Zerkam kilka dni temu na informacje i widzę, iż za sterami tego projektu, człowiek od Stare grzechy mają długie cienie stoi i automatycznie jestem mega zainteresowany, bo to o czym wspominam było pamiętam w moim odczuciu (zdania mogły być podzielone), jako kryminał wręcz hipnotyzujące. Tym razem Alberto Rodríguez aby opowiedzieć widzowi fabularną historię, to zawędrował do więzienia z czasów tuż po śmierci Franco, czyli czasów tak anomii, jak i obiecującej względną normalność, przebiegającej w bólach ogromnych transformacji z dyktatury do demokracji. Wziął dokładnie na warsztat jedną z wielu dramatycznych historii życia ofiary tak systemu karania na oślep, jak reżimu odchodzącego bardzo powoli w przeszłość, w atmosferze mnóstwa ciemnych rozgrywek w kraju uwolnionym od dyktatora, lecz wciąż kraju silnych wpływów zorganizowanego przez niego i współoprawców krwawego systemu. Oglądamy klasyczne metody wymuszania posłuszeństwa, znęcania się fizycznego i psychicznego, odbierania wszelkich praw w okolicznościowych niby zmieniającego się kraju, ale z funkcjonariuszami poprzedniego reżimu, więc scenariusz podobny choć chyba jednak bardziej ekstremalny od tego naszego, polskiego. Natomiast technicznie jak Rodríguezowi wyszło, to ocena zależny od specyfiki oczekiwań i ja akurat byłem lekko rozczarowany, bo dramatyzm sytuacji i owszem na poziomie intensywnego przekazywania w obrazie i scenariuszu grozy okoliczności i warunków, ale kolejne wydarzenia jakimi nie byłyby one wstrząsające, to tutaj nie dotykają do żywego tak jakby powinny. To moje subiektywne odczucie i nie mam intencji krytykowania efektu, bo tak jak mnie skrajnie nie poraził, to przypuszczam że znajdą się widzowie, których totalnie poruszy. Wyszło po prostu według opinii mojej bardzo poprawnie i nie wiem, czy to poniekąd wina przejścia Rodrígueza ostatnio na stronę serialową, czy może Stare grzechy jednak nie były tak znakomite jak mi się te siedem lat temu zdawało, a ja najzwyczajniej tych lat nie przespałem, tylko swój gust filmowy zmodyfikowałem i jestem bardziej jeszcze wymagający. Z chęcią posłucham bardziej obiektywnego zdania, ale tylko dotyczącego pierwszej hipotezy. ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alberto Rodríguez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alberto Rodríguez. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 czerwca 2023
poniedziałek, 19 września 2016
La isla mínima / Stare grzechy mają długie cienie (2014) - Alberto Rodríguez
Na takie hiszpańskojęzyczne cudeńko czekałem od czasu Sekretu jej oczu i nawet jeśli po drodze obejrzałem kilka naprawdę świetnych dramatów, ewentualnie kryminałów/thrillerów o takim pochodzeniu, to one o półkę niżej od obrazu Alberto Rodrígueza. Uno, miejsce i czas akcji, czyli hiszpańska prowincja, inaczej zadupie i czas totalnej anomii, kres faszystowskiej dyktatury generała Franco. Dos, zdjęcia Alexa Catalány nie tylko wybornie oddające duszny klimat południa półwyspu iberyjskiego, rozsiewające mroczną aurę czasu, religijnych guseł oraz atmosferę beznadziei związanej z biedą, życiem na marginesie, jak też pozwalające sobie na pewne eksperymenty wizualne - patrz. kapitalne ujęcia z góry. Tres, postacie i ich rysy psychologiczne, ich relacje skomplikowane w politycznym i życiowym kontekście wraz z rewelacyjnym aktorstwem pozwalającym ambitne założenia z papieru przenieść na ekran.Wreszcie cuatro, sama zagadka kryminalna, która trzyma za gardło może nie tak silnym uciskiem, który oddechu pozbawia, jednak w towarzystwie całego tła wypada bardzo przekonująco i co istotne utrzymuje napięcie. Obejrzałem z wypiekami na twarzy, z podziwem jak zwykle dla umiejętności jakie drzemią w latynoskich twórcach i ich ogromnej wrażliwości artystycznej, które umożliwiają snuć fascynujące złożone opowieści wzbogacane malarskim kolorytem i psychologiczną erudycją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

