Cudowny pomysł i piękna jego realizacja w postaci małego filmu o drobnych, a jednak wielkich rzeczach. Ale to co obejrzałem, to nie jest zaskoczenie, kiedy odpowiedzialność za formę i treść przyjęła na siebie Céline Sciamma, autorka doskonale przez krytykę przyjętego przed kilkoma laty Portretu kobiety w ogniu. Tym razem jednak nie poszła tropem li tylko wzniosłej artystycznej i merytorycznej ambicji, ale fantastycznie połączyła je z subtelnym ciepłem i z treściwą scenariuszowo kameralną familijną opowieścią, zamkniętą w jedynie w 72 minutach projekcji. Zadała poniekąd pytanie, czy nie chciałbyś widzu poznać swoich rodziców w swoim wieku, a dokładnie czy to nie byłoby niezwykłe doświadczenie poznać ich kiedy byli dziećmi i czy nie pomogłoby to scalić relacje i uporządkować towarzyszące im emocje. Nelly (bohaterka) jakimś cudem (bo fantazja, bo fantazja jest od tego...) ją dostaje, a widz obserwuje tą zaskakująco dojrzałą jak na mentalność dziecka relację matki/przyjaciółki z córką, zrazu też uroczo jak na nią naturalnie naiwną, kiedy obydwie trafiają na siebie w wieku ośmiu lat. W przypadku swojego najnowszego obrazu Sciamma korzysta z baśniowej tradycji i tzw. konwencji realizmu magicznego, tworząc współczesną opowieść o dziecięcej samotności, nieuniknionym umieraniu bliskich, żałobie oraz poszukiwaniu wyjaśnień, a dokładnie odpowiedzi uzyskiwaniu, dzięki tak własnej fantazji, wyobraźni, jak i przyporządkowanych do wieku możliwości intelektualnych, wspieranych mądrym rodzicielstwem. To nie było zapewne łatwe, by wymagający koncept przenieść zrozumiale na ekran i też prowadząc głównie dziecięcych aktorów, wydobyć z ich gry tak naturalność jak i do pewnego stopnia oczywiście względny profesjonalizm. To się jednak udało (choć nie dosłownie) znakomicie, więc Mała mama, to także prócz wzruszającego mądrego tematu, sporo dobra w postaci bardzo surowego, ale mimo to uroczo nieporadnego piękna płynącego z bardzo młodych kreacji aktorskich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Céline Sciamma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Céline Sciamma. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 stycznia 2023
czwartek, 24 października 2019
Portrait de la jeune fille en feu / Portret kobiety w ogniu (2019) - Céline Sciamma
Nie wiem jak bardzo osoba Céline Sciamma była dotąd w europejskim kinie znana. Wnioskując po pobieżnym zapoznaniu się ze spisem jej dotychczasowej pracy myślę, że status młodej rokującej scenarzystki i reżyserki pasował do niej znakomicie, a to co obecnie obserwuje się wokół jej najnowszego obrazu może nie zakrawa na jakieś istne szaleństwo wzrostu rozpoznawalności, ale powoduje, iż jej nazwisko z pewnością wyjdzie wyraźnie poza znajomość tylko i wyłącznie wielbicieli niszowego artystycznego kina. Ja zdecydowanie jestem świadom, iż bez świetnych recenzji wspomaganych dość intensywną promocją między innymi w mediach społecznościowych, zapewne nie zwróciłbym uwagi na tytuł, który sam w sobie przecież zabrzmiał intrygująco. Może jakimś trafem, kierowany intuicją i ciekawością znalazłbym się podczas projekcji w kinowej sali, ale to dość małe prawdopodobieństwo, więc wdzięczny jestem, że jakość tego dzieła pozwoliła przygotować krytyce odpowiedni grunt promocyjny i dotrzeć też z tą wyjątkowo uczciwą reklamą do mnie. Mimo iż Portret kobiety w ogniu to wymagające kino dla może nie "kultowego" lecz z pewnością wysublimowanego widza, to nikt kto wrażliwy na piękno wizualne nie przejdzie obojętnie obok niezwykle malarskiej i poetyckiej historii żarliwej (może neurotycznej) namiętności, która nie miała szansy na wyczerpujące skonsumowanie, przez co stałą się nieśmiertelna. Historii w której tak samo dostrzeżemy klasyczne atrybuty romantycznego kina kostiumowego, tudzież mitologiczne pararele, jak i szeroki wachlarz sugestii i aluzji charakterystycznych dla współczesnego kina autorskiego - w tym silne wpływy, na szczęście w subtelnym duchu myśli feminizującej. Stąd Portret kobiety w ogniu, to idealna symbioza przepięknej formy wizualnej, leniwej powierzchownie, a pulsującej podskórnie charyzmatycznym nerwem narracji i głębokich filozoficzno-socjologicznych dociekań, skrytych pod właściwym intymnym portretem miłosnej relacji, malowanej urzekająco sugestywnie każdym drobnym gestem i dyskretnym spojrzeniem bohaterek.
P.S. To kino niezwykle kobiece, tak więc wymagające szczególnie od mężczyzn odwagi (co zrozumiałe dość zagubionych pośród szczególnie scen ckliwości), aby przyznać się do swojej podatności na wysokie stężenie romantyczności, przeżywając wewnętrznie potężny ładunek kłopotliwych dla płci dominującej emocji. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

