O segregacji rasowej w kraju wolności
i praw obywatelskich, czyli inaczej pod latarnią może akurat nie najciemniej,
ale z obszarami wstydliwego półmroku. W typowym ciepłym, trochę lukrem oblanym
amerykańskim stylu, z dialogami niczym
natchnione przemowy, innym razem wzruszającymi romantycznymi wyznaniami. O
życiu niby na marginesie, a jednak w dostatku i poczuciu bezpieczeństwa. Bez nawet
odrobiny wstrząsającego dramatyzmu, za to lekko, łatwo i niemal w stu
procentach przyjemnie. Przewidywalnie i schematycznie w tak dużym stopniu, że czułem się niemal
jak wróżka lub co najmniej osoba zapoznana wcześniej ze scenariuszem. Jednak
mimo do bólu poprawnej, ugrzecznionej według wzoru formuły, to efektownie zagrana, oparta na autentycznych wydarzeniach wartościowa historia. O trzech dziarskich i upartych czarnoskórych kobitkach, które w amerykańskim programie kosmicznym swego czasu
odegrały niebagatelną rolę. Zasłużona laurka dla genialnych umysłów przyobleczonych w
nieodpowiedni kolor skóry, jakby nieomylny ale czasami odrobinę rozkojarzony stworzyciel opakowania dla
wybitnych rozumów pomylił. ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theodore Melfi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theodore Melfi. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 kwietnia 2017
piątek, 19 grudnia 2014
St. Vincent / Mów mi Vincent (2014) - Theodore Melfi
Za Oliverem (dla niewtajemniczonych młodszym głównym bohaterem tego obrazu) napiszę, że
ten święty nie jest szczęśliwy, nie lubi wielu osób i wzajemnie. Jest
zrzędliwy, zły, obrażony na świat i pełen żalu. Pije, pali, gra, przeklina,
kłamie i zdradza, ale to jest tylko pierwsze wrażenie. :) Podobne odczucie
zagościło w mojej świadomości podczas seansu, kiedy tłumaczyłem sobie, że dobry
film wcale nie musi być nowatorski, zaskakujący czy pochłaniający widza bez
reszty. Może traktować o rzeczach oczywistych, wykorzystywać wielokrotnie
przerabiane klisze czy chwyty realizatorskie i w prosty sposób wpływać na
wrażliwość odbiorcy. Ma takie prawo, kiedy pod tą banalną fasadą fundamentalne
treści są umieszczone i nie ma sensu udawać, pod publiczkę spektakularnie
oryginalnością na wyrost pozować. Jak coś jest dojrzałe i wartościowe samo w
sobie, to pozory nie mają znaczenia. Oczywiście tylko dla tych, którzy poziom
odpowiedni w mentalnym rozwoju osiągnęli i są w stanie odbierać rzeczywistość
czytając między wierszami, zamiast ulegać jedynie „pierwszemu wrażeniu”.
P.S.
Jeszcze tylko dodam, że Bill Murray świetny, choć w tej roli wyraźnie szablonowy, Naomi Watts zjawiskowa, choć z tym akcentem równie zabawna co kiczowata, a Jaeden Lieberher przekonujący, choć z racji wieku taki naturalnie amatorski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

