Na gorąco, lecz z chłodnym jednak stosunkiem do efektu napiszę, że to płytka hagiografia była (zgadzam się), w dodatku pod okiem zainteresowanej rodziny i zapewne jak tylko możliwe, aby jednocześnie jednak nie było w stu procentach jedynie ładnie, mocno pro proporcjonalnie na korzyść wybielania ocenzurowana. Stworzona zatem pod dyktando, stąd gdyby komukolwiek z pilotów tego projektu przyszło na myśl cokolwiek bardziej kontrowersyjnego rozgrzebywać bardziej niż należy, pewnie projekt tak szybko jak powstał, tak szybko wylądowałby w szufladzie inwestora. Jeśli miało napełnić kieszenie (Michael wciąż jaja złote znosi) nie mogło być więc inaczej niż bezpiecznie i idealizacjo - bardzo domniemuje daleko od rzeczywistości, z zaakceptowaną (podkreślam jeszcze raz) dozą połowicznego, kontrolowanego dramatu. Powstał tym samym koncept tylko poprawny, ale warsztatowo maksymalnie na poziomie technicznym, po hollywoodzku zawodowo na ekran przeniesiony. Dwie figury w skąpym pod względem ekscytacji scenariuszu tutaj dominują - ojciec i syn, inaczej szef i podwładny, bądź skrajnie oceniając tyran i ofiara. Ojciec jako prezes finansowej korporacji i syn niewolnik, kura znosząca te złote jajka, uwalniająca się poniekąd spod buta autokraty-krwiopijcy, jednakowoż wciąż poddawana emocjonalnemu szantażowi. Michael od dzieciństwa traktowany jak tresowana małpka, karcony i motywowany zarazem, według najskuteczniejszych prawideł manipulacyjnych. Michael z natury szkolenia wycofany (do czasu może) w kwestii menadżerskiej, za to niezwykle efektywny i pracowity na poziomie artystycznym. Wrażliwy i ambitnych, kreatywny i zdyscyplinowany, wypracowujący jako gigantycznie utalentowany fenomen, we współpracy między innymi Quincey’a Jonesa zarówno własne brzmienie, jak i choreograficzny styl niepodrabiany. Tutaj film Fuqua akurat zyskuje, bo na poziomie scen ukazujących prace w studiu, na planie teledysków (robota przy Thrillerze po prostu Olimp choreograficzny) czy cały anturaż związany z występami stadionowymi, czyli część czysto muzyczna wypada kapitalnie, w czym główna zasługa tak specjalistów zatrudnionych by to się kleiło i wyglądało oraz rzecz jasna świetnie przeprowadzonego castingu - Michael mały i większy mega mega! Pomimo jednak że szołmeńsko dopracowane, choreograficznie wyborne, to kluczowa dla całościowego odczucia narracja, kompletnie bez flowu - co jest przy filmie o kimś z największym flowem w biodrach, nogach i każdej eksponowanej części ciała oraz głosie, niewybaczalne przerażająco. Dlatego pozwalam sobie na otwartą krytykę, jako produktu kompletnie na poziomie opowieści fałszem na granicy cynicznej przesady przesiąkniętego. Nawet nie próbując mnóstwa tutaj przekłamań konkretnie prostować, bowiem raz niby coś więcej wiem bo czytałem, słyszałem ze źródeł bardziej wiarygodnych, a dwa po cholerę to robić, jak i tak kto z tematem bardziej zaznajomiony, to z góry uświadomiony, że tutaj nie o szczerą do bólu prawdę chodziło. To ckliwa rozrywka i zachęta do na nowo wypromowania, pokazania na co stać na scenie i poza sceną artystycznie KRÓLA POPU było i skupiając się na wartości technicznej odtworzenia walorów talentu, za co można by ocennego maksa przyznawać. Za wartość artystyczno-historyczną tego zamówienia nie dałbym natomiast więcej niż trzy, może cztery na dziesięć.
środa, 3 czerwca 2026
środa, 14 lutego 2024
Tears of the Sun / Łzy słońca (2003) - Antoine Fuqua
Uwaga pierwsza - Antoine Fuqua kręci od lat raz kapitalnie w klimatach jakie lubię (Dzień próby i Gliniarzy z Brooklynu wielce szanuję), a innym razem średnio, bądź również świetnie, lecz w estetykach jakie nie bardzo są w stanie mnie przekonać (hiciarska seria Bez Litości i Olimp w ogniu przykładowo mam na myśli). Zatem jak z tematem nie trafia, to już teraz raczej nie tykam i tyle. Uwaga druga - konflikty wewnętrzne, powiązane z kwestiami etnicznymi czy religijnymi miejsce mające w rejonach świata szczególnie na nie narażonych, są zawsze znakomitym materiałem, by Amerykanie uszyli z nich produkcje tak przyciągające uwagę masowego często widza, jak przy okazji pokazać mieli okazję jakim to nie są narodem zapewniającym globalną stabilizację, czy w tym konkretnym przypadku, ratującym potrzebujących. Nie drwię, zauważam tylko pewną klasyczną regułę i nie zamierzam wdawać się w analizy rozstrzygające, jak często jest ta autoreklama usprawiedliwiona. Film fabularny jest bowiem zawsze przede wszystkim rozrywką, a szczególnie kiedy zamiarem twórców prócz zainteresowania tematem, przede wszystkim tegoż tematu wyeksploatowanie, a innymi słowy drenaż portfeli jak największej grupy widzów. Oczywiste i bezdyskusyjne! Dlatego Łzy słońca odbieram ze sporym dystansem i nie traktuję jako typowego źródła wiedzy o nigeryjskim konflikcie - jego genezie czy przebiegu, ale jako umowne tło w jakim rozgrywa się jeden z lepszych dramatów jakie Fuqua nakręcił, gdzie Ameryka zasługuje na brawa, ale super-bohaterstwa (gdyby nie ta rozpierducha na finał) odpornego na grad pocisków oszczędza, ukazując w zamian na pewno na krzywdę ludzką wrażliwości twardych komandosów. Chociaż jest to kino akcji, to jednak mocno dramatyczne i siada na psychikę oraz oddziałuje zaskakująco silnie ową dramaturgią wydarzeń i scenami poniekąd kojarzącymi się z docenianymi dziełami traktującymi o wojnie w Wietnamie (takie skojarzenia - co zrobię), czy wprost przykładami potwornego okrucieństwa - masowego ludobójstwa, niestety nie bezprecedensowego. Wyszło porządne kino, produkcyjnie bez uwag z dobrze obsadzonym kultowym Bruce’m Willisem oraz jak zwykła przyzwyczaić, przyciągającą uwagę i tutaj też poruszającą Monicą Belucci.
niedziela, 17 października 2021
The Guilty / Winni (2021) - Antoine Fuqua
sobota, 17 kwietnia 2021
The Magnificent Seven / Siedmiu wspaniałych (2016) - Antoine Fuqua
Jeśli się porywa na legendarną klasykę to nie ma zmiłuj - więc albo idzie się na całość i choć to niezwykle trudne przyćmiewa oryginał, bądź częściowo uzyskuje się efekt lepszy, chociażby obecnymi możliwościami produkcyjnymi deklasując archaiczne środki pierwowzoru, albo tworzy ikonę na nowo, bądź bierze na klatę druzgocącą krytykę ze względu/bez względu na fakt czy jest uzasadniona. Jak pies do jeża podchodziłem więc do pracy wykonanej pod kierownictwem Antoine'a Fuqua, bo Siedmiu wspaniałych to cholera mimo pewnej banalności stwierdzenia złoto i kropka. Jednak biorąc pod uwagę że między innymi w przeszłości podobna westernowa sztuka powyżej opisana udała się między innymi Mangoldowi czy Coenom (pozdro kumatym :)), to w końcu sprawdziłem co nierówny częstokroć dotychczas reżyser klasykowi uczynił. Co nastąpiło już szybko zauważam i w miarę przystępnie próbuje wypunktować. Pierwsze na nie, to te twarze jakieś takie wymuskane zbytnio i obraz zbytnio obrobiony – w sumie cały w końcu Fuqua. :) Po pierwsze natomiast na tak to rozmach produkcyjny i wielka przygoda, która właściwie powinna być przygodą gigantyczną. Jest spektakularnie jak cholera, strzelaniny są takie że opad szczeny i nawet kilka razy myślałem że zginął wbrew zasadom ten dobry. :) Dalej fenomenalna kaskaderka i (smutek, smutek, smutek) poza tym nic szczególnego. Ale jak to ostatnio gdzieś przeczytałem, nie po to się chodzi do lasu by narzekać na drzewa, stąd zanim zdążę kolejne słabości wytykać to zamilknę.
poniedziałek, 1 marca 2021
Training Day / Dzień próby (2001) - Antoine Fuqua
środa, 3 lipca 2019
Brooklyn's Finest / Gliniarze z Brooklynu (2009) - Antoine Fuqua
środa, 23 września 2015
Southpaw / Do utraty sił (2015) - Antoine Fuqua
P.S. Przyznaje, chciałem szerszą refleksję spisać, miałem już nawet prawie w pełni wątek boksu jako specyficznej odmiany gry w szachy opisany, jednak doszedłem do przekonania, że po cholerę mam się tutaj produkować, gdy Fuqua sam najprostszą z dróg poszedł.







