Czy ja mam się z No Code przeprosić, czy nadal traktować czwarty krążek Veddera i ziomków jako pierwszy z tych które może nie zapowiadały od razu katastrofy, ale na dobre zamknęły im wszystkim i następnym, następnym i następnym drogę do najgłębszej głębi mojego serca, tam gdzie debiut, dwójka na stałe zamieszkały, a trójka się tuż przed progiem usadowiła i trochę też swoją nogę w drzwiach do dzisiaj trzyma. Nie raz dawałem bezpośrednio lub pośrednio do zrozumienia, a w domyśle że nawet Metallica tak wcześniej się zasadniczo dla mnie nie skończyła, jak Pearl Jam przestał wywierać wrażenie wystarczające, aby przy nich pozostać i próbować się chociaż fragmentarycznie cieszyć kolejnymi powstającymi materiałami, szczególnie gdy w ostatnich latach jakieś światełko nadziej gdzieś w tym tunelu beznadziei jednak migotało, a finalnie okazało się iż była to tylko ułuda. No Code pamiętam akurat dość wyraźnie i najbardziej przez pryzmat totalnie balladowego Off he Goes, które posiadało ten melodyjny wabik chwytliwy, choć w zupełnie jednak w innej formule brzmieniowej niż na ikonicznych płytach Pearl Jamowych. Tak też podobnie okazuje się mam dzisiaj, że praktycznie tylko wymieniony mnie rusza, a reszta indeksów nie posiada jakiegokolwiek waloru jaki im mógłby zapewnić moją większą przychylność, niż tylko być może na siłę doszukiwanie się w nich kompozytorsko-aranżacyjnych smaczków, bo są raczej bezkształtne, rozmyte i charakteru pozbawione. Smuty straszne najczęściej, jakieś pseudo folkowe akcenty miałkie, a kiedy nieco bardziej energetyczne granie się wbija, to ta energia i ten w niej ładunek eksplozywny jakby nie mógł się wydostać, uwolnić z niewidzialnego pola siłowego. Jakbym miał jeszcze którykolwiek numer pod groźbą wybatożenia na plus wyróżnić, to jeszcze w panice postawiłbym na Present Tense, który w innej konfiguracji towarzyskiej, zapewne na Vitalogy najbardziej, dużo lepiej by wypadł - się odnalazł. To Przecież akurat dobry numer, bardziej niż przyzwoity i teraz kiedy akurat jego finałowy fragment przepływa między słuchawkami, to mam ochotę jego uznać za najlepsze co No Code się w zestawie trzynastu kawałków przydarzyło. Zapewniam zatem że się póki co, a wręcz nie ma mowy bym kiedykolwiek z No Code się przeprosił - w czym utwierdzają mnie już ostatecznie dwa zamykające płytę koszmarki.
niedziela, 26 stycznia 2025
wtorek, 23 kwietnia 2024
Pearl Jam - Dark Matter (2024)
Jak się okazuję są w naturze, a w samej rzeczy w sferze muzyki rockowej pewne niezmienne i jedną z nich okazuje się prawidłowość, że od lat na krążkach jednej z legend Seattle, precyzyjnie tej najbardziej paradoksalnie twórczej, bo systematycznie od zarania nagrywającej, są numery fajne, takie czasem nawet budzące nadzieję na ciekawe nowe otwarcie i kompozycje albo wprost miałkie, lub standardy bez większej ikry, poprawne, można by je nazwać po prostu wypełniaczami, przez co całość jest naturalnie nierówna, często niespójna i o litości znowu nie spełniająca (w moim przekonaniu - proszę powstrzymać bunty!) pokładanej uparcie, bez uzasadnienia jak się okazuje nadziei. Niczym zatem szczególnym także Dark Matter się na tle dyskografii najnowszej nie wyróżnia i gdyby nie wciąż doskonały, mimo iż lekko już "zmonotonniały" głos Eddie'go Veddera, to przyjemność z odsłuchu byłaby niska, a tak wokalnie się wystarczająco fajnie wszystko spina, choć nie ma przecież mowy (podkreślam!) aby tak jak niegdyś jego tembr i emocjonalne frazy szarpały, a tylko technicznie jest równo, czysto i bardzo ok w standardach wysokich - jednakże w sumie (podkreślam ponownie!) też nudziarsko przewidywalnych. Może powinienem w tym miejscu wyszczególnić te co lepsze kawałki i przy każdym dodatkowe oklaski w formie emotikony umieścić, przez co jasno dałbym do zrozumienia który z kierunków mi bardziej odpowiada, ale nie uczynię tego, zawłaszcza dlatego, że ja cierpliwość straciłem myślę ostatecznie, więc przez wzgląd na niemal kompletny brak wyrozumiałości nie chcę przedłużać, a i po co konkretnie mam chwalić, jeśli zaraz poczuje potrzebę ganienia i obowiązek w tej sytuacji wymieniania rzeczy dla statusu legendy godzących w tenże. Zatem w jednym zdaniu na zamkniecie tematu - Dark Matter jest poprawny, zdatny jak woda fachowo przefiltrowana do korzystania, a ja w temacie formy twórczej Pearl Jam po jego sprawdzeniu nie zmieniam w zasadzie zdania, nie będąc już spragniony.
niedziela, 21 lutego 2021
Pearl Jam - Vitalogy (1994)
piątek, 3 kwietnia 2020
Pearl Jam - Gigaton (2020)
środa, 26 lutego 2014
Pearl Jam - Vs. (1993)
sobota, 19 października 2013
Pearl Jam - Lightning Bolt (2013)
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Pearl Jam - Ten (1991)
P.S. Wiem - na szczęście nie tylko popkulturą dzisiejsze małolaty żyją, underground więcej pozytywnej energii ma do zaoferowania.






