Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Wheatley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Wheatley. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2026

Normal (2025) - Ben Wheatley

 

Po pierwsze podzielam zaskoczenie i podziw, iż Bob Odenkirk w wieku już mocno zaawansowanym stał się przekonującym bohaterem kina akcji (ach ta charyzma, ważniejsza niż doEbany tors :)) i mimo że raczej szerszym zazwyczaj łukiem omijam produkcje z mordobiciami w roli głównej i tylko okazja była spotkać się z trailerami filmów, gdzie on obecnie obija agresorom zakapiorskie mordy, to kiedy pojawił się Fargo-podobny poniekąd zwiastun Normal i jeszcze odkryłem, że to film w którym kierowniczą na planie rolę odgrywa Ben Wheatley (pamiętam i bardzo dobrze wspominam jego High Rise), nie zwlekałem i jak tylko Normal wpadł w program multipleksowych premier ruszyłem by sprawdzić, czy to z pozoru mało intelektualne „dzieło” pod względem przede wszystkim widowiskowej przekorności daje radę. Donoszę że w kategorii "bracia Cohenowie kręcą z Quentinem Tarantino", czyli łączą klimaty osobliwych postaci z krwawymi rozróbami i rozstrzygnięciami, jest to strzał centralnie w nos. Odnosząc się do klasycznych kreatorów kinowej rozrywki, gdzie czarny humor, groteska, farsa, cudowna rozpierducha odgrywają kluczowe rolę, a tegoż przymrużenia oczu uczestnikami wyraziści i rzecz jasna uzbrojeni po zęby bohaterowie, Normal mnie kupił bez dyskusji. Tym bardziej (doceniam absurdalną wyobraźnię :)), iż w jego wydaniu postaciami których flaki rozbryzgują się na ścianach i lądują na ulicach, obeznani z używaniem gnatów przyjaźnie uśmiechnięci mieszkańcy z pozoru sennego, sympatycznego miasteczka. Między innymi poczciwa dziewiarka, hardy typ ze sklepu żelaznego, pogodny (chyba?) listonosz oraz oczywiście policyjna sekcja porządkowa i władza stanowcza - wszyscy jak jeden mąż skorumpowani, we wspólnotowym interesie przeciwko samotnemu tymczasowemu szeryfowi, z małym jedynie wsparciem, stającemu do ostatecznego starcia, w obliczu niewiarygodnej kolaboracji wymienionych, z trwogę samą nazwą wywołującą Yakuzą. Chwalę obsadę i pomysł, lecz nie popadam jednak w nadzwyczajny entuzjazm, bo wiem że prócz doskonałej realizacji (wybuchy, strzelaniny, walki wręcz), Normal nie ma nic więcej, bądź niewiele więcej do zaoferowania, gdyż jedynie powiela schematy - szeryfa da się polubić, jest po przejściach i ma żelazne zasady, a scenariusz trzyma się kręgosłupa widowiskowej akcji i owinięty zostaje przede wszystkim wokół czytelnej osi walki uczciwości z zachłannością. Aczkolwiek (powinienem uczciwie zauważyć) podnosi też w tle aspekt izolacji, pozostawienia prowincjonalnych dziur na pastwę losu. Zatem jak ktoś ma potrzebę zgłębiania tego polityczno-ekonomiczno-społecznego wątku, to odnajdzie tu to "niewiele więcej". :)

piątek, 20 maja 2016

High-Rise (2015) - Ben Wheatley




Wyzwanie teraz przede mną, znaczy jak to, co zobaczyłem zebrać do kupy, jak zinterpretować zgodnie z własną teorią, z założeniami Bena Wheatleya oraz J.G. Ballarda twórcy powieści, która to fundamentem scenariusza. Niełatwe zadanie, gdyż treść skomplikowana, pełna symboliki i odjazdów futurystycznych, a wnioski nasuwające się mało optymistyczne. Rzecz rozgrywa się w jednej zamkniętej przestrzeni betonowego kolosa, w złożonym ale jednak mikrokosmosie, a jej wydźwięk o rozbudowanej naturze psychologiczno-socjologicznej. O kompleksowym charakterze i szerokim kontekście, taki mini model naszego współczesnego świata. Tutaj rewolucja w wieżowcu, czyli Che Guevara na plakacie w jednym z mieszkań i S.O.S. Abby w intrygującej interpretacji, taka parafraza walki klas chwilowo obracającej w pył funkcjonującą drabinę społeczną. Na szczycie ustroju dobrobyt prowadzący wprost do totalnego zepsucia, zatracenia w hedonizmie i egoizmie. Chaos rozkładu moralnego, upadku zasad współżycia społecznego, przygnębiające natężenie psychoz i narcyzmu skrajnego. Wspiąć się na wyżyny by spaść skacząc lub zostając strąconym - brutalnie roztrzaskać się staczając się do poziomu absolutnego prymitywizmu, prymatu instynktu przetrwania fizycznego. Pytanie kluczowe o koszty rewolty, o cenę utraty kontroli, zatracenia się w przesycie i arogancji. Nie w pełni po jednokrotnym seansie jeszcze High-Rise przeze mnie odkryty, nadal w pewnych aspektach tajemniczy i przede wszystkim cholernie frapujący. Ta intelektualna schiza obecna jak i przede wszystkim wykorzystana formuła jeden klasyczny trop mi wskazuje. To niczym współczesna wariacja na temat twórczości Kubricka z naciskiem na Mechaniczną pomarańczę i Lśnienie. Treść, przesłanie i w szczególności ten sznyt stylistyczny, scenografia łącząca lata siedemdziesiąte z modernizmem, oraz muzyka klasyczna w monumentalnym wydaniu. Osobliwe niewątpliwie to przeżycie – wizualna rozpusta, manifest lustrujący mechanizmy kapitalizmu, wiwisekcja w nim ludzkich zachowań. Przenikliwa analiza – dzieło skończone na lata do rozkminiania!

Drukuj