Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Smoczyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Smoczyńska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2023

Córki dancingu (2015) - Agnieszka Smoczyńska

 

Debiut Agnieszki Smoczyńskiej w swoim czasie, czyli kiedy Fuga i Silent Twins były rzecz jasna jeszcze przed nią świadomie pominąłem, zakładając po zwiastunie że takie świadomie tandetne kino z metaforycznym przesytem nie trafi do mnie, więc konfrontacja z nim dopiero teraz nastąpiła i jest ona dla mnie pewnego rodzaju szokiem. Oto bowiem szczerze pod lupę odczucia podsuwając, nie to mnie zszokowało, iż obraz to mniej kinowy a bardziej telewizyjny rzecz technicznie biorąc (bo forma za którą odpowiadały zapewne liche możliwości finansowe) oraz że Smoczyńska debiutując wizualnie „rozrywkowo”, to pierdół pod tą szokującą otoczką z obśmianej jaskrawości i przemyconej psychodelii nie wciska, ale SZOKIEM dla mnie, że wystarczyły dwa filmy aby tak szeroko TECHNICZNIE skrzydła obecnie rozwinęła i myślę, iż na lata przyjazne prądy powietrzne ubiegłorocznym DZIEŁEM złapała. Wracając jednak do Córek dancingu, jest w tym odwaga, prowokująca bezczelność oraz tajemnica. Jest puls oryginalny, ale też bez względu na kicz świadomy nieznośnie sterylna kiczowata maniera, która mnie odrzuca, a przez to też nie przekonuje aktorstwo fachowe, ale jednak sztucznie na irytujące zmanierowane stylizowane. Szczerze to w głowie mi się w czasie seansu zakręciło, ale porwany do obłędnego tańca w oparach ironii nie zostałem. Trochę o tej jednocześnie mrocznej i kolorowej historii po seansie myślałem, ale no cholera żeby tak jasno dać wyraz swoim odczuciom to nie wiem. Musicalowa choreografia, ale też sceny patologicznego obłędu, niczym z filmów Smarzowskiego i jakiejś krwiście groteskowej makabry? Mit Syren i ich zabójczego uroku podany inaczej? Peerelowski folklor z fajnymi biustami - żarty z hajpu na sentymenty do ejtisów? Nie wiem - nie moja estetyka, lecz napisać że nie myślę o tej historii po zakończeniu byłoby perfidnym kłamstwem.

czwartek, 26 stycznia 2023

Silent Twins (2022) - Agnieszka Smoczyńska

 

Wielkie salony światowej kinematografii wydaje się iż właśnie przed Agnieszką Smoczyńską zostały szeroko otwarte. Silent Twins w mocarnej koprodukcji zrealizowano i jest to pierwszy angielskojęzyczny film, jak się okazuje naszej kolejnej gigantycznej nadziei reżyserskiej, która w ambitnym kinie nie tylko europejskim jest w stanie w moim także mniemaniu ostro namieszać. Jej nowe otwarcie zyskało myślę ogromny jak na standardy filmu ambitnego rozgłos i rozbiło poniekąd bank z festiwalowymi nominacjami, choć samych nagród doczekało się wyłącznie na naszym rodzimym podwórku, w Gdyni. Już samo wprowadzenie w postaci sekwencji animacji poklatkowej pobudza apetyt na kino niby klasyczne, a jednak oryginalne, zaś dalej jest tylko lepiej, bo z każdym dopracowanym fragmentem i jako całość Silent Twins przekonuje, że ten rozdział w karierze Smoczyńskiej będzie dla niej zasłużenie osobistym przełomem. Choć chciałbym użyć innego słowa, by nie powielać najczęściej pojawiającego się określenia, to nie mogę znaleźć lepszego, więc napiszę że Silent Twins jest po prostu gęsty. Bo dzieło (nie boje się tak określić) Smoczyńskiej, to właśnie gęsty od znaczeń i fenomenalnie skomponowany wizualnie oraz pobudzany doskonałą muzyką z tła "polski” obraz od lat, który w kategorii wielkie kino światowe, bez najmniejszych wahań postawiłbym obok zbierających hurtowo laury majstersztyków Pawła Pawlikowskiego i wyprzedzające tym samym za jednym podejściem zdecydowanie, nieco chyba jednak "przehajpowany" dorobek Małgorzaty Szumowskiej. Historia więzi „milczących” bliźniaczek i ich zaborczej relacji ("bo czasem tak kochasz drugą osobę, że nie możesz jej znieść i jednocześnie chcesz by umarła, bo miłość bywa destrukcyjna") jest imponująco precyzyjnie skonstruowanym portretem, z przywiązaniem do niuansu, z niemal niemą reżyserską narracją. Filmem niespiesznym, lecz intensywnym i u fundamentu założeń introwertycznym, stąd skierowanym do środka, bez ofensywnego komentarza, bez wprost formułowanych ocen postaw i zachowań tak bohaterek, jak i otoczenia. Ten wgląd w świat wyobraźni sióstr, tutaj w formie uatrakcyjniających artystyczny wymiar całości animacji, idealnie jak domniemam oddaje charakter ich skomplikowanego i dla nich samych (tu sedno) niezrozumiałego oporu przed światem zewnętrznym i potrzeby ochrony poprzez wycofanie, a gra aktorska niewiarygodnie sugestywna, powoduje że chemia uzyskana pomiędzy treścią, a formą sięga poziomu mistrzowskiego. Kino/doświadczenie, historia/życie - rozedrgane doznanie oparte na sięgającej do źródeł pracy dziennikarskie niejakiej Marjorie Wallace, stanowi przygnębiająca podroż w głąb izolacji i frustracji - braku kontroli i bezradności. Skąd to wszystko i dlaczego w takim dramatycznym kierunku ewoluowało? Co to za zaburzenie psychiczne i czy właściwie to zasadniczo jakiekolwiek zaburzenie, a może to tylko z pozoru niegroźne niedostosowanie społeczne, raczej wręcz przekora teoretycznie błaha, która okolicznościami (uzależnienia i konsekwencje) spowodowała z czasem realną aberrację umysłową, zmierzając do postaci depresji i obłędu? A zaczęło się tak niewinnie, lecz niestety dar który miały stał się ich przekleństwem. Niezwykła to opowieść, na faktach oparta - tajemnicza i tragiczna. Realny świat psychicznego cierpienia, a oglądany niczym senny koszmar, którego doświadcza się z kluchą w gardle i mrożącymi krew w żyłach dreszczami.

piątek, 14 grudnia 2018

Fuga (2018) - Agnieszka Smoczyńska




Fuga Agnieszki Smoczyńskiej to przykład autorskiego kina niezależnego wykorzystującego obecnie popularną metodę, by przekazać za pośrednictwem wyrafinowanego obrazu i zaangażowanej gry aktorskiej niewiele poszlak i zainspirować widza tą perfidną oszczędnością, do skompletowania układanki z często chaotycznie porozrzucanych puzzli. Nie oceniam tylko opisuję rzeczywistość z jaką podczas seansu się zetknąłem, dodając jedynie, iż to i tak w moim odczuciu bardziej atrakcyjna dla mnie technika, niż ta zarzucająca mnie masą wydumanych pomysłów bez jakichkolwiek drogowskazów - nie mówiąc już o biegunowo odmiennej sytuacji, gdy scenarzysta wraz z reżyserem wyłożą wszystko na tacy w obraźliwej dla mojej inteligencji łopatologicznej formule. Fuga to z pewnością projekt merytorycznie intrygujący i w percepcji nieprzyjemny, bowiem poruszający bez znieczulenia tematy trudne w sposób surowy i sugestywny. Każdy kto zdecyduje się na ten seans i pozwoli by w świadomości się zagnieździł, zostanie wytrącony ze strefy komfortu i wyjdzie z sali kinowej wstrząśnięty zarówno bezpośrednią surowością z jaką kobiety nakręciły niestereotypowe kino kobiece oraz fenomenalną aktorską kreacją, absolutnie tutaj przeczącej dotychczasowemu wizerunkowi Gabrieli Muskały - będącej (co dodatkowo świadczy o jej artystycznym potencjale) jednocześnie autorką scenariusza. Scenariusza obfitego w niedopowiedzenia, lub jak ktoś się uprze dziury, ale zapewne świadomie przez pryzmat przypadłości głównej bohaterki wykorzystane. Fuga dysocjacyjna na którą cierpi Kinga vel Alicja, to jak eksperci donoszą zaburzenie pojawiające się u osób u których dochodzi do utraty świadomej kontroli nad własną tożsamością, pamięcią, myśleniem, przeżywaniem lub własnym ciałem. Taki też właśnie scenariusz jest życiowym udziałem córki, żony i przede wszystkim matki, a widz obserwując jej trudny i zakończony ucieczką powrót na łono rodziny poddany zostanie testowi pełnemu psychicznego dyskomfortu. To bowiem film odważnie czerpiący między innymi z lynchowskiej tradycji, tak samo tajemniczy i oniryczny jak także dotkliwie bolesny i prawdziwy. Ostatnio w naszym kinie z podobnym doświadczeniem, może tylko o większym udziale pierwiastka metafizycznego spotkałem się w przypadku Wieży. Jasny dzień Jagody Szelc oraz w sensie podobieństwa merytorycznego i zbudowaniu obrazu wokół osi jaką kobieca psychika Dzikich Róż Anny Jadowskiej. Wtedy też po projekcjach przeprowadzałem skomplikowane analizy i toczyłem intensywne wewnętrzne dysputy z obowiązkowym użyciem trudnych zwrotów oraz długich pauz wypełnianych przeciągłym hmmm. 

P.S. Całkowicie pusta sala kina studyjnego i projekcja wyłącznie dla mnie. Komfortowe warunki odbioru ambitnego kina, ale i refleksja z rodzaju tych ze smutną puentą, że dla kogo i w sumie za co będą robić filmy wszyscy ciekawi polscy twórcy, kiedy już na dobre sukces frekwencyjny będzie zależał wyłącznie od szumu medialnego, czy czysto rozrywkowej formuły projektu. A przecież w Cannes publiczność dopisała i nawet Fugę oklaskiwała, a tutaj w Częstochowie za marne 16 zł za wjazd nikomu prócz mnie czwartkowym popołudniem dupska nie chce się ruszyć.

Drukuj