Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyprian T. Olencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyprian T. Olencki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2025

Druga Furioza (2025) - Cyprian T. Olencki

 


Furioza druga, część pierwsza, połowa otwierająca, czyli idzie Cyprian zamykając oczy na jakość, za ciosem! Monetyzuje potencjał na wysokie stężenie hajpu w wielu skrajnych środowiskach. Od kibolskiej braci czy naziolków, po ekstremalnie teoretycznie, a realnie praktycznie smarkaczy w podstawówkach. Żaden to złośliwy wysryw moralizujący, tylko banalna diagnoza sytuacji. Wzniośle epicko, w konwencji teledyskowej o „fajnym chuligaństwie” - braterstwie zadymiarzy, niby z kodeksem niepodważalnym, który w atmosferze pokusy kasy, można przecież złamać. Czuję jak patrzę, że to pierwsze to bardziej niż niezłe było, a to drugie to nie bardzo nieźle niestety. Jakieś nędzne popłuczyny raczej, sztucznością, pozorantką dla efektu wątpliwego napędzane. Teledyskowe, chaotycznie nieczytelne (retrospekcje dzikie), nie skupione na czymś więcej prócz dymanej dla potrzeb kasy wartości braterskiej. Wendety sceny, motywowane (chcieliby) honorem, a realnie chciwością i ambicją władzy. Druga Furioza w pierwszej połowie nawet częściowo nie kopie tak skutecznie jak pierwsza. Może jakby pierwszej nie było to od biedy druga by smyrnęła. Jakby się świetnie aktorzy nie spinali, nie udźwigną, taki to k**** paradoksalnie pusty na otwarcie ciężar. Rozbujała się Furia-Furioza jednak od połowy, złapała rytm, a wątek miłosny jaki się pojawił potrzepał solidnie wiecie, całkiem całkiem. Lepiej późno nic wcale, wydmuszka zamieniła się we wciąż dzikie, ale i zupełnie nie jałowe emocjonalnie i psychologicznie kino, ze scenami miłosnej namiętności - w tym jednej z nich, w rytm numeru w którym lepiej wypada Ania Leon niż Krzysiek Zalewski. Łobuz pospolity z gangsterskimi zapędami, czy nazywając sytuację wprost, psychol na koksie z pozbawionymi skrupułów ambicjami, kocha przecież najmocniej i uderzając z pozycji pospolitej chuliganko-gangsterki (za mocny na stadionowe rozróby, za słaby na gigantów z tradycjami i dostępem do karteli) dostaje ostateczną lekcję pokory. Druga połowa Furiozy Drugiej obija nery w odróżnieniu od pierwszej konkretnie i wywołuje silne emocje, nie musząc wstydzić się swojej jakości, a aktorska porządna sztuka, wreszcie dostaje wsparcie w postaci nie tylko naspeedowanej dynamiki, ale wreszcie i sensu, czy koncepcji z czymś powyżej taniego, stereotypowego efekciarstwa – patrz szczególnie ten myk, gdy z teoretycznie antybohatera zrobić dla hajpu bohatera/wzorzec i na koniec uczynić go przestrogą, a z wroga wpierw szaleńca, a finalnie tego bardziej honorowego i rozsądniejszego. Podzieliłem jak się okazało podświadomie celnie, te prawie trzy godziny z początku polepionych podłej jakości klejem scen na dwa podejścia. Przy pierwszym przysypiałem, więc przy drugim (idealnie wyczułem granicę) towarzyszyła mi zasmażona kaszanka, aby zająć umysł czymś aromatycznie ciekawszym. Okazało się jak widać, że niepotrzebnie, bo w sumie kaszankę wciągnąłem, jednak bardziej niż delektując się jej walorami smakowymi, gapiłem się w ekran jak zahipnotyzowany. Obejrzałem podsumowując, film z tej kategorii, która a owszem wyrządza dużo szkód, ale też niesie ze sobą przestrogę i to Furiozę usprawiedliwia. Najlepiej gdyby jednak nie trwała aż tak długo i naturalnie zawężona została, do tej znacznie jakości wyższej.

wtorek, 12 kwietnia 2022

Furioza (2021) - Cyprian T. Olencki

 

Podsumowując od razu, to ewidentne, że dla gówniarzy będzie to film, który w dosłowny sposób im zaimponuje i doda plus sporo do poczucia bycia w ich mniemaniu prawdziwym mężczyzną. Dla naładowanych wyłącznie testosteronem troglodytów także będzie filmem instruktażowym i w ogóle wysoko notowanym tematem w "towarzystwie". Zupełnie inaczej odbiorą go ci, którzy prócz oferowanych szczodrze fizycznych objawów własnej pewności siebie (co się kurwa lampisz?), dysponują też potencjałem na świadome racjonalne i krytyczne spostrzeganie rzeczywistości i oni "dokopią" się tutaj do sedna, bo Furioza nie jest li tylko prostackim perfidnym zbijaniem kasy na patologicznych sytuacjach, które miast promować, powinno się wszelkimi dostępnymi narzędziami zwalczać i chociażby w przestrzeni szeroko rozumianej kultury piętnować. Poza tym to konkretnie nakręcone, mocne, a nawet naturalnie brutalne kino, oparte na dynamice akcji i stale podbijanym poziomie adrenaliny, które mimo kilku warsztatowych zalet, chyba przez nie do końca uporządkowaną jednak narrację, nie wciąga jakby ambicje miało (wierciłem się na kanapie, a robaków nie mam). Doskonale zagrane (ale tylko role główne, naturszczycy jak naturszczycy robili swoje), bo trzeba przyznać robota castingowa w aktorskim środowisku zawodowym znakomicie została wykonana i ryje "znanych i lubianych" kapitalnie obrobione, aby strona wizualna była wiarygodna ("wydziarany" henną Damięcki bardzo dobry i cieszę się że nie tak groteskowy jak Gierszał w Najmro). Obejrzałem z niemałym zainteresowaniem i bez poczucia niesmaku jakiego mogłem się spodziewać, ale nie wiem czy to dobrze, że w tych dzikusach ludzi zauważyłem oraz tą braterską więzią się wzruszyć pozwoliłem? Dostrzegłem mimo to przede wszystkim takich wojowników z mocno poharatanymi psychikami, którzy powinni się jednak w średniowieczu urodzić, by w tych znacznie mniej cywilizowanych czasach rozwiązywać konflikty zupełnie wówczas niewyróżniającym się napierdalaniem białą bronią. Dzisiaj to patusowe wszystko przez ziomalstwo, poczucie wspólnoty i mentalność stadną, ale także chciwość i zwyczajne wysysane z ekranów smartfonów od dzieciństwa zamiłowanie do przemocy.

Drukuj