Jak trafiłem, co o stylu i jakości nuty Obscure Sphinx myślę, w zasadzie póki co napisałem dotykając tematu krążka sprzed i po Void Mother. Podobnie jasne własne przekonanie wówczas między wierszami wyraziłem odnośnie tego jak ich sztuki wyglądają i co z nich najbardziej się zapamiętuję. Może moje doświadczenia odkrywania tak studyjnych materiałów, jak i koncertowych sytuacji są dość wąskie, bowiem na płyty nabieram ochoty raczej prawem serii i odpuszczam gdy nastąpi przesilenie, a gig widziawszy jeden, to więcej niż pierwsze, aczkolwiek może ono być głębsze przekonanie jest jedynie odciśniętym śladem w pamięci, nie zweryfikowanym już z pozycji osoby która wie czego może się spodziewać. Piszę powyższe gdyż uważam, iż powinienem się wytłumaczyć dlaczego Void Mother pod kątem analitycznym potraktuje powierzchownie - kompletnie na pierwszy odruch zdroworozsądkowy bez sensu, bowiem rozbudowane kompozycje aż się proszą aby je poddawać wnikliwej rozkminie. Uczynię wbrew może sobie zatem, dlategóż, że wszystkie trzy ich albumy są bardzo do siebie podobne, choć różnią je zniuansowania i oczywiście tendencja rozwojowa pozwala patrzeć na tą drogę przez pryzmat dojrzewania. Moje spojrzenie równa się teza, iż Void Mother jest typowym pomostem pomiędzy dwiema skrajnymi w dyskografii albumami, a każde słowo opisu zarówno Anaesthetic Inhalation Ritual i Epithaps może być wprost, czasem mniej, czasem odrobinę bardziej po poddaniu modyfikacji zastosowane do środkowego krążka. Po cholerę więc bez przyczyny i potrzeby tkwiącej w chronologicznym opisywaniu, dodawać tu powielając, że głos i charyzma Wielebnej to to i tamto, że riffy mechaniczne tak czy inaczej, frazy scalane tak i siak, czy klimat potęguje to i to, gdy zainteresowany Ty i Ty, może też Ty i jeszcze zbłąkani Oni którzy tu trafiają, klikając na rzeczone VM obstawiające (rok 2011 i 2016) materiały, w blogerskim amatorsko dziennikarskim refleksyjno-recenzenckim fasonie są dostępne i aż się wyrywają, zgłaszając pretensję do ich przestudiowania. :) To jest po prostu znakomita robota za każdym razem i w ramach rozszerzonego psychodelicznego post metalu, tudzież sludge'u, tak z posmakiem odhumanizowanego, a paradoksalnie emocjonującego - bolesnego jak sam skurw*syn (uwaga określenie za chwilę kontrowersyjne) modern gotyku, wszystkie trzy prace Obscure Sphinx to robota prze-cholera kapitalna. Bez kłaniania się z pozycji zaścianka wzorom zachodnim, a może nawet tym najlepszym dająca lekcje pokory. Słucham i znów możliwe że wpadam w tzw. fazę OS, gdzieś w każdym momencie gdy nie kręci się u mnie najnowszy GENIALNY Blindead, pod szyldem B23. :)
wtorek, 30 czerwca 2026
środa, 8 stycznia 2025
Obscure Sphinx - Anaesthetic Inhalation Ritual (2011)
Staje w obliczu prawdy i przyznaję się, iż gdy debiut Obscure Sphinx się pojawił, to ja go świadomie zignorowałem, bo istniały może nie przeciwskazania, ale sytuacja niekoniecznie sprzyjała aby w mroczny, posępny i dołujący ciężarem polski doom-sludge-post metal się wciągać. Obecnie już w OS wkręcony i rozkminiający od przedwczoraj bodajże po latach wydaną nową świetną epkę, przygotowując się jednocześnie do możliwego gigu warszawian w towarzystwie zmartwychwstałego pod skorygowanym szyldem Blindead, "wróciłem" do Anaesthetic Inhalation Ritual i jestem pod gigantycznym wrażeniem, szczególnie gdy z indeksu, jako drugi wchodzi Nastiez. Tym bardziej że wprowadzający go, startowy Air świetnie grunt przygotowuje i basowe otwarcie Nastiez (dalej kojarzące się użytym motywem z najbardziej znanym albumem Pink Floyd), czyni początek krążka wręcz wybitnym. Gniecie potwornie, poszturchuje, szarpie riffem, a kiedy ryknie Wielebna, to już z automatu wchodzimy na poziom komplementami zasypywania. Jej głos-udział, to nie tylko przecież partie growlu, ale fajna czysta barwa, której używa niezwykle świadomie, z indywidualnym charakterem. Do końca trwa ciągła przemiana wokalna, a instrumentaliści nie poprzestają na zwykłej powtarzalności (szczególnie chora partia od połowy Bleed in Me, Pt. 2), co jest w gatunku sytuacją nie zawsze oczywistą, kiedy aranże często bywają szablonowo zachowawcze i też trudno pośród łączonych dźwięków jakąś spójną piosenkową w cudzysłowiu strukturę wyłowić. Anaesthetic Inhalation Ritual jest w tym względzie inne, bowiem każdy numer to złożona, często progresywna, czy opierająca się na charakterystyce Lo-Fi, rzadziej jednak nieposkromiona, zachowująca piosenkową filozofię forma. Kiedy też należy to ona podbijana wielotonowym ciężarem, na zasadzie - jest mocno ale przesuwamy granice i jeszcze dociążamy, a Wielebna raz ciężar głosem ulotnym równoważy, by za moment zdzierać gardło do oporu. Dzięki temu też album absolutnie nie ma momentów przestoju czy takich które w słowniku recenzenta określone są wypełniaczami. Zwyczajnie ekipa posiada dar kapitalnego scalania fraz i wątków - pisania co najmniej bardzo dobrych, a najczęściej doskonałych kompozycji. AIR to nomen omen powietrze - tlen ożywczy dostarczony polskiej scenie, a ja głupi się nim w odpowiednim czasie nie zaciągałem!
sobota, 2 listopada 2024
Obscure Sphinx - Epitaphs (2016)
Tak sytuacja oto, że od 2016 roku kawał dłuższej niż tylko chwili minęło, a ja obwąchując się swego czasu tak z Epithaps jak i Void Mother dopiero obecnie tak na sto procent zostałem zdopingowany do konfrontacji z krążkami stołecznej ekipy, bowiem powrót na trasę Blindead (obecnie Blindead23) wraz z rzeczonymi oraz całkiem ciekawymi ostatnio projektami Wij i Kryształ sprowokował do działania i podjęcia decyzji o udziale w zimowym gigu, który myślę może bardzo mocno zapisać mi się w jeszcze w miarę dobrze funkcjonującej pamięci. Oto zatem przede mną w styczniu 2025 koncercicho, a teraz w listopadzie 2024 Epitaphs w całej swej okazałości i kilka odczuć po seansach w hipnotycznym zapętleniu odbytych. Raz skojarzenia dwa typowo muzyczne, bowiem gdy krążek Obscure Sphinx się kręci, to we łbie ucieczki myślami tak do twórczości szwedzkiego Cult of Luna, jak i dużo mniej popularnego norweskiego Madder Mortem. Obydwa skojarzenia powiązane ze strukturami instrumentalnymi, choć bliżej OS do CoL z racji korzystania obficie ze ścieżki sludge/post metalowej, choć awangardowy gothic metal z którym wiązane MM także swoje trzy grosze w nucie Warszawian zdaje się wtrącać, lecz takie wycieczki silniej słyszalne, kiedy Wielebna porzuca gardłowy ryk na rzecz pięknych czystych treli, jakie na szczęście mają pomimo wszystko niewiele wspólnego (dwa!) z pojękiwaniem gotyckich dam, a są zdecydowanie kapitalnym kontrastem dla dominujących akcji z kobiecym growlem. Ten w wykonaniu Wielebnej zresztą też jest na najwyższym poziomie i zapewne niejeden typ byłby zawstydzony z jaką mocą ta drobna kobieta uderza w ekstremalne odgłosy paszczowe. Płuca wypluwa, a jednak nie ma problemu by po frazach gardłowych wbijać z gracją w motywy zwiewne - taka profesjonalna technika u niej skuteczna i tym samym na ogromny szacunek zasługująca. Ważne że każda z tych dwóch twarzy wokalnych idealnie skorelowana z warstwą instrumentalną, gdzie po pierwsze to klaustrofobicznie gęste, nawet jakby mechaniczne, choć absolutnie nie odhumanizowane, gdyż emocjonalna warstwa w nucie OS nie wyłącznie w momencie gdy robi się rzewniej istotna. Ściana gitar i mozolne budowanie tła klimatu dla impetu z jakim uderza, to też emocje, jednak naturalnie emocje z trzewi i wściekłości - rozpaczy w fazie buntu, nie bezradności. Po drugie quasi akustyczna narracja natomiast kapitalnie dostarcza tej koniecznej "ciszy przed burzą", jaka fundamentalną zaletą muzyki OS, gdzie budowanie atmosfery napięcia realizowane poprzez tak podkręcanie intensywności, jak z tej drogi ku katharsis przechodzeniu płynnym do fazy wyciszenia. Mechanika koncepcji dominuje i muzyka żyje przede wszystkim za sprawą potężnego riffu i dudniącego basu, lecz bezdyskusyjnie nie licząc na nadpodaż melodii, to rola chwytliwego i nadającego całości efektu uatrakcyjniająco-wyróżniającego motywu nie jest zepchnięta na margines. Gdyby była to by sprawiła, że ta gitarowa lawa i smętność mnie by być może zanudziła, dlatego bardzo szanuję i dlatego też zauważam iż przez całkiem zapamiętywane melodie, sama muzyka donikąd to nie płynie. Racja, ona płynie dokądś najbardziej za sprawą znamion emocjonalnych i aranżacyjnego reżimu gatunkowego, jednak bez wentylów akustycznych i melodyjnych sama erupcja oraz KAPITALNA oprawa plastyczna okładki, by mnie akurat nie przekonała.


