Postać zaiste znacznie bardziej fascynująca od filmu o niej i jeżeli w intencji Adriana Panka nie było jej szersze spopularyzowanie, to nie ma usprawiedliwienia iż stworzył obraz najzwyczajniej skalkulowany na masowego widza, ale nie tak udany jak podobnie pragnący rozgłosu, wielce w odróżnieniu trafiony/udany sprzed kilku lat biopic o Michalinie Wisłockiej. Innymi słowy pewnie biograficzny półprodukt Panka będzie przez grono emerytek kinomanek określony ładnym filmem, ale to raczej żaden komplement, kiedy bohaterką kobieta niezłomna, bo charakterna i piękną, wartościową pasją obsesyjnie pochłonięta. I nie pomagają mu finalnie tak jak by potencjalnie mogły skręty w kierunku ukazania głębszego sensu surowego, zimnego chowu - dzieciństwa spędzonego w pozornie być może tylko toksycznym towarzystwie matki, bowiem to hartowanie (przygotowanie na udźwignięcie ciężkiej rzeczywistości) jest li tylko potraktowane wzmiankowo, a jedna mocno sugestywna scena ze świetną w roli silnej kobiety Agatą Kuleszą ogólnie wiosny w scenariuszu nie czyni. Tak jak doskonała uważam rola kapitalnej obecnie Sandry Drzymalskiej (to jej czas, ja jej mocno kibicuję), nie jest w stanie wznieść obrazu Panka na wyższy emocjonalny poziom, kiedy wyłącznie w pamięci po seansie pozostaje cudowny las, zjawiskowo sfilmowany i te "pogańskie", magiczne wręcz "szamańskie" akcenty, uświadamiające znaczenie pierwotnej puszczy i jej tajemnic znanych jedynie dla mocno wkręconych - wtajemniczonych. Tym bardziej że powinienem dla dobra "niedźwiedziej" laurki dla Simony przemilczeć taki drobiazg, jaki wrażeniu dodatkowe kuku czyni, że jej siostrzenica Joasia przez 5 lat ni cholery się nie zmieniła.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Panek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrian Panek. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 grudnia 2024
czwartek, 19 września 2019
Wilkołak (2018) - Adrian Panek
To nie jest kino z kategorii "chciałbym jeszcze raz obejrzeć - powrócę jeszcze do niego". Przynajmniej w moim maksymalnie subiektywnym przekonaniu - chociaż jak zakładam o charakterze, który obiektywnie doświadczeniem na tyle bolesnym, że do powtórnej konfrontacji niewielu śmiałków będzie zmotywowanych. Jest w nim wszystko to co oscarowy Syn Szawła oferował, czyli podobne metody wywoływania emocjonalnej reakcji widza i bliźniacze techniki realizacyjne, ale i całkiem znaczne nawiązania do twórczości Guillermo del Toro z okresu Labiryntu Fauna i Kręgosłupa diabła (konwencja baśni), więc dla bardzo odważnych, odpornych oraz świadomych wyzwania miłośników kina to seans. Kino bezdyskusyjnie gatunkowe, w którym skrajnie surowa forma i wstrząsający bezpośredni przekaz wizualny zaskakująco spójnie powiązany zostaje z horrorem o przygodowym obliczu. Prawda, że to w kontekście masowej eksterminacji dość karkołomny pomysł na konstrukcję, równie ryzykowny jak samo pseudo recenzenckie dostrzeganie w kameralnym wojennym dramacie cech stylistyki kojarzącej się wprost z pozbawioną intelektualnego etosu popcornowatą rozrywką. ;) Szczęśliwie jednak Adrian Panek świadomie unika przerysowań i przestylizowania, nie szarżując, a tylko ograniczając się do wykorzystania skojarzeń do uzyskania efektu chwilowego dysonansu poznawczego, bowiem trudno nie odczuwać dyskomfortu obserwując tresowane dzieci i psy w warunkach brutalnej walki o przetrwanie. Stąd ekranowa dziecięca odyseja w okolicznościach poobozowej traumy i koszmaru holokaustu zrealizowana za "psie" pieniądze, prostymi aczkolwiek w żadnym stopniu prostackimi środkami, uzyskuje mocny, sugestywny efekt bez konieczności nadużywania powszechnych sztuczek w rodzaju jumpscare'ów, czy innych zastępczych środków wywoływania przerażenia. W zacnym klaustrofobicznym horrorze wystarczy, gdy strach jest pomiędzy wierszami, jeżeli jest się oczywiście dzięki zabiegom twórców świadomym jego złożonej etiologii!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

