Francuska komedyjka,
lekka i przyjemna, ale też niepozbawiona waloru intelektualnego. Kryzys wieku średniego
jej rdzeniem i życie poukładane aż przesadnie - czyli młodość za plecami i
szaleństwa już tylko wspomnieniem. Życie szczęśliwe, a zarazem mało
ekscytujące. Czy to właściwie w rzeczy samej problem realny, czy nadmuchany? Idzie
zatem gość po bandzie i próbuje korzystać z tych rozrywek, które już dawno
zapomniane. Jest to jednak dość zabawne i mało naturalne, bo wbrew dyspozycjom psychicznym i cechom osobowościowym uskuteczniane. Trochę mu odbija wewnętrzne ciśnienie znajduje upust, a
on miota się i nawet korzysta z pomocy szamana wstrzykującego botoks. Ćwiczy,
szprycuje się, aż wyglądem sięga jądra groteski. Trochę w scenariuszu zabawnych
sytuacji, szczególnie w drugiej części masa farsy, nieco ambicji, więcej
autoironii i całkiem zgrabna produkcja gotowa. Dość wdzięczny i dość zabawny
oraz na pewno specyficzny to projekt, który wymyślił sobie reżyser i odtwórca
głównej roli w jednym. A to, co najciekawsze to fakt, że aktorzy grają samych
siebie i ta historia odbija poniekąd ich życie tylko w odrobinę krzywym
zwierciadle. Pytam się zatem, czy do obejrzenia skłoniłem, czy chociaż nieco
zaintrygowałem? :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Canet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guillaume Canet. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 września 2018
niedziela, 6 lipca 2014
Blood Ties / Więzy krwi (2013) - Guillaume Canet
Lata siedemdziesiąte, rzeczywistość analogowa i dramat policyjno-gangsterski. Jasne więc, że już na starcie lubię to! Innymi słowy ekipa odpowiedzialna za Blood Ties była jednocześnie uprzywilejowana i z góry niestety skazana na wysokie oczekiwania. Seans już za mną i kilka zdań aż się wyrywa by na łamach autorskiego bloga zaistnieć. Po pierwsze dwa atuty, czyli kwestia wybornie z pietyzmem dopracowanych detali klimat epoki na ekran przelewających. Dopieszczona w szczegółach scenografia - lokacje, budynki, wnętrza, kolorystyka w stonowanych barwach plus charakteryzacja wiarygodna, taka autentyzmem przekonująca. Dodatkowo bardzo udanie ukazane relacje międzyludzkie i psychologiczny fundament postaw postaci. Dwóch braci po skrajnych stronach barykady w swym życiu egzystujących, na pozór tak różnych, a w rzeczywistości posiadających tak wiele cech wspólnych, które to niestety do konfrontacji muszą prowadzić. Gdzie dwaj twardzi samczy zawodnicy, rozbitkowie równie mocno przez życie poturbowani, bezradni wobec prywatnego życia, non stop w zakrętach w poślizgi wpadający, tam z pewnością iskry krzesane będą. Są zatem spięcia, skakanie do oczu i wewnątrz utrzymywanie wszelkich twardzielom nieprzystających uczuć. Przecież męska, a tym bardziej braterska przyjaźń musi być szorstka - ha, to twierdzi typ co rodzeństwa płci męskiej nie ma. :) I na koniec coś co mimo wszystko najbardziej wartościową prawdę odsłania, że lojalność braterska ponad wszystko wznieść się potrafi gdy zagrożenie rozmiary poważne przybiera. Było o walorach to i o pewnych mankamentach by uczciwie sprawę postawić być musi. One może nie sprawiają, że walory na plan dalszy są spychane, a ogólne odczucia po konfrontacji z całością rozczarowują. To jedynie pewne potknięcia, jak kreacja Clive'a Owena - tak drażniąca manierycznością, irytująca mnie zupełnie nieprzekonującą gestykulacją, mimiką nieznośnie sztuczną. Równowagę szczęśliwie przynoszą kapitalna rola Billy'ego Crudupa oraz cieszące oko oraz oczywiście zmysł artystyczny piękne panie: Mila Kunis, Zoe Saldana i Marion Cotillard. One zjawiskowe ukrywać tego faktu nie zamierzam. :) Rzecz jeszcze ostatnia, taka co w miarę wciągania się w proponowaną historię z wady w zaletę ewoluuje - ten senny, nieco monotonny sposób zawiązywania akcji i jej rozwijania. Myślałem, że się szybciej i bardziej gwałtownie rozkręci ale on w założeniach taki mało brawurowy - brak spektakularnych strzelanin i krwi intensywnie spływającej to cecha jego charakterystyczna. To nie kino spektakularnie adrenaliną napompowane tylko kameralne ujęcie ludzkich zachowań. Prawdziwe emocje dominują, więc jak ktoś nakręconej na hajp hollywoodzkiej produkcji się spodziewa to srodze się rozczaruje. Mnie z fotela nie wyrwał, z opadem permanentnym szczęki nie pozostawił ale zaintrygował i pobudził do sentymentalnych rozważań, a to dla mnie istotne w przygodzie z kinem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

