Recka pół roku spóźniona, jednak postawa moja wobec nowego albumu Brytyjczyków wydaje się w dużej części usprawiedliwiona, gdyż po zapoznaniu się przed trzema laty z ich debiutem w większą euforię nie popadałem, a to że zaznajomić się szerzej z ich biografią obiecałem sobie, w niepamięci szybko zatonęło. Nie trudno więc o wniosek jasny, że formacja na marginesie moich fascynacji tkwiła i gdyby nie przypadek, to w All That Divides wtajemniczyłbym się jeszcze później, lub nawet i wcale. Dwójka w dorobku Black Peaks okazuje się logicznym rozwinięciem pomysłów z debiutu, a one zaś oscylowały wokół inspiracji płynących ze sceny metal core'owej. Tyle że jak większość kapel tego grzęznącego od dłuższego czasu w marazmie nurtu stawia wyłącznie na agresję, rozmiękczaną piosenkowymi refrenami, tak wyspiarze zdają się nieco bardziej przychylnym okiem spoglądać w stronę form eksplorujących nagie emocje, przez co bliżej im do deftonowskiej melancholii, niż na przykład bezpośredniej chwytliwości Killswitch Engage. Inkorporują do swojego hałasu oczywiście sporo schematów, ale też nie stronią w miarę własnych, jeszcze nie rzucających na kolana aranżerskich możliwości od zarzucania monotonii na rzecz odważnego wjeżdżania na mniej utwardzone grunty. Obwąchują się młodzianie z progresją, czy nawet w przypadku takiego Eternal Light i Slow Seas szukają urozmaicenia w postaci mastodonowego rozedrgania i czynią to może jeszcze nierówno, ale z pewnością obiecująco. Myślę że drzwi do większej rozpoznawalności nie są przed nimi zamknięte, szczególnie że w tej ich rozkrzyczanej twórczości jest coś hipnotyzującego, a bardziej ambitnej młodej konkurencji w gatunku obecnie nie dostrzegam, więc dla wyposzczonego fana etosu przestrzennego metal core'a jest to całkiem interesująca propozycja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Peaks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Peaks. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 maja 2019
środa, 27 kwietnia 2016
Black Peaks - Statues (2016)
Piszę o tych gościach praktycznie nic o nich nie
wiedząc, znaczy nie wiem skąd przybyli, dokąd w swych muzycznych eksploracjach zamierzają się udać, dlaczego
grają i robią to w taki właśnie sposób, itd. itp. Nie orientuję się, bo
nie zlustrowałem ich w necie, może z braku czasu (zalatany jestem), a może z lenistwa. Pewnie
wkrótce przeprowadzę odpowiedni "research", jednak teraz analiza i wnioskowanie zostaną
przeprowadzone wyłącznie na podstawie przesłuchanego materiału muzycznego.
Zakładam, że Statues to ich debiut, a poznałem go za sprawą przypadkowej rekomendacji jaka się napatoczyła niedawno. Krążek promowany aż trzema kompozycjami ubranymi
w obrazki, które na odpowiednich platformach internetowych hulały zanim pełny
album ujrzał światło dzienne. Glass Built Castles, Savoiur i Crooks podobne do
siebie w kwestii formalnej, jednak względnie zachowujące własną indywidualną
tożsamość i technicznie nie pozwalające mieć jakichkolwiek uwag ani pretensji.
Zaś same dźwięki płynące są relatywnie intrygujące, umiejscowione na przecięciu
chwytliwych harmonii i nieco chaotycznej, aczkolwiek widowiskowej technicznej
ekwilibrystyki. Skojarzeń kilka, a na czele postawiłbym The Dillinger Escape
Plan wespół z Protest the Hero oraz po części Deftones i Mastodon – z tych
znanych i umownie oczywiście wzbudzających poczucie zbieżności stylistycznej.
Przyznaje się, że po początkowym intensywnym zainteresowaniu wspominanymi
klipami, po odpaleniu pełnego longa mój entuzjazm ostygł na tyle, że szybko do
kolejnych odsłuchów nie przystępowałem. Jak już w końcu wtórny i dalsze
kontakty z Statues nastąpiły, to te pozostałe numery także zaczęły odpowiednio
kleić się do moich uszu. Kompozycje tworzone przez Black Peaks nie są
jednakowoż żadnym objawieniem na scenie, bo niestety dosyć często rażą
aranżacyjną niefrasobliwością, drażnią zbędnym (sztuka dla sztuki) chaosem
graniczącym z jazgotliwym ujadaniem (tu prym wiodą wokale) oraz przynudzają
znanymi środkami ekspresji dosyć kwadratowo formowanymi. Żeby być jednak w
pełni uczciwym i oddać młodzieńcom (na takich wyglądają :)) sprawiedliwość to
czuć w tym co grają w miarę spory potencjał i pasję ogromną, a to cechy, które
troskliwie pielęgnowane i wspierane zdobywanym na bieżąco doświadczeniem i
obyciem dają wiarygodną nadzieję na żwawe wspinanie się po kolejnych
szczeblach. Rokują dobrze, więc będę ich niewątpliwie uważnie obserwował - przynajmniej do kolejnej płyty. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

