderstwa na Manhattanie (1993) - Woody Allen
A to ci dopiero gratka. Raz obsada, czyli znakomita w allenowskich komediodramatach Diane Keaton oraz w
istotnej drugoplanowej roli kultowy Sokole oko, czyli Alan Alda. Dwa sam Woody
Allen (uwaga zaskoczenie ;)) grający neurotyka i zabawiający się konwencją kryminału. Zatem na papierze potencjał na duże
oczekiwania, a w praktyce, hm… jego rzecz jasna wyborna realizacja! Poza tym dobrze tutaj dość
oczywiste manewry operatorskie grają. Szablony mające na celu podkreślać
wyraziście i nieco żartobliwie quasi kryminalne napięcie. Ogólnie sporo grubych
Hitchockowskich odniesień, z przymrużeniem oka (jak tu u Pana Patyczaka) serwowanych
i dodatkowo milutko powiązanych z zabawną historią miłosną. Ale numer jeden i
koło zamachowe wszystkiego to wspomniana Diane Keaton. Brawurowo odgrywająca hm…
siebie - siebie u Allena. No co będę ględził i owijał w bawełnę. Ubawiłem się setnie.
Thanks Diane, thanks Woody.
P.S. Scena z lustrami dobra designerska robota, ale scena z kartami to już bomba. :)
poniedziałek, 23 sierpnia 2021
Radio Days / Złote czasy radia (1987) - Woody Allen
O charakterze wdzięcznego mitu autobiograficzna opowieść. Luźno oparta o wspomnienia z dzieciństwa Allana Konigsberga. Z urokliwą dopieszczoną scenografią, w każdym ogóle i też w szczególe genialnie zrealizowana. Może akurat (co w jego filmach jest stałą) nie tak fascynująca na poziomie wielkich emocji, ale fantastycznie wciągająca w swoją lekką, aczkolwiek niepozbawioną błyskotliwych poważnych wtrętów formułę. Z kapitalnym, obowiązkowo na autorski sposób przerysowanym ironicznym poczuciem humoru i równie zabawnie przestylizowanymi aktorskimi kreacjami. A w tle przełomowe wydarzenia historyczne i standardy muzyczne z epoki. Czarująca ścieżka dźwiękowa do zupełnie innego niż współczesne dorastania. Radio w nim jako medium wokół którego codzienność była opleciona. Barwne życie powszednie i niepowszednie bohatera, ale i całego stada wujków i cioć, osobliwych postaci sąsiadów i wszystkich tych, którzy gdzieś przez młode życie Allana Stewarta (realizując własne ścieżki) się przewinęli. Woody Allen potrafi bawić się w takie ciepłe, nostalgiczne kino, a to jest jeden z najlepszych w jego karierze na to przekonanie dowodów. Bez względu na to ile w tym całym beztroskim micie czystej prawdy.
niedziela, 14 marca 2021
Hollywood Ending / Koniec z Hollywood (2002) - Woody Allen
W cyklu Allen wieczorem poprawia mi humor. Polepsza samopoczucie w dniu bez większych radości i mniejszych trosk - dobra, tym razem tylko próbuje. Stara się uczynić mniej pochmurnym farsą swego autorstwa, czyli na ekranie Koniec z Hollywood z 2002-ego roku. Wszystkie cechy kina allenowskiego ona zawiera, lecz w porównaniu do najlepszych wypada bardziej blado, bo wyrazistości (mogę być odosobniony w tym sądzie) zabrakło. Poziom satysfakcjonujący oczywiście zachowany, bo postaci osobliwie żywe i aktorstwo na poziomie odpowiednio wysoko zawieszonej poprzeczki. Do tego ta jeszcze bardziej niż zazwyczaj wyjątkowo groteskowa postać grana przez Allena i aż sam się dziwię że mam jakieś ale, kiedy w sumie potknięć na tyle istotnych brak wcale. :) A jednak coś mi tu nie zażarło tak jak zazwyczaj żażreć potrafi. Te gagi nie zabawiają seryjnie i tylko kilka fragmentów jest w stanie na zawołanie wyrwać z letargu. Chodzi właśnie o to, że jest tak płasko, jakby mistrz wypśtykał się ze swady na rzecz lekkiej żenady. Może tylko mega ucieszny jest fakt, że udało mu się znaleźć klona Stanisława Mikulskiego, który nie gra tutaj Hansa Klossa. Ale on o tym nie wie, a ja mu o tym nie powiem, bo przecież jakbym zadzwonił to by mi nie dał dojść do głosu. Jak to on.
P.S. Też nie znosicie wady wymowy aktorki Leoni, a lubicie patrzeć na walory urody aktorek Thiessen i Messing?
czwartek, 11 marca 2021
Mighty Aphrodite / Jej wysokość Afrodyta (1995) - Woody Allen
Każdy w zasadzie film Allena, to
bardziej rozbudowana nowela niż pełnowymiarowa fabularna produkcja. Raz bo czas
(90 minut z hakiem lub czasem nawet mniej), dwa (właściwe) bo historie przez
niego pisane, to oczywiście błyskotliwe, jednak dość luźno, a nawet chaotycznie
kręcone opowiastki. To jest jego styl, który mimo, że Allen gustuje przecież w dziełach
kompletnych Bergmana i literackich wzorach Tennesseego Williamsa, to sam w
pewnym sensie idzie ścieżką przeczącą swoim wzorom. Miewał oczywiście próby
śmiertelnie poważnie dramatyczne, ale jak sam twierdzi były to rzeczy nie do
końca właściwie przez widza zrozumiałe i w żadnym stopniu dorównujące dziełom
wybitnym. Albo jest tak skromny, albo ja mu wierzę bo jest przekonujący. :) Faktem
jednak niezaprzeczalnym jest to, iż Allen najlepiej wypada wtedy, gdy poczucie
humoru w jego filmach rządzi, a lawinowo narastające skomplikowanie sytuacji
problematycznych przybiera formy groteskowej obsesji. Jej wysokość Afrodyta
może nie jest numerem jeden w jego filmografii, ale jest doskonałym przykładem
tego co powyżej próbuje w miarę możliwości jasno wyłuszczyć. Historia
adopcyjnego rodzica znajdującego biologiczną matkę swojego przysposobionego
syna, która oto (zaskoczenie ;)) okazuje się osobliwym skrzyżowaniem irytującej
powierzchowności z mega atrakcyjną fizycznością i osobowością z ukrytym
potencjałem, jest doskonałym przykładem pomysłu z głębią i z fantastycznym
poczuciem humoru sprzedaną. Nawiązując ze swadą do antycznego teatru, greckiej tragedii fenomenalnie rozpracowuje Allen pojęcie konsekwencji świadomych decyzji. Robi to zwyczajnie fajnie. :)
P.S. „Zrozumieć ścieżki serca - życie jest ironią”.
środa, 18 listopada 2020
You Will Meet a Tall Dark Stranger / Poznasz przystojnego bruneta (2010) - Woody Allen
Tym razem londyńskie klimaty. Klimaty z brytyjskimi, ale i również dla równowagi i zabawy jankeskimi aktorami. W klasycznej (a jakżeby cholera inaczej), sygnowanej pseudonimem Allana Stewarta formule operetkowa tragifarsa. Z ironicznym przesłaniem owiniętym w lekko pretensjonalną formę. Dowcipna, wartościowa i przede wszystkim cholernie nośna. Ogląda się ją bowiem znakomicie, z lekkością i gracją tracąc prawie półtorej godziny życia. A o czym tym razem ona? O „boczniakach”, o mniej lub bardziej z wielorakich powodów zaangażowanych romansach - z wykorzystaną znakomicie przez pryzmat allenowskiego stylu aluzją do banalnego stwierdzenia „zróbmy sobie przerwę”. Przełomy, kryzysy - załamania i wiatru w żagle ponownie nabranie - itp. itd. Allen kręci te swoje krótkie filmy, które przypominają sztuki teatralne. Nie całkiem poważne dramaty sceniczne, osadzone w lokacjach nie ograniczonych wyłącznie do teatralnych desek. Kręci je w zasadzie za każdym razem tak samo. A widzowie na nie czekają. Widzowie się nimi podniecają. Rozumiem ich! :)
środa, 11 listopada 2020
Melinda and Melinda / Melinda i Melinda (2004) - Woody Allen
Dwie naprzemiennie opowiadane historie w jednym filmie. Dokładnie różne wizje scenarzystów, tudzież dramatopisarzy - wychodzi chyba na to samo? ;) Dwa odmienne spojrzenia na losy jednej postaci - ta z gruntu oraz z finałem komediowa i ta równolegle dramatyczna. Zaiste całkiem ciekawe, zaiste nawet pozbawione większego banału i na poziomie dialogów jak można było w ciemno stawiać kapitalnie rozpisane. Jednak w pełnym wymiarze i w porównaniu do największych dzieł pogrążonego niemal na okrągło w twórczej pracy Allena wyszło przeciętnie. Nie wszystkie tym razem gwiazdy zaangażowane to najwyższa pólka, a ciężar robienia show oprócz sprawnie kreującej dwie role Radhy Mitchell, oczywiście w swoim stylu przyjmuje Will Ferrell. Cóż chciał mi dzięki tej przypowiastce Woody Allen powiedzieć, to chyba dość jasne. Życie plecie i przeplata, w życiu na ogół zawsze trochę zimy, odrobinę jesieni, także sporo wiosny i też lata. Najwięcej jednak w kształtowaniu naszego losu ma ma do powiedzenia, punkt widzenia.





.jpg)
.jpg)












