czwartek, 22 października 2026

Husbands and Wives / Mężowie i żony (1992) - Woody Allen

 

Pogdybam okazyjnie chwilę sobie. Uczynię krótką sesję wróżenia, bowiem sytuacja mnie do „co mi się wydaje” prowokuje. Lalu K. Kręciła nosem jak usłyszała propozycje ogarnięcia wspólnie zaległego tematu Husbands and Wives, bo jak deklaruje, za filmami Woody’ego nie przepada jakoś wyjątkowo, a ja to uparty w pewnych warunkach osioł i jak sobie coś ubzduram, to nie ma że nie, sam musiałem pójść w konkret sprawdzenia. Stąd sprężyna do „gdybania”, gdy wysoko oceniana produkcja Allena, mimo że ma człowiek tytuły jakie uwielbiam, to mnie raczej nie oczarowała, a dla odmiany zakładam, że Lalu by się nią może nawet zachwycała. Powód prosty - surowość niemal skandynawsko „dogmatyczna”, czyli bez ustawiania świateł, kamera z łapy, na żywioł pójście. Niczym też początkowe wprawki Goddarda, lecz bez kluczowej dla Francuza dramaturgii przerysowanej braku uzasadnienia. Dlatego to takie bardzo ascetyczne filmowo, wręcz świadomie pół amatorszczyznę udające. Specyficznie sfilmowane, jakbym patrzył na bardziej na bogato, profesjonalnie zagrane, ale jednak historie z dzisiejszych „Dlaczego ja” podobnych pierdół. Rzeczywista para małżeńska grająca parę małżeńską (Allen i Farrow), pod wpływem rozstania pary przyjaciół, na głos deliberuje o kryzysach w związkach długoletnich. To tylko wstęp, iskra do bardziej zamaszystego opowiadania mocno nielinearne, chaotycznie o między innymi zdradach, bo pokusach i potrzebach, bo brak spełnienia. Materiał u fundamentu bardzo interesujący, niestety te rozmowy jeden na jeden, chyba wywiady terapeutyczne, to wszystko przypomina charakterystyczne ujęcia do kamery z tych wszystkich tandetnych dramatopodobnych telewizyjnych „czasoumilaczy”, dla stereotypowych gospodyń domowych - samozwańczych sędzin pokoju. :) Aspiruje chyba do wyrafinowania formalnego, używając najprostszych narzędzi technicznych i to powoduje ten dysonans, który sugeruje mi że ten pomysł był absurdalny - poszukujący, ale absurdalny. Pewnie nie mam racji i poczekam na ostateczną własnych przekonań weryfikację, gdy współredaktorka zechce kontrargumentami po seansie sypnąć.

P.S. Jak patrzysz człowieku na te akcje z perspektywy doświadczeń pięciu dych życia i ponad dwóch podsumowanego ostatecznie poważnego związku, to nic w sumie nie zaskakuje. Tylko wszystko się wytłuszcza - druk jest bardziej wyraźny, momentami jednak Allena myślę fantazja ponosi i przesadza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj