środa, 2 września 2026

Straw Dogs / Nędzne psy (1971) - Sam Peckinpah

 

Kulminacyjnym punktem, prowokująco dwuznaczna, brutalna zarazem scena gwałtu, kiedy sumie od początku od seksualnych i przemocowych prądów, napięcie było zgęstniałe. Ona młodziutka, bezpośrednia i napalona, świadoma swoich kobiecych atutów, ale i naiwna, gdy faceci wokół niej z mentalnością szowinistycznych brutali, rozbierających ją wzrokiem twardzieli wychowanych w warunkach spartańskich. Typów swoich u siebie, w społeczności zupełnie odmiennej od miejsca pochodzenia jej tkwiącego z nosem w książkach męża Amerykanina. Pogrywała blondynka zazdrością, z męża bezczynnością i swoim seksapilem ryzykowała jak się okaże bezpieczeństwem własne i partnera (okularnika bez cech z początku wirażki) raczej intelektualisty kulturalnego, dobrze wychowanego, niż jakby się z pozoru zdawało gotowego na wszystko furiata w obronie skutecznego. Przewrotny rozwój dalszych wydarzeń jednak mnie zaskoczył, bowiem coś na kształt archetypu dla najbardziej szokującego, flagowego dzieła Haneke’go prognozowałem. Zatem ta gruba eskalacja w kierunkach jakich raczej nie łatwo byłoby dokładnie przewidzieć, do finałowego oblężenia i próby linczu sprowadzona, byłą niespodzianką. Bardziej węszyłem kierunek na zazdrość i ambicje samcze - samce alfa skłonne do bitki dla rozrywki kontra pod kołnierzykiem w pulowerku ofiara losu, a uderzony zostałem obuchem przez pomysł na postać zmieniającą kompletnie pierwotne moje odczucie, z inicjatywą na obronę niczym Kevin McCallister, tylko w wersji total hardcore. Oczywiście odsuwając żarty na bok i rozpatrując sytuację akademicko psychologicznie, to myślę że w teorii taka przemiana jest możliwa do zaistnienia, gdy człowiek przyparty do muru i zdeterminowany do użycia wszelkich środków w defensywie, więc i obraz drastyczny na ekranie jest usprawiedliwiony. Poza tym robiąc pierwsze świadome i pełne podejście do tej filmowej klasyki (fragmenty mi przez lata rzecz jasna przed oczami w TV migały), dotarło do mnie, iż Peckinpah kojarzył mi się nietrafnie jedynie z kinem skierowanym do mniej wytrawnego widza, bo mógłbym wymienić przecież jego widowiskowe westerny i nie byłbym wówczas aż w takim błędzie, a tu taki myk - okazuje się być specem od kina bardzo daleko od wyłącznie ułagodzonej, umownej brutalności. W przypadku Nędznych psów delikatny kompletnie nie jest, dając widzowi twarde kino bez wytchnienia. Kimś kto mógłby śmiało zainspirować Smarzowskiego, robiąc na nim za młodu gigantyczne wrażenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj