Finał serii - trylogii domknięcie. Jeśli dwie poprzednie znacie – dobrego, mocno stylizowanego kina wymagacie! W sensie przywołania na ekran pożądanego klimatu, to jest bardziej ejtisowe od każdego jednego ejtisowego filmidła, gdyż zgodnie z koncepcją karmiąc się wszelakimi wypryskami tejże kiczowatej popkultury, tworzy w pigułce kompilację wszystkich jej cech. Szanuje ale zaskoczony nie jestem bowiem jak Ti West już ducha przywołuje, to nie ma ch we wsi - musi być pod względem wizualnym i muzycznym (ale te hity nie są aż tak oczywiste) sztos i basta! Tak typ potrafi aromatyczną esencję zaparzyć - już przecież dwukrotnie przecież skutecznie udowadniał! Problem chyba jednak tkwi w (tak to słowo jest lepsze) SZKOPULE, że po raz trzeci człowiek czyni to, co mocno zaskoczyło i mocno wstrząsnęło jeszcze w przypadku otwarcia i pierwszej kontynuacji, a teraz pomimo kombinowanego na dwa czy trzy sposoby zakończenia, to jednak w niczym nie mogło zadziwić. Kwestia przyzwyczajenia i poprzeczki jakiej wyżej ustawić się nie dało, bo zwyczajnie te dwa drągi na których umieszczona maksymalnie wcześniej zostały wydłużone. Zatem tandetnie przewrotny finał bardzo OK, jednak chyba się rozumiemy - bez zaskoczki czy jak jej tam! Rzecz ogólnie zrobiona z rozmachem, a zachowawczo mimo to, bowiem konwencja ramy narzuciła, a wyobraźnia oczywiście została mocno w ruch wprawiona, jednako nie mogła naturalnie pójść dalej niż dorobek w latach osiemdziesiątych kina popularnego pozwalał. Scenariusz zdobny w nawiązania, równie bogato jak rzeczona powyżej strona atmosferyczna. Formuła hybrydowa, gdzie horror klasy B spotyka wtręty z branży porno, a wszystko w histerycznym sosie satanistyczno-bogobojnym, gdzie jeszcze wątek kryminalny rozwiązuje para modelowych gliniarzy. Świat video rozrywki z marzeniami o sławie i na koniec coś co mógłbym nazwać niepokojącą metaforą.
piątek, 11 października 2024
czwartek, 9 lutego 2023
X (2022) - Ti West
Pokrótce X, to ambitna artystycznie i merytorycznie także, o bzykanku klasycznie slasherowa przypowieść. Przypowieść z przesłaniem, że kiedyś jest jędrny i młody to nie odbieraj sobie okazji do dmuchanka, dlatego że jacyś fanatycy religijni będą Ci wciskać poczucie winy i pieprzyć (uwaga kontekst/gra słów :)) o grzechu. Przyjemność czerpać z młodości smarkaczu musisz, bo ta jędrność nim się obejrzysz sflaczeje i szalej ile wlezie kiedyś jeszcze w stanie, bo życie po prostu prozaicznie krótkie. Tylko uważaj z kim tańczysz i może jednak zachowaj trochę więcej niż minimum elementarnej ostrożności, bo wiesz zło to jednak może czekać za rogiem i naiwnych strącić (gdy da mu się szansę) już za życia do prawdziwego piekła rozpusty. Zabawnie, prawda że scenariuszowo dość zabawnie? Tylko że pod przesłoną z mrugania oczkiem jest w tej kinofilskiej zabawie sporo powagi i jest też właśnie to wytłuszczone ostrzeżenie, że każda filozofia życiowa musi zakładać dwie opcje i koniecznie awaryjny plan B, oraz że jak sobie łeb bezkompromisowymi ideami nabijesz, to kuku możesz sobie prędziutko naiwny frajerze zrobić i co najwyżej u czubków wylądować, gdy odbijesz się kilkukrotnie od ściany. Frustracja to bowiem podstępna suka, ona zatruwa umysł i prowadzi do mega słabych finałów. Dość fizycznie (w sensie eksploatowania cielesności) i makabrycznie (w sensie gatunkowym) hajpowany ostatnio Ti West o młodości i starości nawija, a że posiada człowiek (udowadniając to wraz z operatorem) oko do doskonałego kadru i potrafi z poszczególnej sceny jak i z całego filmu zrobić gatunkowy klejnocik (scena z krokodylem) oraz dodatkowo Chelsea Wolf (o jak fajowo) z Tylerem Batesem w tandemie prezentują dryg do budowania odpowiedniego tła muzycznego, więc seans to całkiem powabny, ale przełomu w sensie dzieła epokowego nie ma co się spodziewać, bo to nie ta estetyka i chyba nie aż tak wysokie rzecz jasna ambicje.
P.S. Tak, obejrzałem najpierw Pearl, teraz dopiero X i być może powinienem zrobić to na odwrót.
wtorek, 15 listopada 2022
Pearl (2022) - Ti West
Nowa fala retromani w uderzeniu, a sam trend na staro-nowe wydaje się być w rozkwicie, bowiem możliwości techniczne dzisiaj gigantyczne, a głód kinowej strawy sięgającej po inspiracje z przeszłości po okresie udziwniania i uwspółcześniania filmowej narracji, pozwalający na kręcenie dużo, często i najważniejsze świetnie w starej tradycji. Ti West zrobił tutaj rzecz piękną, przywrócił bowiem pamięć o mało ambitnym lecz rozrywkowo wyjątkowym gatunku, a poza tym do prostej receptury dodał też kapitalnie wychwycone konteksty oraz dobrał takich współpracowników, że Pearl rozkłada skrzydła bardzo szeroko. Nawiązuje tak do obłędnej slasherowej estetyki, jak i do klimatu na wzór Czarnoksiężnika z Krainy Oz, czyniąc główną bohaterkę rozkosznie szaloną. Lecz ta Dorotka spotykająca się i tańcząca ze strachem na wróble marzy o zupełnie innym, wręcz baśniowym życiu, wirując właśnie w ekstatycznym tańcu. Doskonale to zrealizowana, znakomicie zagrana, ekscytująca obrazem, zaskakująco przenikliwą treścią, wreszcie dopełniona klasycznie filmową nutą, rzecz generalnie o przemocy, wściekłości, szaleństwie, bardziej szczegółowo o pragnieniu ucieczki, histerycznym gonieniu za wszelką cenę za sennymi marzeniami, o koszmarnej rzeczywistości ekstremalnie surowego wychowywania, pracy po pracy, przed pracą i jeszcze w czasie pracy na dwieście procent, wreszcie metodycznego pozbawiania złudzeń, a w sferze poza psychologicznej o paleniu, wbijaniu wideł w pierś i siekiery w plecy oraz duszeniu. Wizualnie na poziomie ochów i achów, barwnie z dopieszczeniem detalami scenograficznymi robiącymi skutecznie konieczny klimat. Według receptury niby przewidywalnej ale i z domieszką własnej twórczej inwencji. Dreszczowiec, horror jak się patrzy, rylec buszujący w świadomości niezgorszy. Sączy się i konsekwentnie, z godnym podziwu uporem wlewa niepokój w widza głowę, a widz tak patrzy, obserwuje i chłonie, bo taka jest natura ludzka że człowiek lubi jak go postraszą, wręcz przerażą lub po prostu stosując klasyczne techniki gatunkowe uwiodą. A Pearl uwieść przerażając (monolog oscarowy) potrafi! Brawo Mia Goth!


