Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fange. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fange. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 września 2025

Fange - Purulences (2025)

 

Fange to na scenie ekstremalnej jeszcze wciąż mało znane zjawisko, ale nie zdziwiłbym się gdyby jednak w przyszłości, zaciągani nurtem wzbudzonym przez Gojirę stali się co najmniej bardziej niż obecnie rozpoznawalni. Nie grają tak jak obecnie wspomniani więksi ziomale, ale nie aż tak daleko im do klimatów w jakich niegdyś ekipa braci Duplantier ekstremalnie rzeźbiła. Są jak najbardziej sobą w oryginalnym tonie wysokiego tonażu i nie wykluczone też, iż Fange podąży w coraz to bardziej przystępne rejony, rzecz jasna pozostając tym samym wiernym klimatom powiązanym z samobójczym mrokiem. Może wieszcze swoisty paradoks stylistyczny, ale kiedy słyszę otwierający Purulences Cavalier Seul (o w mordę, jaki strzał), to jednak nietrudno mi sobie wyobrazić boleśnie niepokojącego darcia ryja, które posiada intrygująco chwytliwą konstrukcję i nieprzesłodzoną w żadnym wypadku melodykę. Niby blisko (kiedyś pisałem) SYL i FF, a zarazem niedaleko Cult of Luna - rzecz wysoce energetyczna, kaloryczna i depresjo-MANIAKALNA. Tylko że jak piszę o możliwym mainstreamie, to czynię to z przekornym uśmieszkiem na mordce, bowiem zdaje się, że Fange na Purulences policzkuje jeszcze z większym impetem niźli wcześniej, a z riffu czyni decydujący walor (mniej elektroniki, więcej bombardowania riffem) - jaki przede wszystkim przestrzenny w swej niewątpliwej mocarności. Kawał doEbanej po całości nuty w każdym fragmencie, z naciskiem na zgniatający mózg fenomenalnymi motywami, uzależniający festiwalem najlepszych zaciągów na wiośle jakie ostatnio słyszałem Grand-Guigol. Kapitalna sprawa, kolejna przekonująca mnie coraz bardziej odsłona w karierze żabojadów - przodowników pracy (jeśli się nie mylę 4 płyta w ciągu 4 lat).

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Fange - Perdition (2024)

 

Co zrobię, nic kompletnie nie zrobię, że mnie się metalowe darcie ryja po francusku już po kres z takim dawno już zapomnianym, choć bodaj wciąż nagrywającym Misanthrope się kojarzy, ale myśl tą już chyba przy okazji rozkminki w temacie ubiegłorocznego longa Fange (Privation) rozwinąłem, więc koniec tego tematu. Tematu jednak całkowicie zarzucić nie mam zamiaru, bowiem to co Fange na nowym krążku proponuje, to zasługuje na uwagę i przykładowo tak fanów bliskich mainstreamu Fear Factory, czy Strapping Young Lad, ale absolutnie proszę nie mieć do mnie pretensji, jeśli Perdition ktokolwiek odbierze jako dość dalekie od wspomnianych, ale tak zdobywa się przecież uwagę dla ekip interesujących i odważnie eksplorujących całkiem nowe rejony muzyczne, że je się zestawia z tymi oczywiście znacznie bardziej rozpoznawalnymi, więc gdybym napisał, że jeśli szanujesz człowieku krajanów Fange z Gojiry, to być może i pozwolisz się wkręcić w Perdition właśnie i Privation także. Obydwa (te akurat znam) mogą być śmiało uznane za albumy tak metalowe jak i industrialne, chociaż ich mechanika i rytmika bardziej marszowa niżby wielu innych drużyn rzeźbiących w nucie mocno odhumanizowanej pokroju Ministry dajmy na to - znów sztandarowo porównuję. :) Fange na Perdition bywa potwornie ciężki, niemal przybijający słuchaczowi łeb do gleby, ale pośród totalnie dalekich od przebojowości numerów, można tu także natknąć się na fragmenty lub całe kompozycje silniej podporządkowane piosenkowej charakterystyce, choć mówienie o przebojowości czy chwytliwości kiedy mielą równo i epicko podbijają klimat, nie bardzo można uznać za opisowe trafianie w setkę. Jestem pewny że za pierwszym podejściem, jeśli gust człowieka nie jest ekstremalnie i deklaratywnie ugruntowany very heavy dziwadłami z szorstką elektroniką, to może odrzucić, bowiem nie trudno się taką estetyka zmęczyć, ale kiedy spojrzy się głębiej i częściej pozwoli na tenże wgląd w Perdition, to raz nuta staje się  ekstrawagancko-odurzająca, a wręcz na swój sposób milusia i ja uznaję się za przykład takiego właśnie zamraczania do wręcz upajania, a startowy Césarienne Au Noir, Toute Honte Bue czy Foudres Fainéantes zapętlam kilkukrotnie, bo one akurat najłatwiej serce mogą sobie zaskarbić i myślę teraz sobie, że Perdition nawet bardziej niż do fanów wyżej wspomnianych, to może dotrzeć do typów zapatrzonych w Cult of Luna, bo to szerokie zjawisko muzyczne - że wymienię chaotycznie słyszalny tu metal progresywny, sludge metal, atmospheric metal, post hardcore, czy nawet szczątkowo gothic metal.

sobota, 10 czerwca 2023

Fange - Privation (2023)

 

Jeśli się z uporem maniaka o nieznanych czyta i nieznanych odsłuchuje, inaczej szpera marnotrawiąc (według zwolenników pracy tylko za pieniądze, albo korzystania z wypoczynku kompletnie biernego dla równowagi pogoni za wszelkimi dobrami materialnymi), to się czasem trafia na coś co przykuje uwagę na dłużej, a wreszcie zostanie się tym wręcz owładniętym. Mówię oczywiście w kontekście tej jednozdaniowej mikro tyrady o moim muzycznym zajobie, choć (litości) do poziomu obsesyjnego poznawania i archiwizowania prawdziwych muziarzy, to mi mnóstwo od zawsze jak i do teraz brakuje. Znalazłem wpierw obszerny tekst w moim ulubionym muzycznym periodyku, zapoznałem się też z recenzją Privation w nim umieszczoną i jak to w zasadzie zawsze bywa tylko niekoniecznie kończy się za każdym razem sukcesem w formie wkręcenia w nutę, to sobie muzykę Fange (Fąż) znalazłem w necie i już od pierwszych dźwięków między nami zatrybiło, a taki Né Pour Trahir z fantastycznymi wokalami w tle, to już owładnął mną bez reszty. Nie będę tutaj przepisywał słowo w słowo gdzie Pan Redaktor recenzent osadził muzykę Fange, bo jeśli ktokolwiek się nią zainteresuje, demonstrując raz swój dobry gust, a dwa ogarnięcie w temacie, to bez większego problemu usadowi ją w odpowiednim miejscu, pomiędzy właściwymi nazwami. Ja tylko zgodzę się z redaktorskim nosem i analitycznym umysłem, że to sporo inspiracji w Privation zostało wtłoczone i z nich coś własnego stworzone, a stylistycznie spotyka się tu sporo zimnofalowych detali elektronicznych nadbudowanych na fundamencie sludge'owym o często gęstym death metalowym obliczu riffowaniu, ale od siebie dodam, że pamiętając iż Francja dla mnie nie jest wciąż (choć jak popularność metalu z tego rejonu świadczy, chyba powinna) dominującym dostarczycielem załóg hipnotyzujących, to ja sobie sposób akcentowania wokali na Privation skojarzyłem z takim lata temu w miarę znanym projektem nazwanym Misanthrope. Nie jest to jednak trop muzycznie zbieżny, choć Visionnaire z 1997 roku miał trochę podobnego nastroju, mimo że gatunkowo odbijał w rejony bardziej tandetną otoczka woniącymi. Sprawdzam teraz i widzę, że oni wciąż są aktywni, ale wybaczcie że nie wiem co i jak obecnie grają, bo przy sobie mnie nie zatrzymali, a ten ich wątek w tym miejscu, to tylko wtręt, więc czas go zamknąć i gonić z tekstem dalej. To co w tym momencie mogę podkreślić, to przekonanie że kompozycje z Privation w tejże osiągniętej formule, jeszcze dzisiaj nie stanowią aż tak odróżniających się od siebie i całości słucha się tak z zaciekawieniem składając poszczególne elementy utworów w przemyślaną w jak mniemam drobiazgowo w założeniach formę, jak zwrócę uwagę, iż są jeszcze do siebie dość podobne. Jednak to co słyszę, a dokładnie próby jakie ekipa z Bretani podejmuje, aby aranżacyjnie je dookreślić podpowiadają, iż w przyszłości ta wyrazistość w sensie odrębności ułatwiającej rozpoznawalność będzie ewoluować, bo dzięki niej zespół myślę będzie miał szansę kroczyć drogą jaką ziomale z Gojiry już krajanom kolejnymi ewoluującymi albumami wykarczowali, a Fange moim zdaniem podobny kurs mogą przyjąć, co nie oznacza że efekty muzyczne mają osiągnąć bliźniacze, bo ja mówię o nawigowaniu na sukces, nie nawigowaniu na kopiowanie rozwiązań dźwiękowych. Dla fanów tak sludge'owych czy industrialnych ciężarów, jak i też właśnie podobnych Gojiry, Fear Factory czy Converge ansambli polecam - rozkmincie sobie ich po swojemu! 

Drukuj