Powstał w tym samym roku co słynny Pluton, lecz nie przebił się równie mocno do świadomości widza i krytyki, mimo że obiektywnie jego dramatyzm nie ustępuje temu, uznanemu za jedno z największych dzieł sztuki filmowej ever. Trudno bezspornie orzec dlaczego i można by domniemywać przyczyny natury politycznej, jeśli by uznać iż Pluton to był akurat obraz mało krytyczny wobec amerykańskiego establishmentu - co jest oczywiście kompletnie pozbawione sensu. Zatem powody leżą gdzie indziej, a możliwe że problem tkwi jednak w sposobie wpływania na emocje widza, gdy porównać silny nacisk charakterystycznej muzyki, uwalniający poruszenie i empatię w Plutonie, a znacznie mniej jej istotne oddziaływanie w Salwadorze. Po drugie postacie w obrazie o wojnie w Wietnamie, zostały zdecydowanie mocniej zarysowane, a ich cechy głębiej oddziaływały psychologicznie na widza, gdy natomiast w omawianym, trafiamy na zachowującego się/grającego, chyba z lekka upośledzoną intelektualnie postać Jima Belushiego i na pierwszym planie tropionego przez kamerę, nieźle stukniętego i nonszalanckiego degenerata jako bohatera głównego - kreowanego uważam świetnie przez Jamesa Woodsa. Człowieka nie jednowymiarowego, postaci nie fikcyjnej (na faktach bowiem ta historia), w którego przypadku pozory bardzo mylą i z czasem odsłaniają prawdziwy, kryty pod maską obraz jego wrażliwości. Z jednej strony ryzykanta motywowanego zarobkiem, sprzedaniem siebie i materiałów za dobrą kasę, a z drugiej człowieka fundamentalnie trzymającego się zasad współczucia, który nie waha się by stanąć po stronie najbiedniejszy i najsłabszych, bez ideologicznych i przeciw ideologicznym przesłankom. Mocno parszywej roboty dziennikarskiej przedstawiciela, w mocno politycznym obrazie, ukazującym prócz doświadczeń codziennego terroru, kulisy wsparcia Amerykańskiego dla ówcześnie trzymającego w Salwadorze władze prawicowego reżimu. Jest też w tym filmie jakiś chaos scenariuszowy, który być może trafnie oddaje chaos politycznym w miejscu akcji. Wstrząsające doświadczenie brutalnej walki o wpływy i widok tychże walk niewinnych ofiar. Potworności ukazane i okoliczności wyłuszczone - dosadnie i z zachowaniem przyzwoitości. Ze scenami jakim może brakuje oszlifowania hollywoodzkiego na poziomie nagradzanego Plutonu, ale w swej surowości równie wstrząsające. Góry trupów na jakie trafiają reporterzy, cykający zarówno dla sławy jak i by ukazać prawdę, makabryczne fotki, to zarówno materiał o którym trudno zapomnieć, jak i zaproszenie do głębszego zrozumienia istoty tak sprzed zakończenia Zimnej Wojny, jak i uniwersalnie współczesnych, kontrolowanych przez mocarstwa konfliktów.
poniedziałek, 14 września 2026
poniedziałek, 10 sierpnia 2026
Alexander / Aleksander (2004) - Oliver Stone
Kiedy Aleksander Macedoński zinterpretowany według Stone’a, nie zostaje zbyt ciepło, tak przez krytykę jak i widzów bez przerostu ego w temacie znajomości kina przyjęty, ja uznaję że fakt ten był/jest wciąż jawną niesprawiedliwością, jeśli zerknąć na konkurencję w gatunku, nadmiernie myślę mimo mojej także sympatii, zachwytem obdarzoną. Mówię na przykład o fenomenalny ale nazbyt ckliwym Gladiatorze, jaki robi wrażenie, mnie też przekonuje, ale tam gdzie kończy się hollywoodzko przyjazna narracja, tam pozostaje przestrzeń dla niewykorzystanej kontekstowo głębi. Natomiast Aleksander to zupełne przeciwieństwo i narracja szorstka pozostawia kawał przepracowanego miejsca dla mnóstwa historycznych niuansów, doskonale sugestywnie kręcącej mnie psychologicznie zeschizowanej Stone’a maniery i rozhulanej teatralnie, archaicznej (także potraktowanej przez opinie surowo) gry aktorskiej. Aleksander sam wygląda rewelacyjne w tej przeczącej jego krwiożerczości cherubinkowej fizys, a do tego plan hipnotyzuje barwami i wspomniane aktorskie kreacje sprzedane z manierą sceniczną, dają więcej intrygujących wrażeń, niż teraz przeze mnie rzucone odrobinę na pożarcie Gladiatora walory. W Gladiatorze dominuje rozrywka namiętna, a tutaj ambitna sztuka nieoczywista, więc w takim starciu bieli z czernią, staje po stronie soczystego czarnego i gdy teraz skupiam się na ekscytujące treści od Stone’a, myślę o spłaszczeniu też historii Odysa przez Nolana. Obiecałem sobie zrobić weryfikację (Odyseja vs. jeszcze nie zarchiwizowane u mnie klasyki historycznej estetyki) i w tym kontekście wolę zamiast bajeczki, kawał potężnego, być może nieprzyjaznego gigantycznej popularności kino kontrowersyjnego, reżysera obecnie zasłużenie wyklętego. Coś jest w tej interpretacji kinowej życia Aleksandra Wielkiego prócz krwistych oczywistości przerażająco niepokojącego - być może rodzaj wzniosłej powagi i klasyczny syndrom powłóczysty, archetypicznego teatru w kinie z lat pięćdziesiątych. Jest z pewnością ciężar gatunkowy sfokusowany na burzliwej i brutalnej historii ukazanej z klasą, rezygnując z typowej hollywoodzkiej manii, zeszlifowywania szorstkości ku łatwiejszej chłonności dla przeciętnego niedzielnego kinowego widza. Może jestem niewolnikiem symbolicznej sekwencji, fenomenalnego między innymi ujęcia w slow motion zmontowanego, a może ten styl ekspozycji egzotyki miejsc mojemu gustowi odpowiada, tudzież w odniesieniu do postaci/do bohatera, przeprawa przez zrodzone obsesje i ambicje oraz reżysera odwaga by amok, manię niebywałą wizualnie wszczepić w obrazy krwawej grozy, przepuszczone poprzez wyobraźni i finezji najostrzejszą filtrującą optykę - to mnie trwożąc zelektryzowało. Brak więc sukcesu finansowego, jest w przypadku Aleksandra powodem do detalicznego przejrzenia genezy powodów, a tym pierwotnym i głównym jak mniemam wysoki poziom odporności na wpływy podpowiadaczy i potężna megalomania Stone’a. Miał człowiek wówczas swoje przekorne usposobienie, jakie w ostatniej grubo ponad dekadzie, nie bardzo przekładało się na mocne tytuły, ale akurat Aleksander potraktowany bez taryfy ulgowej, to być może jego finalny, a najważniejsze ostatni zasadnie skuteczny był środkowy palec pokazany hollywoodzkiemu mainstreamowi. Według mnie przekonujący, tak jakościowo, jak ambicjonalnie.
P.S. Ponadto jak tu sfilmowane są sceny batalistyczne. Na nie się gapi z rozdziawioną gębą! Rzekłem!
czwartek, 21 stycznia 2021
U Turn / Droga przez piekło (1997) - Oliver Stone
wtorek, 7 lipca 2020
Nixon (1995) - Oliver Stone
poniedziałek, 4 marca 2019
Natural Born Killers / Urodzeni mordercy (1994) - Oliver Stone
środa, 16 sierpnia 2017
Wall Street (1987) - Oliver Stone
poniedziałek, 19 grudnia 2016
Snowden (2016) - Oliver Stone
niedziela, 10 stycznia 2016
Born on the Fourth of July / Urodzony 4 lipca (1989) - Oliver Stone
niedziela, 21 grudnia 2014
Platoon / Pluton (1986) - Oliver Stone
To był ten czas w karierze Olivera Stone’a, kiedy największe dzieła popełniał. Dziś to już zupełnie innej, niestety dużo niższej klasy reżyser i jak wynika z publicznych wypowiedzi innej mentalności człowiek. Wtedy jednak potrafił za pomocą obrazu i treści ukazać często kontrowersyjne historie z bogatą warstwą emocjonalną i pełne materiału do przemyśleń. Pluton niezaprzeczalnie jest przykładem świetnego warsztatu reżyserskiego, naturalistycznego w formie i dojrzałego w wartościowe przekazanie idei celnie piętnującej bezlitosną politykę. To zapis w rodzaju dziennika przeżyć młodego człowieka, który jako ochotnik trafia na pierwszą linię walki, zdobywa doświadczenie i przechodzi błyskawiczną lekcję pokory wobec tamtejszych realiów. Okrucieństwo strachem, zemstą, bezkarnością czy instynktem motywowane staje się codziennością, ludzkie odruchy rzadkością, a bezlitosne okoliczności wojennej pożogi nieodwracalnie na psychice piętno odciskają. Największymi ofiarami wojny niewinne istoty, bezbronni cywile, zdezorientowane dzieci, czy właśnie ideowi naiwniacy – wszyscy oni zakleszczeni w uścisku politycznych rozgrywek. Ten obraz to ogromny ciężar, druzgocące przeżycie, które zmienia perspektywę spostrzegania. Widziałem go tak wiele razy, a zawsze to seans wyjątkowo intensywny - to ból psychiczny tak głęboki, iż niemal fizycznie odczuwalny. Zadbał Stone o ten efekt szczególnie dzięki poruszającej warstwie muzycznej i mistrzowskim kreacjom Dafoe, Berengera, Whitakera, Dillona, McGinleya i oczywiście Sheena.









