Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cédric Jimenez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cédric Jimenez. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Chien 51 / Pies 51 (2025) - Cédric Jimenez

 

Kolejne premiery śledzę sobie konsekwentnie, jakie są sygnowane reżyserskim podpisem Cédrica Jimeneza i nie bywałem do tej pory zawiedziony, więc jeśli nawet jego filmy nie zmieniają mojej perspektywy na kino, to zawsze dostarczają rzetelny efekt, podparty szacunkiem dla klasycznych dzieł gatunkowych. Choć celuje zasadniczo w sensacyjne oblicze filmowe, to nie trzyma się marsylczyk żadnej stylistyki kurczowo i każda jego praca sprawdza, jak się w praktyce w czymś gatunkowo nowym on odnajduje. Tym razem jego nowy film wyraźnie nawiązuje do dwóch głośnych produkcji, w tym jednej wręcz kultowej, mimo iż brak dosłowności w jej skojarzeniu, bo Pies 51 to nie jest nowy stary, czy nowszy nowy Blade Runner, ani też jeden do jednego spielbergowy Raport mniejszości. Można w jego fajnie realistycznej (te pojazdy, te drony) i na czasie nawiązującej do totalnie i błyskawicznie zmieniającej dzisiejsze realia problematyki AI dostrzec korelacje z wymienionymi, lecz też gdy pozwoliłem się wciągnąć w wir akcji i historii oraz przez wzgląd na kwestię języka, poczuć skojarzenia z nagrodzonym niedawno animowanym, fajnie wizualnie cytującym młodzieńcze scie-fi sentymenty francuskojęzycznym Mars Expressem - to było tak przyjemnie nostalgicznie, jak i bardzo stylowo. Stąd jestem na tak, pomimo iż takie kino nie jest niczym zaskakująco nowym, lecz i takie kino ostatnimi czasy niezbyt rzadko na dużych ekranach gości, a jeśli pojawia się w jakości która zachęca do komplementowania dobrego aktorstwa, nie aż zbytnio banalnie napisanych postaci, scenariusza całkiem zgrabnie skonstruowanego oraz robi wrażenie techniczne znakomite świetnymi sekwencjami pościgów (auta, droniska), widokiem miasta świateł ledów i gigantycznych ekranów, czy fundamentalnie koncepcją wizualnie spójną z fabułą, to ja się bawię w kinie przednio i uważam, że warto na plus fakt, że go grają wyróżnić.

środa, 7 lutego 2024

BAC Nord / Północny bastion (2020) - Cédric Jimenez

 

Cédric Jimenez widać ceni niezmiernie Jeana Dujardin i Gillesa Lellouche'a, bowiem po doskonałych kreacjach obydwu w moim faworyzowanym Marsylskim łączniku, powierzył temu pierwszemu rolę ostatnio w Listopadzie, a drugiemu wcześniej w Północnym bastionie. Były to w obydwu przypadkach trafione decyzje, a ponadto angaż Dujardina był zapewnieniem obsadzie prawdziwej gwiazdy, gdyż gra on obecnie bardzo dużo i gra zawsze świetnie, będąc mocno rozpoznawany już po oscarowym sukcesie Artysty Michela Hazanaviciusa. Północny bastion jest o gettach, gdzie prawo stanowią handlarze, dilerzy drobni na usługach grubszych ryb - gdzie policja w zasadzie się nie zapuszcza, bo w tej afrykańsko-bliskowschodniej architektonicznej dżungli ze znajomej wielkiej płyty, rządzi sfrustrowana patola, ale też jest o zdradzie, która doprowadziła do umieszczenia trzech tajniaków pracujących na ulicy za kratkami. Na śmiertelnie poważnie o podobno autentycznych wydarzeniach, a ironicznie ujmując, o pięknej w całokształcie Francji współczesnej, gdzie politycy, instytucje i służby bogatego zachodu, nie radzą sobie z najazdem biedy z południa i wschodu, a już cudowna, patrząc z perspektywy lazurowego wybrzeża na marsylskie blokowiska opanowane przez imigrancką gangsterkę. Kapitalny dramat policyjny - taki jaki obecnie zbyt rzadko się pojawiający pośród (jeśli już mowa o kinie sensacyjnym) wszechobecnej chały, jaka opanowała ten gatunek. Stąd mocno podkreślam, że coś takiego można obejrzeć i nie narazić się na kontakt z prostactwem w gatunku, który oprócz naturalnego waloru ekscytującego (jeśli odpowiednio potraktowany przez dramaturgiczny zmysł) może opowiedzieć pasjonującą historię, w sposób daleki od kiczu. Jest w produkcji Jimeneza intensywne tempo, wkładka z akcentami psychologicznymi, jak i polityczno-społecznymi także jest - tak samo jak montaż ze zdjęciami spektakularnymi oraz są wyraziste postaci super zagrane. Nic mi więcej w estetyce policyjnej nie potrzeba, choć od czasu do czasu prawdziwego złota w postaci dzieła, nie obraziłbym się zobaczyć. Północny bastion wybitny nie jest, ale jest i tak super.

środa, 15 marca 2023

November / Listopad (2022) - Cédric Jimenez

 

Zjechany przez pokaźną grupę widzów, szczególnie poddany wnikliwej techniczno-merytorycznej weryfikacji przez zastępy pasjonatów monitorujących zapewne zza klawiatury własnych laptopów bezpieczeństwo antyterrorystyczne. Wszystkich tych którzy obejrzeli ten rzekomy pokaz amatorki wyłącznie po to, by uświadamiać wszem i wobec, jakie to żabojadów czy szerzej zachodnie służby wobec działań fundamentalistów islamskich żałosne i aby ku gigantycznej satysfakcji pouczyć reżysera, że jak już zabiera się za nośny temat, to powinien się wstydzić że tak lipnie i przynajmniej ukorzyć się przepraszając za zmarnowanie jego potencjału. To w lekko przesadzonym skrócie powiedziały mi o Listopadzie wpisy „filmwebowe” i gdybym nie cenił warsztatu Cédric Jimeneza zapewne uniknąłbym konfrontacji z jego najnowszą produkcją, przeznaczając ten czas na jakieś kino wyżej przez ekspertów z netu oceniane. Ale że jestem przekorny jak rosół podany nie w niedziele, tylko dla hecy w środku tygodnia i ufam bardziej swojej intuicji niż maksymalnie stadnym, bądź dla odmiany maksymalnie subiektywnym opiniom, to obejrzałem Listopad i chciałbym donieść/przestrzec, aby nie traktować rewelacji „filmwebowych” liderów jako prawdy objawionej, ale i po ostudzeniu emocji nie nastawiać się na sensacyjne kino poziomu niebotycznego, bo Jimenez ciała nie dał, lecz pamiętam go w lepszej formie dla przykładu, kiedy coś około roku 2014 na swojej drodze napotkałem dramat gangsterski równy niemalże kultowej Gorączce Manna - w Jimeneza zacnej reżyserii. Listopad natomiast oparty na paryskich wydarzeniach z 2015 roku, gdzie między innymi dokonano rzezi w znanej sali koncertowej Bataclan, opowiada w zasadzie wyłącznie o konsekwencjach ataków, czyli o bezpośredniej obławie i śledztwie, więc jest fabularnym dokumentem w (nie mogę wątpić rzetelnej) interpretacji oczywiście autora scenariusza, co podkreślone zostaje w czołówce. Ja obejrzałem z zainteresowaniem, chwilami wkręcając się zupełnie tak jak za smarkacza w topowe wówczas tytuły a’la sensacyjne, stąd zastanawiam się czy ostatnio brakowało mi takiego kina i dlatego podniecałem się pierwszym lepszym, czy naprawdę Listopad jest na tyle (wystarczająco) dobry. Nie odpowiem tutaj jednak na to pytanie zero-jedynkowo, bo nie chcę ani nazbyt ofensywnie zachęcać, ani tym bardziej stanowczo odradzać, bowiem nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności, szczególnie gdy strach mnie oblatuje na myśl o surowym potraktowaniu przez potencjalnych fachowców z branży bezpieczeństwa wewnętrznego, których może się okazać że mam wśród znajomych. Ja się nie znam, obejrzałem tylko jako kinoman, absolutnie nie jako instruktor samoobrony czy specjalista od śledzenia i ujmowania, pamiętając w tym przypadku przez cały seans o grubo ponad stu śmiertelnych niewinnych ofiarach spierdolenia umysłowego fanatyków religijnych.

piątek, 22 grudnia 2017

HHhH / Kryptonim HHhH (2017) - Cédric Jimenez




Zwięzły wstęp zaproponuję i natychmiast po jednym jego zdaniu przejdę do sedna. Cedric Jimenez poprzednią własną produkcją mnie niewątpliwie zachwycił i teraz w trzy lata po doskonałym gangsterskim La French powracając, kazał od siebie wymagać kina co najmniej bardzo dobrego. Tak też się stało i poprzeczka wysoko postawiona pokonana została (lecz o rekordowym skoku nie ma mowy), gdyż pod tajemniczym tytułem kryje się historia człowieka opowiedziana metodą klasyczną, ale odpowiednio wyrazistą i w dość intrygującej, chociaż niekoniecznie niepozbawionej wad formie. To jakby dwie odsłony tego samego dramatu, tylko z dwóch perspektyw poprzez po pierwsze genezę kariery Reinharda Heydricha, jednego z najbardziej tajemniczych i lojalnych ideologii nazistów i jakby w kontrze do niej kulis dokonanego na nim nieudanego zamachu. Może ten złamany jednym cięciem podział na dwa akty nie jest do końca spójny i powoduje odczucie oglądania jakby dwóch osobnych obrazów w jednym, ale pomimo mankamentu tej koncepcji, całość wypada w miarę interesująco. Może nie przede wszystkim w formule sukces realizacyjny tkwi, ale z pewnością za sprawą wybornej i niezwykle autentycznej roli Jasona Clarke’a staje się mocno zajmujący. Clarke wyrazem twarzy, zimną mimiką doskonale oddaje zewnętrzność bezwzględnej postaci, pod której maską kryje się modelowy karierowicz otrzymujący drugą szansę i bez skrupułów ją wykorzystujący. W nim żal i złość buzuje, lojalność i oddanie niemal niewolnicze w niego wszczepione, w nim ambicje kolosalne i możliwości gigantyczne przed nim. Obok niego zaś kobieta, która inspiracją jeszcze przed chwilą, a teraz dla własnej zguby ofiarą swojej światopoglądowej obsesji. Te przemiany, ewolucje pozbawione wartości moralnej, zbiegi okoliczności, losu zrządzenia czy wreszcie manipulacje, bądź socjotechniczne zabiegi fascynują i podkreślane hipnotyzującym muzycznym tłem tworzą zespół licznych wątków do zgłębienia historycznego kontekstu inspirujących. Trudno bowiem przejść obojętnie obok tej opowieści o człowieku na fali, trudno nie poszukiwać materiałów pozwalających na zgłębienie jego fenomenu.

poniedziałek, 7 września 2015

La French / Marsylski łącznik (2014) - Cédric Jimenez




Skojarzenia z legendarnym Francuskim łącznikiem przez samo marketingiem kierowane polskie tłumaczenie tytułu oraz przez wzgląd na tematykę bezwzględnie usprawiedliwione, bo La French poprzez fabułę z nim powiązany. Kiedy obraz sprzed ponad czterdziestu lat historię z perspektywy amerykańskiej opowiadał, to film Cedrica Jimeneza naturalnie skupia się na francuskich postaciach tego autentycznego dramatu. Wspólna obu produkcjom jest także wysoka jakość, stawiająca je w czołówce kina gangsterskiego, natomiast odróżnia specyfika pochodzenia. Skupiając się naturalnie w tych okolicznościach na obrazie Jimeneza wyraźnie wyczuwalne są inspiracje klasyką filmowej gangsterki znad Sekwany. Europejskim kinem gatunkowym, szczególnie epoki Delona czy Belmondo. Tyle że będąc w pełni uczciwym i precyzyjnie spostrzegawczym, to ta francuska maniera została udanie wzbogacona o szlachetne pierwiastki kina made in Scorsese czy nawet przez wzgląd na specyfikę pojedynku pomiędzy samcami alfa Gorączki Michaela Manna. Takie towarzyszyły mi skojarzenia kiedy pełen zachwytu wkręcałem się w rozwój zdarzeń, gdy w pełni realistyczną walkę wymiaru sprawiedliwości ze światem przestępczym obserwowałem. W głównych rolach twardych gości z silnymi osobowościami i determinacją ogromną - godnych siebie przeciwników stających do pasjonującej konfrontacji. Wiele ich łączy w sensie psychologicznym, ale jeszcze więcej w sensie wartości odróżnia. Nie do pogodzenia obrona partykularnych interesów mafiosy z heroicznym bojem o zasady w wykonaniu Sędziego. Ryzyko po obu stronach ogromne, lecz profity za nie nieporównywalne. Po jednej stronie barykady świat luksusu na ludzkim nieszczęściu zbudowany, z drugiej zaś jedynie sława i uznanie w oczach zwykłych praworządnych obywateli do zdobycia. Chociaż także rycerz sprawiedliwości skaz rzecz oczywista niepozbawiony, to rola jaką odgrywa uzasadnia metody stosowane, jednoznacznie wyrozumiałość i zdecydowanie sympatię widza wzbudzając. Bohater z zasady nie ma łatwo, bo zaangażowanie w sprawę, niezłomność i ofiarność często wymiary obsesji przybierają. Nie ma mowy by półśrodkami ambitne cele zdobywać zatem poświęcenie idei druzgocące spustoszenie w życiu rodzinnym i emocjonalnym czyni. Nawet herosi odporności bezgranicznej nie posiadają - trzymają ludzkie emocje głęboko skrywane, lecz pozbyć się ich nie są w stanie. Stres bezustanny przy blasku dnia w dynamice wydarzeń zostaje zagłuszony, a nocami jako strach paraliżujący powraca. Świadomość ryzyka nie własnego życia, a przede wszystkim najbliższych zderza się z fiksacją na aspiracjach. Dla przeciętnego człowieka niezrozumiałym są zachowania z takim hazardem związane, stąd pytanie się rodzi co decyduje o podjęciu tego rodzaju decyzji. Czy to osobiste ambicje, uzależnienie od adrenaliny czy może przywiązanie do wartości i idei? Jeśli oglądając to wyśmienite kino z równym zaangażowaniem skupimy się na akcji jak odczytywaniu tego co między wierszami poukrywane pewnie odpowiedź znajdziemy. Postać sędziego Michela myślę że daje taką szansę. Na koniec gdyby powyższe dywagacje bardziej do kwestii filozoficznio-psychologicznych niż ocennych w odczuciu czytelnika się odnosiły, dodam z pełnym przekonaniem i w bezpośrednich słowach, iż La French to kapitalne kino pod każdym warsztatowym względem dopieszczone perfekcyjnie. W mojej ocenie prawdziwa bomba o potężnej sile rażenia. Nie dziwi zatem swego czasu laurka jednogłośnie mu przez ekspertów wystawiona. Jestem przekonany, że dzieło Cedrica Jimeneza z czasem do miana klasyki gatunku urośnie.

Drukuj