Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Espinosa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Espinosa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Life (2017) - Daniel Espinosa




Jak jeszcze pamiętam (a jest to wspomnienie z rodzaju tych nie bardzo przyjemnych, zatem próbuje je wyprzeć ze świadomości), nie popisał się Daniel Espinosa przy okazji poprzedniej produkcji. Systemem Child 44 po naszemu dystrybutor „tajemniczo” ją ochrzcił, a udział świetnych warsztatowo (przede wszystkim płci brzydkiej aktorów), jakby się oni nie starali, niestety nie uratował.  Stąd nie rwałem do kina by sprawdzić pędem jak tym razem gwiazda pierwszego formatu w osobie Jake’a Gyllenhaale’a odnalazła się pod przywództwem reżyserkim Espinosy. Poczekałem kilka miesięcy i już w wersji ze świetnym lektorem odleciałem w przestrzeń kosmiczną, tym razem w konwencji naukowego science fiction. I tutaj mogę postawić kropkę, gdyż niewiele się spodziewając niby wróżka przewidziałem, iż z żadnym istotnym dziełem nie będę miał do czynienia. Według mnie to taka średnia bajunia, dla miłośników gatunku może rzecz godna zainteresowania, myślę jednak że większej kariery w popkulturze to pełzające po stacji kosmicznej coś nie zrobi.

P.S. Ok, z powyższego tekstu niewiele merytorycznie wynika i mocno ignorancją od autora śmierdzi, zatem tytułem odrzucenia oskarżenia o uprzedzenia donoszę. Są w Life sceny w nieważkości, które fajnie wyglądają, szczególnie gdy kamera wiruje pośród pływających bohaterów. Reszta ujęć swoją widowiskowością nieźle (naciągany komplement) współgra z rozkminianą tajemnicą życia pozaziemskiego w fabule zawartą, wpisując się odtwórczo w klasyczną konwencję gatunku. Obcy byt masę problemów nastręcza - wymyka się spod kontroli to oślizgłe coś, a bohaterska załoga stacji orbitalnej walczy zaciekle o przetrwanie, bo nie może dopuścić aby istota z Marsa Ziemię zainfekowała. Czy ofiarni naukowcy uratują cywilizację, ha ha ha - czy będzie dla niej jeszcze nadzieja? :)

wtorek, 28 lipca 2015

Child 44 / System (2015) - Daniel Espinosa




Dosyć sporo nieprzychylnych opinii wraz z premierą obrazu Daniela Espinosy po sieci się obiło i absolutnie one w mojej wyobraźni nie korespondowały z kapitalną obsadą i intrygującym tematem. Stąd jak tylko pojawiła się okazja by opinie innych z własnym oglądem rzeczywistości skonfrontować, natychmiast czas na seans wygospodarowałem. Teraz bogatszy w wiedzę z autopsji pochodzącą ośmielam się własną recenzję, nieskalaną sugestiami z netu pochodzącymi przedstawić. Jak wspomniałem głównym powodem mojego zainteresowania Child 44 była obsada, z legendarnym już Garym Oldmanem i za kilka lat pewnie pod względem prestiżu mu dorównującym Tomem Hardy. Dodatkowo sama historia osadzona w czasach schyłkowej epoki stalinizmu szansę dawała na produkcję, która przykuje uwagę i wrażenie na dłuższy okres po sobie pozostawi. Trudno zatem posądzać mnie o pozbawione entuzjazmu nastawienie - więcej ja wszelką racjonalną krytykę z miejsca odrzucałem, mimo iż zdawałem sobie sprawę z zagrożenia jakim sytuacja kiedy obraz o realiach radzieckich jest kręcony przez hollywoodzką machinę. Niestety zapału by trzymać się wyobrażeń starczyło mi jedynie do połowy, czyli do momentu kiedy przestałem żyć marzeniami, a zacząłem twardo stąpać i racjonalnie, bez emocji spostrzegać efekt pracy Espinosy. Mój entuzjazm sromotnie przegrał z empirią i kazał przyznać, iż z dużej chmury niestety tylko mżawka spłynęła. Bo oto zamiast mocnego  kryminału, czy też solidnego thrillera. obejrzałem mdły film przygodowy osadzony jedynie w mrocznych realiach Rosji Radzieckiej. Fakt, że zrobiony do bólu poprawnie, ale kiedy moje oczekiwania były tak wygórowane, to sama poprawność nie mogła uratować finalnego wrażenia. Całość w górę ciągną rzecz jasna kreacje - warsztatowe umiejętności bez zarzutu, gdyby zaś nie kolejna abberacja związana z użyciem w dialogach języka angielskiego. I tutaj to już odlot zupełny - ze sztucznie zmanierowanym rosyjskim akcentem! Nie rozumiem po co, na jaka cholerę taki manewr? Podciął tym błyskotliwym ruchem reżyser sobie gałąź na której i tak dość niestabilnie stał, dając pewnie wielu powód do uzasadnionej hejterskiej krytyki. W ten sposób poważna w założeniach opowieść o zimnym funkcjonariuszu służb bezpieczeństwa, który jedną słabość posiada, wynikającą z wydarzeń i doświadczeń z przeszłości, która to resztki człowieczeństwa w nim ożywia, staje się co najmniej nieco karykaturalna. I trudno w tym miejscu na wyliczenie większej ilości zalet niż wad. Szkoda, bo w głębi w najczarniejszych snach to zakładałem, że jedynie z kwestią nieudolnego zarysowania realiów sowieckiej Rosji będę miał tu do czynienia. Nie brałem pod uwagę tych mankamentów z którymi w rzeczywistości trzeba było się zmierzyć. Paradoksalnie w zestawieniu właśnie z nimi ukazana jankeska wizja ZSRR jest doprawdy zaskakująco trafna. Czy jest do końca zbieżna to już kwestia dyskusyjna. Jeżeli ktoś oczekuje pełnego autentyzmu po archiwalia dokumentalne radzę sięgać. Ja oczekiwałem tylko mocnego kina akcji z tłem pełnym uwarunkowań społeczno-historycznych, które by klimat podkręcały - przykro mi, że się zawiodłem.

P.S. Trzeba na przyszłość zwracać baczniejszą uwagę na nazwisko reżysera niźli obsadę. Kim do cholery jest ten Espinosa? :)

Drukuj