Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theodore Melfi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theodore Melfi. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 kwietnia 2017

Hidden Figures / Ukryte działania (2016) - Theodore Melfi




O segregacji rasowej w kraju wolności i praw obywatelskich, czyli inaczej pod latarnią może akurat nie najciemniej, ale z obszarami wstydliwego półmroku. W typowym ciepłym, trochę lukrem oblanym amerykańskim stylu, z dialogami niczym natchnione przemowy, innym razem wzruszającymi romantycznymi wyznaniami. O życiu niby na marginesie, a jednak w dostatku i poczuciu bezpieczeństwa. Bez nawet odrobiny wstrząsającego dramatyzmu, za to lekko, łatwo i niemal w stu procentach przyjemnie. Przewidywalnie i schematycznie w tak dużym stopniu, że czułem się niemal jak wróżka lub co najmniej osoba zapoznana wcześniej ze scenariuszem. Jednak mimo do bólu poprawnej, ugrzecznionej według wzoru formuły, to efektownie zagrana, oparta na autentycznych wydarzeniach wartościowa historia. O trzech dziarskich i upartych czarnoskórych kobitkach, które w amerykańskim programie kosmicznym swego czasu odegrały niebagatelną rolę. Zasłużona laurka dla genialnych umysłów przyobleczonych w nieodpowiedni kolor skóry, jakby nieomylny ale czasami odrobinę rozkojarzony stworzyciel opakowania dla wybitnych rozumów pomylił. ;)

piątek, 19 grudnia 2014

St. Vincent / Mów mi Vincent (2014) - Theodore Melfi




Za Oliverem (dla niewtajemniczonych młodszym głównym bohaterem tego obrazu) napiszę, że ten święty nie jest szczęśliwy, nie lubi wielu osób i wzajemnie. Jest zrzędliwy, zły, obrażony na świat i pełen żalu. Pije, pali, gra, przeklina, kłamie i zdradza, ale to jest tylko pierwsze wrażenie. :) Podobne odczucie zagościło w mojej świadomości podczas seansu, kiedy tłumaczyłem sobie, że dobry film wcale nie musi być nowatorski, zaskakujący czy pochłaniający widza bez reszty. Może traktować o rzeczach oczywistych, wykorzystywać wielokrotnie przerabiane klisze czy chwyty realizatorskie i w prosty sposób wpływać na wrażliwość odbiorcy. Ma takie prawo, kiedy pod tą banalną fasadą fundamentalne treści są umieszczone i nie ma sensu udawać, pod publiczkę spektakularnie oryginalnością na wyrost pozować. Jak coś jest dojrzałe i wartościowe samo w sobie, to pozory nie mają znaczenia. Oczywiście tylko dla tych, którzy poziom odpowiedni w mentalnym rozwoju osiągnęli i są w stanie odbierać rzeczywistość czytając między wierszami, zamiast ulegać jedynie „pierwszemu wrażeniu”.

P.S. Jeszcze tylko dodam, że Bill Murray świetny, choć w tej roli wyraźnie szablonowy, Naomi Watts zjawiskowa, choć z tym akcentem równie zabawna co kiczowata, a Jaeden Lieberher przekonujący, choć z racji wieku taki naturalnie amatorski. 

Drukuj