Klasyczny motyw, przypadkowy człowiek w okolicznościach które wciągają go w poważną dramatyczną intrygę. Punkt wyjścia z którym można w kinie w różne kierunki pójść i zbudować bardzo ciekawą, angażującą historię, opowiadaną tak schematyczną, bądź oryginalną narracją. Dowolność na wyciągnięcie ręki, a De Palma mając tą świadomość decyduje się na zmieszanie w tyglu wielu cytatów z różnych reżyserskich styli (proszę sobie wpisać kogo skojarzyliście), jak i wizualnego czy związanego z pomniejszonymi ambicjami kina klasy B, z wysokiej precyzji kinem najwyższych dramatycznych lotów. To zarówno bardzo wyraziste kolorystycznie i dźwiękowo, z tego rodzaju sensacyjną stylistyką powiązane kino, jak i całkiem interesująco skomplikowany scenariusz, z wciągającym i zmuszającymi do kombinowania, rozwiązywania tajemnicy wątkami. Obyczajowo-polityczny skandal związany z okolicznościami śmierci gubernatora, w atmosferze thrillerowej dusznej presji, w oddychającej sztucznym światłem neonowej oprawie wielkiego, pełnego ruchu i zgiełku miasta. Sklejony ze sprzeczności, kiczu świadomego i warsztatowej finezji, w takiej konfiguracji i w takiej metodzie zaskakująco spójny i wart komplementowania. Klasycznie wykorzystujący poezję złożonego ruchu i dynamiki, choreografię postaci centralnych i mrowia statystów, według starej szkoły i w obrębie dostępnych w owym czasie technik oraz narzędzi operatorskich, montażowych. Patrz scena z wirującą kamerą, obracającą się wokół własnej osi, czy częsty u De Palmy rzut z perspektywy sufitu, bowiem lubi on widowiskowość i też jak widzę od zdaje się tego momentu przywiązał się do przestrzeni dworca, bo pamiętam ją przecież z Nietykalnych i Życia Carlita bodaj, więc sobie skojarzyłem, gdy rozbudowane sceny z napięciem w takiej lokacji tutaj też nakręcił.
wtorek, 10 marca 2026
piątek, 2 sierpnia 2024
Body Double / Świadek mimo woli (1984) - Brian De Palma
Brian De Palma po fenomenalnym uwspółcześnionym remaku Człowieka z blizną robi film. Robi film zaskakujący, odważny, niepoważny, campowy i wychodzi mu film na dwoje babka wróżyła, bo opinia się podzieliła. Powstaje obraz bardzo specyficzny, przyjęty nieszczególnie gorąco i raczej z perspektywy czasu zapomniany w filmografii reżysera. Trochę w połowie hitchcockowskie kino (nie tylko przez to podglądactwo z okna jednak nie na podwórze), bowiem w zupełnie innych okolicznościach miejsca i czasu, a i skupione jednak na odmiennych też niuansach (ta zamierzona estetyka kiczu) i w ogólności gdyby nie druga faza, niczym odcinek telenoweli przeniesiony w bardziej szerokie, wypasione plenery, lokacje, bądź Colombo czy innego Kojaka jeden z epizodów (Kojaka nie, wróć!) - taka tu aktorska przesada. Efekt uzyskany jest zwyczajnie groteskowy, przerysowany i tandetnie naciągany. Akcja niby względnie wartka, a nudą irytującej maniery jednak trąca. Pomysł niby sztampowy (faza pierwsza), a jednak w połowie rozwija się w kierunku takim o jejku włochatym i robi się z tego dziwaczny misz masz konwencji. Poza tym odważnie na golaska Melanie Griffith i przez moment w garniturku Frankie Goes to Hollywood ze swoim największym wyluzowanym hitem w pikantnej klubowej oprawie się pojawia. Dużo tego za dużo, choć w stu procentach intencjonalnie, stąd też wręcz budzący uśmieszek, ale nie aż tak gigantyczny by z poczuciem politowania mieć do czynienia. Mógł krytyków w sumie podzielić, a gdybym był jednym z nich, to bym się długo nie wahał i stanął pomimo wszystko po stronie nie zachwyconych, bo trochę bez sensu.
wtorek, 5 marca 2024
Carrie (1976) - Brain De Palma
Sławna obecnością golizny i krwi menstruacyjnej kontrowersyjna czołówka w jednej z najbardziej znanych wczesnych produkcji Briana De Palmy. Nakręconej na podstawie poniekąd najintensywniejszej z bestsellerowych powieści Stephena Kinga - cholernie makabrycznej, ale i przez udział artystycznego spojrzenia De Palmy na obraz, także posiadającej charakterystyczny mroczno-krwisty urok wizualny. Siódma (jeśli dobrze policzyłem) z drugiej dekady pracy filmowa robota zasłużonego hollywoodzkiego reżysera, który zdaje się prawdziwą sławę zdobył dopiero w latach osiemdziesiątych i debiutancka powieść najgłośniejszego mainstreamowego prozaika, zapewniająca mu już od startu ogólnoświatową sławę oraz opinię speca - autora w przyszłości przede wszystkim tworzącego w segmencie literatury grozy. Powieść bardzo bezpośrednia i jednoznaczna gatunkowo, jednako z głębszym przesłaniem traktująca o upokarzaniu, przez pryzmat udręki jaką przynosi w rożnych formach (nastolatki, matka), bowiem jak domniemam King ukazując takież dręczenie jako zło rodzące zło, pragnie powiedzieć, iż upokarzanie jest instynktowne i takie bardzo niestety ludzkie. Plastycznie i operatorko jako film sugestywna (wirujące ujęcie od którego praktycznie zakręciło się w głowie), doskonale zagrana (młodziutka Spacek przede wszystkim) historia klasycznie dramatyczna i zarazem odważnie brutalna opowieść fantasy o nieśmiałej, odrzuconej i prześladowanej przez grupę rówieśniczą dojrzewającej uczennicy posiadającej zdolności telekinetyczne, wychowanej ku swojej zgubie dodatkowo przez ekstremalnie religijnie nawiedzoną matkę wariatkę. Rozrywkowa produkcja w założeniu z lekkimi ambicjami, lecz za bardzo nie wychodząca poza gatunkowe ramy młodzieżowego kina z dreszczykiem. To też więc dowód, że większość tych bestsellerów Kinga, to taka taniocha ekranizacyjna, często powielająca schematy i skupiająca się na infantylnym fasadowo szokowaniu. Nawet jeśli sam King nie jest jako intelektualista pozbawionym błyskotliwości nudnym oratorem, a Brian De Palma pierwszym lepszym jego książki przekładającym na język filmu wyrobnikiem.






