Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommy Lee Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommy Lee Jones. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 października 2020

The Three Burials of Melquiades Estrada / Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady (2005) - Tommy Lee Jones

 

Zastanawiam się czy Tommy Lee Jones (ten legendarny bezdyskusyjnie aktor) nie jest nawet lepszym reżyserem i myślę, iż to właśnie późny debiut za kamerą i atut dojrzałości mentalnej powiązany z wiekiem spowodował, że jego skromny reżyserski dorobek posiada tak głęboko oddziałującą moc. Czy może należy żałować, iż Tommy Lee Jones wcześniej swoich filmów nie zaczął kręcić? Nie sądzę - przywołując przykład pierwszy z brzegu, filmy Eastwooda z czasem przecież nabierały powyższych cennych walorów. Trzy do tej pory kinowe sztuki sygnowane nazwiskiem Jonesa, to kapitalne dzieła zarówno do przeżywania na poziomie czystych emocji, intelektualnej przygody, etycznej lekcji, jak i wizualnej perfekcji. Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady jak konwencja wymaga, podążają ospale ścieżką kina z bocznej drogi (bardzo daleko od głównej szosy), fenomenalnie opowiadając historię właśnie mocno prowincjonalnie osadzoną, lecz równocześnie rozprawiającą o uniwersalnych wartościach w formule niezwykle sugestywnego, aczkolwiek pozbawionego jakiejkolwiek ofensywnej pretensjonalności moralitetu. To dość brutalny, a nawet fragmentami makabryczny, zaiste uwspółcześniony western, ale przede wszystkim kontemplacyjny majstersztyk do smakowania na kilku przynajmniej poziomach oddziaływania. Opowiadający wymownie o sile przyjaźni, konsekwencjach i odpowiedzialności za własne czyny oraz w gruncie rzeczy (patrz finałowa puenta) o praktycznym wymiarze drastycznej nauczki.

poniedziałek, 10 listopada 2014

The Homesman / Eskorta (2014) - Tommy Lee Jones




To nie jest klasyczny western, bo nie ma tu szybkorękich rewolwerowców, efekciarskich konnych pościgów czy najogólniej rzecz biorąc całej tej kiczowatej zabawy w szeryfa i bandytów. :) Jest za to surowy klimat, intrygująca fabuła i detaliczna precyzja realizacji. Malownicze kadry, niczym najdoskonalsze kompozycje malarskie, wyraziste postaci i równie istotne co psychologiczny fundament, elementy dekoracyjne. A że ja ponad spektakularną widowiskowość stawiam to co pomiędzy wierszami poukrywane, to ten flegmatyczny dramat, pełen pauz i nostalgicznej aury, gdzie pozornie niewiele się dzieje tak bardzo mnie oczarował. Tutaj iluzorycznie rozmyte, lecz podświadomie wyraźnie odczuwane napięcie szarpie i na duszy szramy pozostawia. Pytanie o genezę obłędu szczególnie ważkie, gdy traumatyczne przeżycia z wyjątkową łatwością względnie trwałą psychiczną równowagę gwałtownie potrafią zaburzyć. Obłąkanie różne formy przybiera, a ich ofiary nie zawsze bezpośrednio w zachowaniu manifestują degradujące procesy w ich psychice zachodzące. Nikt się tego nie spodziewał, nigdy bym nie przypuszczał, tak nader często komentowane są tragiczne wydarzenia, których sprawcami i ofiarami niczym nie wyróżniający się zwykli ludzie. Ocena rzeczywistości często schematycznym rozumowaniem podyktowana, przez co jej wymiar wartościujący zwykle chybiony. To artystycznie zachwycający obraz, w który trzeba było się wgryźć i przetrawić starannie by w pełni docenić jego nietuzinkowe walory. Dostrzec subtelne metafory czy alegorie tkwiące przykładowo w samotnych domach pośrodku niczego. Zrozumieć oszczędne czy cierpkie relacje pomiędzy bohaterami w kontekście bezwzględnie wyjałowionej z ludzkich odruchów epoki i bezradność nielicznych tych co coś więcej ponad uczuciową fasadową teatralność prezentują. Ja nadal permanentnie to czynię, a ciągłe powracanie myślami do tej historii zapewne w przyszłości jej wartość jeszcze podniesie. Osadziła się w mej głowie i spokoju nie daje. Nietuzinkowe i tajemnicze przez co tak piękne na swój oryginalny sposób to kino. 

P.S. Smutne pierrotowskie spojrzenia Tommy Lee Jonesa - bezcenne!

środa, 14 sierpnia 2013

Sunset Limited (2011) - Tommy Lee Jones




Kameralna, zwięzła to teatralna w formie trzecia reżyserska produkcja Tommy Lee Jonesa. Majstersztyk dwóch kapitalnych aktorów z błyskotliwymi inteligentnymi dialogami - i tu brawa oczywiste za nie dla Cormacka McCarthy'ego. I sensu brak w przytaczaniu w detalach o czym ten sceniczny dramat, bo streszczanie go mija się absolutnie z celem, trzeba całościowo ująć, smakować tą maestrię zaklętą w oszczędną, korzenną formę. Refleksja tylko moja taka, że w biegunowo odmiennych postaciach, ich przekonaniach, filozofii życiowej oczywiste dualistyczne (może tylko pozornie) prawdy ukryte. Mianowicie zderzenie tu dróg, gdzie pytanie mnoży pytania zamiast oczekiwanych odpowiedzi udzielać z przekonaniami opartymi na schemacie przyjęcia założonej idei i skrupulatnym skumulowaniu w niej wszystkich dostępnych rezultatów. To innymi słowy rozpoczęcie poszukiwań w punkcie centralnym i wokół budowaniu wiedzy w kontrze do skierowania do jądra ideologicznych założeń, wszelkiej nowej myśli, wątpliwości w ich zawartych zawsze na korzyść idei centralnej rozpatrywania. Przekonanie, iż człowiek niepokorny bada rzeczywistość w miarę posiadanych dostępnych narzędzi, wiedzy czy doświadczenia bez filtrów ideologicznych, często ciasnych założeń - bez uznawania gotowca (on czasem jedynie punktem wyjścia). Pokorny zaś akceptuje tego gotowca bez jakichkolwiek wątpliwości, nie pozwala na zburzenie w swoim mniemaniu trwałego pewnika, skupia swój wysiłek wyłącznie na jego ochronie. Nie dopuszcza takiej możliwości z obawy o podkopanie fundamentów i konieczności wznoszenia konstrukcji od nowa. Pytanie tylko, który z nich bardziej spokojny, pogodzony w świecie schematów? Który uniknie frustracji? Chyba to oczywiste, jednak który szansę posiada na odkrycie prawdy. Chyba, że naiwnie zakładać, iż cała ona już od dwóch tysięcy lat znana, a wszelacy bohaterowie nauki i sztuki z przeszłości nieistotni i bezwartościowi. Obsesje jakie częstokroć nimi kierowały spokojnych duchem z nich nie czyniły - wyłącznie niepokornych w opozycji do skostniałych idei, prześladowanych, niezrozumianych przez co emocjonalnie nadwrażliwych, skłonnych do zachowań skrajnych. Ok pofilozofowałem sobie! :) Zachęcam zatem do poświęcenia 90 minut na tą wyśmienitą ucztę, tam punkt zaczepienia i klucz do moich powyższych przemyśleń.

Drukuj