Zastanawiam się czy Tommy Lee Jones (ten legendarny bezdyskusyjnie aktor) nie jest nawet lepszym reżyserem i myślę, iż to właśnie późny debiut za kamerą i atut dojrzałości mentalnej powiązany z wiekiem spowodował, że jego skromny reżyserski dorobek posiada tak głęboko oddziałującą moc. Czy może należy żałować, iż Tommy Lee Jones wcześniej swoich filmów nie zaczął kręcić? Nie sądzę - przywołując przykład pierwszy z brzegu, filmy Eastwooda z czasem przecież nabierały powyższych cennych walorów. Trzy do tej pory kinowe sztuki sygnowane nazwiskiem Jonesa, to kapitalne dzieła zarówno do przeżywania na poziomie czystych emocji, intelektualnej przygody, etycznej lekcji, jak i wizualnej perfekcji. Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady jak konwencja wymaga, podążają ospale ścieżką kina z bocznej drogi (bardzo daleko od głównej szosy), fenomenalnie opowiadając historię właśnie mocno prowincjonalnie osadzoną, lecz równocześnie rozprawiającą o uniwersalnych wartościach w formule niezwykle sugestywnego, aczkolwiek pozbawionego jakiejkolwiek ofensywnej pretensjonalności moralitetu. To dość brutalny, a nawet fragmentami makabryczny, zaiste uwspółcześniony western, ale przede wszystkim kontemplacyjny majstersztyk do smakowania na kilku przynajmniej poziomach oddziaływania. Opowiadający wymownie o sile przyjaźni, konsekwencjach i odpowiedzialności za własne czyny oraz w gruncie rzeczy (patrz finałowa puenta) o praktycznym wymiarze drastycznej nauczki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommy Lee Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tommy Lee Jones. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 października 2020
poniedziałek, 10 listopada 2014
The Homesman / Eskorta (2014) - Tommy Lee Jones
To nie jest klasyczny western, bo nie ma
tu szybkorękich rewolwerowców, efekciarskich konnych pościgów czy najogólniej
rzecz biorąc całej tej kiczowatej zabawy w szeryfa i bandytów. :) Jest za to
surowy klimat, intrygująca fabuła i detaliczna precyzja realizacji. Malownicze
kadry, niczym najdoskonalsze kompozycje malarskie, wyraziste postaci i równie
istotne co psychologiczny fundament, elementy dekoracyjne. A że ja ponad
spektakularną widowiskowość stawiam to co pomiędzy wierszami poukrywane, to ten
flegmatyczny dramat, pełen pauz i nostalgicznej aury, gdzie pozornie niewiele
się dzieje tak bardzo mnie oczarował. Tutaj iluzorycznie rozmyte, lecz
podświadomie wyraźnie odczuwane napięcie szarpie i na duszy szramy
pozostawia. Pytanie o genezę obłędu szczególnie ważkie, gdy traumatyczne
przeżycia z wyjątkową łatwością względnie trwałą psychiczną równowagę
gwałtownie potrafią zaburzyć. Obłąkanie różne formy przybiera, a ich ofiary nie
zawsze bezpośrednio w zachowaniu manifestują degradujące procesy w ich psychice
zachodzące. Nikt się tego nie spodziewał, nigdy bym nie przypuszczał, tak nader
często komentowane są tragiczne wydarzenia, których sprawcami i ofiarami niczym
nie wyróżniający się zwykli ludzie. Ocena rzeczywistości często schematycznym
rozumowaniem podyktowana, przez co jej wymiar wartościujący zwykle chybiony. To
artystycznie zachwycający obraz, w który trzeba było się wgryźć i
przetrawić starannie by w pełni docenić jego nietuzinkowe walory. Dostrzec
subtelne metafory czy alegorie tkwiące przykładowo w samotnych domach pośrodku
niczego. Zrozumieć oszczędne czy cierpkie relacje pomiędzy bohaterami w
kontekście bezwzględnie wyjałowionej z ludzkich odruchów epoki i bezradność
nielicznych tych co coś więcej ponad uczuciową fasadową teatralność prezentują.
Ja nadal permanentnie to czynię, a ciągłe powracanie myślami do tej historii
zapewne w przyszłości jej wartość jeszcze podniesie. Osadziła się w mej głowie
i spokoju nie daje. Nietuzinkowe i tajemnicze przez co tak piękne na swój
oryginalny sposób to kino.
środa, 14 sierpnia 2013
Sunset Limited (2011) - Tommy Lee Jones
Kameralna, zwięzła to teatralna w formie trzecia reżyserska produkcja Tommy Lee Jonesa. Majstersztyk dwóch kapitalnych aktorów z błyskotliwymi inteligentnymi dialogami - i tu brawa oczywiste za nie dla Cormacka McCarthy'ego. I sensu brak w przytaczaniu w detalach o czym ten sceniczny dramat, bo streszczanie go mija się absolutnie z celem, trzeba całościowo ująć, smakować tą maestrię zaklętą w oszczędną, korzenną formę. Refleksja tylko moja taka, że w biegunowo odmiennych postaciach, ich przekonaniach, filozofii życiowej oczywiste dualistyczne (może tylko pozornie) prawdy ukryte. Mianowicie zderzenie tu dróg, gdzie pytanie mnoży pytania zamiast oczekiwanych odpowiedzi udzielać z przekonaniami opartymi na schemacie przyjęcia założonej idei i skrupulatnym skumulowaniu w niej wszystkich dostępnych rezultatów. To innymi słowy rozpoczęcie poszukiwań w punkcie centralnym i wokół budowaniu wiedzy w kontrze do skierowania do jądra ideologicznych założeń, wszelkiej nowej myśli, wątpliwości w ich zawartych zawsze na korzyść idei centralnej rozpatrywania. Przekonanie, iż człowiek niepokorny bada rzeczywistość w miarę posiadanych dostępnych narzędzi, wiedzy czy doświadczenia bez filtrów ideologicznych, często ciasnych założeń - bez uznawania gotowca (on czasem jedynie punktem wyjścia). Pokorny zaś akceptuje tego gotowca bez jakichkolwiek wątpliwości, nie pozwala na zburzenie w swoim mniemaniu trwałego pewnika, skupia swój wysiłek wyłącznie na jego ochronie. Nie dopuszcza takiej możliwości z obawy o podkopanie fundamentów i konieczności wznoszenia konstrukcji od nowa. Pytanie tylko, który z nich bardziej spokojny, pogodzony w świecie schematów? Który uniknie frustracji? Chyba to oczywiste, jednak który szansę posiada na odkrycie prawdy. Chyba, że naiwnie zakładać, iż cała ona już od dwóch tysięcy lat znana, a wszelacy bohaterowie nauki i sztuki z przeszłości nieistotni i bezwartościowi. Obsesje jakie częstokroć nimi kierowały spokojnych duchem z nich nie czyniły - wyłącznie niepokornych w opozycji do skostniałych idei, prześladowanych, niezrozumianych przez co emocjonalnie nadwrażliwych, skłonnych do zachowań skrajnych. Ok pofilozofowałem sobie! :) Zachęcam zatem do poświęcenia 90 minut na tą wyśmienitą ucztę, tam punkt zaczepienia i klucz do moich powyższych przemyśleń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


