Kolejne premiery śledzę sobie konsekwentnie, jakie są sygnowane reżyserskim podpisem Cédrica Jimeneza i nie bywałem do tej pory zawiedziony, więc jeśli nawet jego filmy nie zmieniają mojej perspektywy na kino, to zawsze dostarczają rzetelny efekt, podparty szacunkiem dla klasycznych dzieł gatunkowych. Choć celuje zasadniczo w sensacyjne oblicze filmowe, to nie trzyma się marsylczyk żadnej stylistyki kurczowo i każda jego praca sprawdza, jak się w praktyce w czymś gatunkowo nowym on odnajduje. Tym razem jego nowy film wyraźnie nawiązuje do dwóch głośnych produkcji, w tym jednej wręcz kultowej, mimo iż brak dosłowności w jej skojarzeniu, bo Pies 51 to nie jest nowy stary, czy nowszy nowy Blade Runner, ani też jeden do jednego spielbergowy Raport mniejszości. Można w jego fajnie realistycznej (te pojazdy, te drony) i na czasie nawiązującej do totalnie i błyskawicznie zmieniającej dzisiejsze realia problematyki AI dostrzec korelacje z wymienionymi, lecz też gdy pozwoliłem się wciągnąć w wir akcji i historii oraz przez wzgląd na kwestię języka, poczuć skojarzenia z nagrodzonym niedawno animowanym, fajnie wizualnie cytującym młodzieńcze scie-fi sentymenty francuskojęzycznym Mars Expressem - to było tak przyjemnie nostalgicznie, jak i bardzo stylowo. Stąd jestem na tak, pomimo iż takie kino nie jest niczym zaskakująco nowym, lecz i takie kino ostatnimi czasy niezbyt rzadko na dużych ekranach gości, a jeśli pojawia się w jakości która zachęca do komplementowania dobrego aktorstwa, nie aż zbytnio banalnie napisanych postaci, scenariusza całkiem zgrabnie skonstruowanego oraz robi wrażenie techniczne znakomite świetnymi sekwencjami pościgów (auta, droniska), widokiem miasta świateł ledów i gigantycznych ekranów, czy fundamentalnie koncepcją wizualnie spójną z fabułą, to ja się bawię w kinie przednio i uważam, że warto na plus fakt, że go grają wyróżnić.
poniedziałek, 12 stycznia 2026
środa, 7 lutego 2024
BAC Nord / Północny bastion (2020) - Cédric Jimenez
Cédric Jimenez widać ceni niezmiernie Jeana Dujardin i Gillesa Lellouche'a, bowiem po doskonałych kreacjach obydwu w moim faworyzowanym Marsylskim łączniku, powierzył temu pierwszemu rolę ostatnio w Listopadzie, a drugiemu wcześniej w Północnym bastionie. Były to w obydwu przypadkach trafione decyzje, a ponadto angaż Dujardina był zapewnieniem obsadzie prawdziwej gwiazdy, gdyż gra on obecnie bardzo dużo i gra zawsze świetnie, będąc mocno rozpoznawany już po oscarowym sukcesie Artysty Michela Hazanaviciusa. Północny bastion jest o gettach, gdzie prawo stanowią handlarze, dilerzy drobni na usługach grubszych ryb - gdzie policja w zasadzie się nie zapuszcza, bo w tej afrykańsko-bliskowschodniej architektonicznej dżungli ze znajomej wielkiej płyty, rządzi sfrustrowana patola, ale też jest o zdradzie, która doprowadziła do umieszczenia trzech tajniaków pracujących na ulicy za kratkami. Na śmiertelnie poważnie o podobno autentycznych wydarzeniach, a ironicznie ujmując, o pięknej w całokształcie Francji współczesnej, gdzie politycy, instytucje i służby bogatego zachodu, nie radzą sobie z najazdem biedy z południa i wschodu, a już cudowna, patrząc z perspektywy lazurowego wybrzeża na marsylskie blokowiska opanowane przez imigrancką gangsterkę. Kapitalny dramat policyjny - taki jaki obecnie zbyt rzadko się pojawiający pośród (jeśli już mowa o kinie sensacyjnym) wszechobecnej chały, jaka opanowała ten gatunek. Stąd mocno podkreślam, że coś takiego można obejrzeć i nie narazić się na kontakt z prostactwem w gatunku, który oprócz naturalnego waloru ekscytującego (jeśli odpowiednio potraktowany przez dramaturgiczny zmysł) może opowiedzieć pasjonującą historię, w sposób daleki od kiczu. Jest w produkcji Jimeneza intensywne tempo, wkładka z akcentami psychologicznymi, jak i polityczno-społecznymi także jest - tak samo jak montaż ze zdjęciami spektakularnymi oraz są wyraziste postaci super zagrane. Nic mi więcej w estetyce policyjnej nie potrzeba, choć od czasu do czasu prawdziwego złota w postaci dzieła, nie obraziłbym się zobaczyć. Północny bastion wybitny nie jest, ale jest i tak super.
środa, 15 marca 2023
November / Listopad (2022) - Cédric Jimenez
Zjechany przez pokaźną grupę widzów, szczególnie poddany wnikliwej techniczno-merytorycznej weryfikacji przez zastępy pasjonatów monitorujących zapewne zza klawiatury własnych laptopów bezpieczeństwo antyterrorystyczne. Wszystkich tych którzy obejrzeli ten rzekomy pokaz amatorki wyłącznie po to, by uświadamiać wszem i wobec, jakie to żabojadów czy szerzej zachodnie służby wobec działań fundamentalistów islamskich żałosne i aby ku gigantycznej satysfakcji pouczyć reżysera, że jak już zabiera się za nośny temat, to powinien się wstydzić że tak lipnie i przynajmniej ukorzyć się przepraszając za zmarnowanie jego potencjału. To w lekko przesadzonym skrócie powiedziały mi o Listopadzie wpisy „filmwebowe” i gdybym nie cenił warsztatu Cédric Jimeneza zapewne uniknąłbym konfrontacji z jego najnowszą produkcją, przeznaczając ten czas na jakieś kino wyżej przez ekspertów z netu oceniane. Ale że jestem przekorny jak rosół podany nie w niedziele, tylko dla hecy w środku tygodnia i ufam bardziej swojej intuicji niż maksymalnie stadnym, bądź dla odmiany maksymalnie subiektywnym opiniom, to obejrzałem Listopad i chciałbym donieść/przestrzec, aby nie traktować rewelacji „filmwebowych” liderów jako prawdy objawionej, ale i po ostudzeniu emocji nie nastawiać się na sensacyjne kino poziomu niebotycznego, bo Jimenez ciała nie dał, lecz pamiętam go w lepszej formie dla przykładu, kiedy coś około roku 2014 na swojej drodze napotkałem dramat gangsterski równy niemalże kultowej Gorączce Manna - w Jimeneza zacnej reżyserii. Listopad natomiast oparty na paryskich wydarzeniach z 2015 roku, gdzie między innymi dokonano rzezi w znanej sali koncertowej Bataclan, opowiada w zasadzie wyłącznie o konsekwencjach ataków, czyli o bezpośredniej obławie i śledztwie, więc jest fabularnym dokumentem w (nie mogę wątpić rzetelnej) interpretacji oczywiście autora scenariusza, co podkreślone zostaje w czołówce. Ja obejrzałem z zainteresowaniem, chwilami wkręcając się zupełnie tak jak za smarkacza w topowe wówczas tytuły a’la sensacyjne, stąd zastanawiam się czy ostatnio brakowało mi takiego kina i dlatego podniecałem się pierwszym lepszym, czy naprawdę Listopad jest na tyle (wystarczająco) dobry. Nie odpowiem tutaj jednak na to pytanie zero-jedynkowo, bo nie chcę ani nazbyt ofensywnie zachęcać, ani tym bardziej stanowczo odradzać, bowiem nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności, szczególnie gdy strach mnie oblatuje na myśl o surowym potraktowaniu przez potencjalnych fachowców z branży bezpieczeństwa wewnętrznego, których może się okazać że mam wśród znajomych. Ja się nie znam, obejrzałem tylko jako kinoman, absolutnie nie jako instruktor samoobrony czy specjalista od śledzenia i ujmowania, pamiętając w tym przypadku przez cały seans o grubo ponad stu śmiertelnych niewinnych ofiarach spierdolenia umysłowego fanatyków religijnych.
.jpg)



