Uwaga dorastający w latach osiemdziesiątych, nieco starsi ode mnie siostro i bracie! Jeśli poszukujecie w kinie nostalgicznej przygody, to mam ja dla was teraz rekomendacje znakomitą, więc nawet przez moment nie powinniście zwlekać z odszukaniem w sieci produkcji studia Brightlight Pictures wyreżyserowanej wspólnymi siłami przez trzech względnie młodych i w dodatku chyba mało znanych w wielkim filmowym środowisku artystów. Z takim talentem do odtwarzania rozrywkowego ejtisowego kina wróżę im przynajmniej przez chwilę pracowitą przyszłość, szczególnie że hajp na tego rodzaju sentymentalizm jest obecnie dość spory, więc i zapotrzebowanie wzrasta. Tercet ten zrobił bowiem świetne, choć przecież archaiczne dzisiaj kino - kino wprost nawiązujące do hollywoodzkich klimatów sprzed ponad trzydziestu lat, łączące między innymi urzekającą atmosferę beztroskiej chłopięcej młodości (bmx-y, świerszczyki :)) z przygodą, zagadką i wreszcie wartościową puentą. Posiłkując się synth-popową muzyką, malowniczą scenografią i magicznym sentymentalnym spojrzeniem na familijne ejtisowej produkcje, François, Anouk i Yoann-Karl powiązali je z brutalnym kinem spod znaku mainstreamowego slashera, w dodatku przemycając w treści również piękne prawdy o dziecięcej wrażliwości i spojrzeniu z tej właśnie perspektywy na dorastanie. Nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś zdecydował się zrobić taki film i jak donoszą fani serialowi nikt tego nie robił przez wiele lat, aż do teraz właśnie poza twórcami popularnego Stranger Things. Moje akurat (człowieka totalnie w serialowej nawałnicy zagubionego) współczesne skojarzenia powędrowały w stronę Nostalgii anioła Petera Jacksona i chociaż to nie to samo w skali 1:1, ale dostrzegam pewne znaczące podobieństwa chociażby w przyjętej formule narracji, czy te najbardziej wyraźne w kwestii skonfrontowania bezpośredniej brutalności rzeczywistości z dziecięcą naiwnością. W kategorii współcześnie nakręconej hybrydy kina familijnego, przygodowego kryminału i dreszczowca Lato 84 to mój faworyt. Rozrywka jak się patrzy, której lata temu w filmowym biznesie było zatrzęsienie, a dzisiaj powraca ona jeszcze dość nieśmiało korzystając z oczywistych szablonów, gdzie w obsadzie królują uroczo fajtłapowaty grubas, bystry patyczakowaty wrażliwiec, prymus w okularach, przystojny mroczny buntownik i nieco starsza od nich królowa szkolnego balu. Kapitalny casting i doskonała robota speców od charakteryzacji, poza tym wizualna uczta (światło-cienie) i proste, prawdziwe emocje. Masło orzechowe, dżem i chleb tostowy, a wszystko obficie popite mlekiem z kartonu, czyli kwintesencja beztroskiej Ameryki z przedmieść lat osiemdziesiątych. Wspaniała nostalgiczna przygoda, jednak oczywiście tylko dla tych, którzy w pamięci obrazy podobne do Goonies przechowują i tęsknią do dzieciństwa pełnego wyobraźni w czasach walky talky, czyli zdecydowanie erze przed smartfonowej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą François Simard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą François Simard. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 maja 2019
Summer of 84 / Lato 84 (2018) - François Simard, Anouk Whissell, Yoann-Karl Whissell
Uwaga dorastający w latach osiemdziesiątych, nieco starsi ode mnie siostro i bracie! Jeśli poszukujecie w kinie nostalgicznej przygody, to mam ja dla was teraz rekomendacje znakomitą, więc nawet przez moment nie powinniście zwlekać z odszukaniem w sieci produkcji studia Brightlight Pictures wyreżyserowanej wspólnymi siłami przez trzech względnie młodych i w dodatku chyba mało znanych w wielkim filmowym środowisku artystów. Z takim talentem do odtwarzania rozrywkowego ejtisowego kina wróżę im przynajmniej przez chwilę pracowitą przyszłość, szczególnie że hajp na tego rodzaju sentymentalizm jest obecnie dość spory, więc i zapotrzebowanie wzrasta. Tercet ten zrobił bowiem świetne, choć przecież archaiczne dzisiaj kino - kino wprost nawiązujące do hollywoodzkich klimatów sprzed ponad trzydziestu lat, łączące między innymi urzekającą atmosferę beztroskiej chłopięcej młodości (bmx-y, świerszczyki :)) z przygodą, zagadką i wreszcie wartościową puentą. Posiłkując się synth-popową muzyką, malowniczą scenografią i magicznym sentymentalnym spojrzeniem na familijne ejtisowej produkcje, François, Anouk i Yoann-Karl powiązali je z brutalnym kinem spod znaku mainstreamowego slashera, w dodatku przemycając w treści również piękne prawdy o dziecięcej wrażliwości i spojrzeniu z tej właśnie perspektywy na dorastanie. Nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś zdecydował się zrobić taki film i jak donoszą fani serialowi nikt tego nie robił przez wiele lat, aż do teraz właśnie poza twórcami popularnego Stranger Things. Moje akurat (człowieka totalnie w serialowej nawałnicy zagubionego) współczesne skojarzenia powędrowały w stronę Nostalgii anioła Petera Jacksona i chociaż to nie to samo w skali 1:1, ale dostrzegam pewne znaczące podobieństwa chociażby w przyjętej formule narracji, czy te najbardziej wyraźne w kwestii skonfrontowania bezpośredniej brutalności rzeczywistości z dziecięcą naiwnością. W kategorii współcześnie nakręconej hybrydy kina familijnego, przygodowego kryminału i dreszczowca Lato 84 to mój faworyt. Rozrywka jak się patrzy, której lata temu w filmowym biznesie było zatrzęsienie, a dzisiaj powraca ona jeszcze dość nieśmiało korzystając z oczywistych szablonów, gdzie w obsadzie królują uroczo fajtłapowaty grubas, bystry patyczakowaty wrażliwiec, prymus w okularach, przystojny mroczny buntownik i nieco starsza od nich królowa szkolnego balu. Kapitalny casting i doskonała robota speców od charakteryzacji, poza tym wizualna uczta (światło-cienie) i proste, prawdziwe emocje. Masło orzechowe, dżem i chleb tostowy, a wszystko obficie popite mlekiem z kartonu, czyli kwintesencja beztroskiej Ameryki z przedmieść lat osiemdziesiątych. Wspaniała nostalgiczna przygoda, jednak oczywiście tylko dla tych, którzy w pamięci obrazy podobne do Goonies przechowują i tęsknią do dzieciństwa pełnego wyobraźni w czasach walky talky, czyli zdecydowanie erze przed smartfonowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
